Trwa ładowanie...

Bożena Janicka: Król i Oscar

Bożena Janicka: Król i Oscar
d2x0q1p
d2x0q1p

Za niespełna miesiąc będzie wiadomo, kto wyjdzie z oscarowej gali, taszcząc na pozór bez wysiłku czterokilogramową pozłacaną figurkę. Lecz jedna będzie wśród nich najważniejsza: dla filmu fabularnego jako całości, czyli dzieła. W tym roku walka o * nr 1 rozegra się podobno między brytyjsko-australijskim „Jak zostać królem” i amerykańskim „The Social Network”. Oba filmy już znamy (amerykański miał polską premierę w październiku, „Jak zostać królem” właśnie wszedł na ekrany), każdy widz może więc niezupełnie formalnie powiększyć tłum 6 tysięcy jurorów o własną osobę.*

Ciekawa sprawa: mimo że „Jak zostać królem” jest przeniesioną do fabuły, autentyczną historią księcia Yorku, czyli brytyjskiego monarchy Jerzego VI (ojca królowej Elżbiety II), można odkryć w tym filmie klasyczny wzorzec baśni.

Pewnego razu umarł stary król... Gdy w roku 1936 umarł król Wielkiej Brytanii Jerzy V, jego następcą został starszy syn, książę Walii. Wkrótce musiał abdykować, znane były bowiem jego sympatie proniemieckie, co wobec groźby zbliżającej się wojny mogło się okazać bardzo niebezpieczne. Bezpośrednią przyczyną abdykacji był fakt, że chciał poślubić Amerykankę, p. Simpson, dwukrotną rozwódkę, czego jako brytyjski monarcha zrobić nie mógł. Jego miejsce zajął młodszy brat, książę Yorku, po koronacji Jerzy VI. Nie miał ambicji monarszych, utrudniał mu także nową rolę defekt wymowy: przyszły król się jąkał. Lecz w latach wojny (to już poza ekranem) Jerzy VI stał się kimś bardzo ważnym dla postawy moralnej Brytyjczyków: nie opuścił Londynu w czasie niemieckich bombardowań, odwiedzał oddziały walczące na froncie.

Pewnego razu umarł stary król... Lecz starszy syn nie był godnym następcą. Tym, który nie zawiódł okazał się dopiero – jak zawsze w bajkach – syn młodszy.

d2x0q1p

Wszystkie informacje dotyczące historii, widzom brytyjskim zresztą doskonale znane, stanowią część akcji filmu, lecz właściwym tematem jest walka księcia – potem króla – z własnym defektem fizycznym, a w istocie słabością i lękiem. Walczy o zwycięstwo nad samym sobą, by nie zawieść ludzi, którzy czegoś od niego oczekują i mają do tego prawo. A jednocześnie zmienia się jako człowiek, któremu los wyznaczył miejsce w życiu, oddzielając go od reszty współobywateli. Zmienia się w kontakcie z plebejuszem, nieudanym aktorem, logopedą (zresztą bez dyplomu), który pracuje z nim nad usunięciem owego defektu. Osobą nr 1 w tej relacji nie jest książę (ważny szczegół: zaczynają pracę, kiedy jeszcze nie jest królem), lecz logopeda, bo to on musi przełamywać opory pacjenta, a tego nie da się zrobić z pozycji podległości. Książę musi pogodzić się z tym, że w kontakcie z synem piwowara nie będzie traktowany jako ktoś stojący wyżej, obaj będą równi. I tak oto, buntując się, z oporami, książę uczy się, jak to jest być
człowiekiem wśród ludzi, co okaże się ważne, kiedy 3 września 1939 roku, tuż po wypowiedzeniu wojny hitlerowskiej III Rzeszy, będzie mógł w radiowym przemówieniu do Brytyjczyków powiedzieć bez kłamstwa: „Mówię do was tak, jakbym to robił, odwiedzając wasze domy”.

Film jest przy tym wspaniale dowcipny, a źródłem dowcipu są oczywiście zderzenia tych dwóch światów. Przykład książęcej uprzejmości: „To było nad wyraz ciekawe”, oświadcza małżonka księcia, już wiedząc, że metoda, którą właśnie zademonstrował logopeda z dyplomem (i tytułem szlacheckim) okazała się idiotyczna, trzeba będzie poszukać innego. Jak ostatecznie będzie z tym Oscarem nr 1 – trudno przewidzieć, lecz jeśli Oscara za główną rolę męską otrzyma ktoś inny, niż Colin Firth, czyli książę Yorku – Jerzy VI z filmu Tomy Hoopera, trzeba będzie powiedzieć, wzorując się na księżnej Yorku: „To nad wyraz dziwne”.

„Jak zostać królem” i „The Social Network”. Książę Yorku, niebawem król Jerzy – i Mark Zuckerberg, twórca portalu Facebook; w losy króla wpisał się wiek XX, przypadek twórcy internetowego portalu to zapowiedź wieku XXI. Jerzy VI uosabiał europejski mit powinności, Mark Zuckerberg – amerykański mit sukcesu. Brytyjski książę chce sprostać temu, czego oczekują od niego współobywatele, amerykański chłopiec chce czegoś tylko dla siebie. Jerzemu VI udało się przezwyciężyć własną słabość, Markowi Zuckerbergowi – zakończyć ugodą wytoczone mu dwie sprawy sądowe: o kradzież pomysłu trzem kolegom i pozbawienie przyjaciela udziałów w firmie, którą współtworzył.

Jeśli wybierając kandydata do Oscara nr 1 jurorzy (6 tysięcy) nie wykluczą emocji, jakie wzbudziły w nich postacie bohaterów obu filmów, a to może okazać się trudne – będą nieobiektywni. Lecz jeśli poprzestaną na ocenie czysto zawodowej – także zawiodą, bo jako jurorzy powinni dostrzegać w filmie coś więcej. Na szczęście każdy juror powyżej sześciu tysięcy zarejestrowanych może ten dylemat rozstrzygnąć tak, jak mu się będzie podobało.

d2x0q1p
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2x0q1p