Trwa ładowanie...
el clan

''El Clan'': Genialny klan [RECENZJA]

Share
''El Clan'': Genialny klan [RECENZJA]
d3mq6ka

Ponoć z rodziną dobrze wychodzi się jedynie na zdjęciu, ale Arquímedesa Puccio nic nie cieszy bardziej niż wielopokoleniowy klan zgromadzony przy stole podczas kolacji będącej swoistym rytuałem celebrującym miniony dzień. Nestor rodu o fizjonomii poczciwego dziadka z sąsiedztwa, który przy wyjściu z bramy zagada do człowieka o pogodzie, nie przypomina architekta śmiałych porwań zakończonych morderstwami. Zbrodnie te wzburzyły przed trzydziestoma laty argentyńską opinię publiczną demonstrowaną przez rodzinę Puccio bezwzględnością i okrucieństwem.

Arquímedes mógłby tłumaczyć dokonane przez siebie przestępstwa ciężką sytuacją społeczno-polityczną, końcem dyktatury wojskowej junty i początkiem demokracji, trudami gospodarczej odbudowy kraju rozoranego konfliktami, oraz, wreszcie, koniecznością posunięcia się do ostateczności w celu zapewnienia bytu rodzinie, gdyby nie jego cyniczna amoralność i wynikająca z niej arogancka chciwość. Rodzina Puccio stanowiła kryminalny kolektyw, choć głównymi wykonawcami ojcowskiej woli byli synowie, ale przy milczącej akceptacji kręcących się na drugim planie kobiet, które odwracają wzrok, udając, że nie słyszą dochodzących z łazienki krzyków.

Reżyser/scenarzysta Pablo Trapero, choć nie oszczędził sobie trudu i przepytał rodziny ofiar Puccio, które dostarczyły nieocenionych szczegółów sprawy, nie celuje w dokumentalną dokładność, głównym konfliktem dramatycznym czyniąc ostre tarcia na linii Arquímedes-Alejandro. Pierworodnego syna nachodzi bowiem zwątpienie odnośnie do metod stosowanych przez ojca i kwestionuje konieczność zabijania ofiar po przyjęciu okupu, lecz i tak trudno się z nim identyfikować, gdyż praktycznie już na samym początku filmu Trapero daje sobie na spokój z budowaniem iluzji, że cokolwiek może się tu skończyć dobrze, a ktoś zdoła się odkupić.

O „El Clan” pisano już w kontekście kina gangsterskiego reprezentowanego niegdyś przez Martina Scorsese, ale Trapero jednak uderza w nieco inne struny, nie nasączając charakterystycznym dla amerykańskiego maestro, naznaczonym nerwową zgrywą i bezczelną lekkością zestawioną z sugestywną przemocą stylem, stawiając na chyba jeszcze mocniejsze kontrasty estetyczne. Sceny brutalne lub pełne napięcia okrasza radośnie niepasującą do przedstawionych wydarzeń ścieżką dźwiękową, a spokój rodzinnego ogniska bogatymi w detale porwaniami Arquímedesa. Bodaj najbardziej zapada w pamięci montażowa sztuczka – wykorzystana chyba najpełniej przez Francisa Forda Coppolę w „Ojcu chrzestnym” w słynnej sekwencji chrztu – kiedy na scenę namiętnego aktu seksualnego Trapero nakłada przebitki z krzykami udręczonej ofiary. Albo, jak kto woli, odwrotnie.

d3mq6ka

„El Clan” był argentyńskim kandydatem do Oscara, lecz nie udało się zdobyć nominacji, ale otrzymaną przez Trapero nagrodę za reżyserię na weneckim festiwalu trudno uznać za laur pocieszenia – to zasłużone wyróżnienie. Zresztą argentyńska widownia już zagłosowała nogami i film może pochwalić się ponad milionem widzów w cztery dni. Ciekawe jak będzie u nas.

7/10 Bartosz Czartoryski

d3mq6ka

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3mq6ka
d3mq6ka