''Pamięć absolutna'': Wywiad z Colinem Farrellem i Lenem Wisemanem!

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
''Pamięć absolutna'': Wywiad z Colinem Farrellem i Lenem Wisemanem!
(UIP)

Ostatniego dnia wakacji swoją długo oczekiwaną premierę będzie miał remake filmu z 1990 roku – „Pamięć absolutna”**. Tym razem za kultowe dzieło zabrali się jedni z najpopularniejszych twórców filmów akcji: **Len Wiseman**, autor znanej serii **„Underworld”** oraz **Colin Farrell**, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. W wyjątkowym wywiadzie dla Wirtualnej Polski gwiazdy zdradzają, dlaczego warto było ponownie zabrać się za powieść **Phillipa K. Dicka** oraz dlaczego Farrell nigdy nie dorówna **Arnoldowi Schwarzeneggerowi.

Len, jeżeli twój najnowszy film nie jest remakem kultowego filmu Paula Verhoevena** z 1990 rok, to czym jest w takim razie? Jakie były twoje założenia przy podjęciu pracy nad tym projektem? Czy twoja wersja **„Pamięci absolutnej” jest bliższa książkowemu oryginałowi?

Len Wiseman: Cóż, muszę przyznać, że to nie jest takie proste do scharakteryzowania. Najlepiej mój film mógłbym określić jako remake konceptu lub też założenia, z którego wywodzi się produkcja z 1990 roku. Jest to remake, jednak bardziej skupiający się na ponownej interpretacji historii Philipa K. Dicka niż na dziele Verhoevena. To odnowiona wersja „Pamięci absolutnej”, która tym razem zmierza w zupełnie innym kierunku. Dlatego tak bardzo zainteresowałem się tym projektem. Mój film to pewnego rodzaju hybryda dotychczasowych „Pamięci...”.

Podziel się

Fot.: UIP

Colin, filmowy Doug Quaid w twoim wykonaniu nie będzie typem mięśniaka pokroju Arnolda Schwarzeneggera. W jaki więc sposób na nowo odkryłeś i starałeś się zinterpretować swojego bohatera?

Colin Farrell: Jak już Len wspomniał, nasz film już na bazie scenariusza diametralnie różni się od poprzedniego. Obraz z 1990 roku ma w sobie przyjemny, ironiczny dowcip. Wydaje się, jakby twórcy „jedynki” całymi garściami czerpali z zabawnej idei filmowego nonsensu SF, pewnego rodzaju absurdu, a do tego jeszcze ten niepowtarzalny Arni [Arnold Schwarzenegger - przyp. red.] i jego rewelacyjne jednozdaniowe kwestie. To jest oryginał i nikt nie jest, ani też nie będzie w stanie tego przebić lub zrobić lepiej. Od dekad Schwarzenegger jest niepokonanym królem jednozdaniowych wypowiedzi, czego najlepszym przykładem są jego dialogi w „Terminatorze”, „Predatorze”, „Pamięci absolutnej”, etc. W scenariuszu facet, w którego ja miałem się wcielić, Doug
Quaid, prezentował się jako zwykły szary pracownik. Był jednym z tysięcy podobnych mu osób w filmie, które podróżują z jednego końca globu na drugi w poszukiwaniu pracy w fabrykach, przy taśmach produkcyjnych. Doug jest niezadowolony z własnego życia. Jest rozczarowany swoją pracą, nieszczęśliwy w małżeństwie i jak wiele innych osób na świecie ma poczucie, że jego życie jest nic niewarte. I właśnie wtedy postanawia skorzystać z usług firmy Recall, która ma możliwość przemienienia jego szpiegowskich fantazji w prawdziwe wspomnienia. Mój bohater decyduje się na taki krok, ponieważ pragnie ciekawszego życia. Właśnie w tym punkcie nasz scenariusz diametralnie różni się od oryginalnej historii. A co do Arnolda, to bądźmy szczerzy - jestem całkowicie do niego niepodobny. Musiałem stworzyć coś innego.

Podziel się

Len, czy twoim zdaniem filmy takie jak „Pamięć absolutna” mogą nam powiedzieć coś więcej o naszych lękach związanych z nowoczesną technologią i jej możliwościami?

Len Wiseman: Ależ oczywiście! Wyobrażasz sobie, że świat będzie kiedyś posiadał taką technologię, jaka jest zaprezentowana w filmie? Że mogłabyś z łatwością sterować lub też wybrać sobie jakąkolwiek z możliwych i ogólnie dostępnych pamięci? Wyobrażasz sobie, jak bardzo niebezpieczne mogłoby to być dla świata i ludzkości? Moim zdaniem, gdyby takie usługi miały kiedyś miejsce, przypominałoby to coś w rodzaju narkotyku. W końcu wszystko, co ma na celu ucieczkę od rzeczywistości, nie różni się niczym nawet od najbardziej uzależniających narkotyków. Takie myśli i takie patrzenie w przyszłość prezentowane w filmach zdecydowanie wiąże się z lękami. Co ciekawe, wysoko rozwinięta technologia zawsze kojarzy się nam z niebezpieczeństwem i z czymś co nam nieuchronnie grozi. Ale tak to już jest...

Colin, czy jesteś fanem „Pamięci absolutnej”** z 1990 roku i twórczości **Philipa K. Dicka**? Po **„Raporcie mniejszości” to jest twój drugi film oparty na jego powieści.

Colin Farrell: Tak, tak. Twórczość Dicka bardzo mocno przysłużyła się mojej karierze. Oczywiście, że kocham oryginał! Kiedy pierwszy raz widziałem film miałem pewnie jakieś 15 czy 16 lat. To było w 1991 albo 1992 roku i raczej nie oglądałem go w kinie. Prawdopodobnie widziałem „Pamięć absolutną” na VHS, ale doskonale pamiętam swój zachwyt i miłość do tego filmu. Od tamtej pory widziałem go jeszcze wiele razy. To klasyka. Ostatnim razem oglądałem „Pamięć...” z 1990 roku na dwa miesiące przed rozpoczęciem zdjęć nad nową wersją w Toronto. I ponownie wywarła na mnie ogromne wrażenie. Oczywiście, dziś łatwo powiedzieć, że niektóre efekty specjalne wyglądają kiczowato, jakby z zamierzchłej epoki i inne tego typu uwagi. Jednak wciąż jest to porażające kino science fiction. Nawet jeżeli w dzisiejszych czasach wygląda bardziej sztucznie, niż prawdziwie... I tak, miałem moment wahania właśnie na dwa miesiące przed zdjęciami, ale zaangażowałem
się w ten projekt, ponieważ wiedziałem, że będzie to coś zupełnie innego. Jedynie trzeba pamiętać, że wciąż czerpiemy z tego samego źródła, co „jedynka”.

Podziel się

Len, dlaczego wybrałeś akurat Colina Farrella do głównej roli? Colin Farrell: Właśnie! Dlaczego akurat ja? Co jest we mnie takiego szczególnego? (śmiech).

Len Wiseman: Wiecie, bardzo długo rozmawialiśmy z producentami, jak ma wyglądać nasz film i czym powinien się charakteryzować. Colin od samego początku jawił mi się jako mój główny bohater. Po części ze względu na jego dotychczasową pracę, a także dlatego, że znamy się prywatnie i wiem jakim jest człowiekiem. I właśnie kogoś takiego potrzebowałem. Dokładnie tak jak to zagrał Colin, wyobrażałem sobie człowieka, który zmaga się z zagadkową sytuacją w środowisku na miarę najlepszego kina akcji; jak ją rozwiązuje i stawia czoło wszystkim innym przeciwnościom. Nie zapominałem, że mój film to komercyjny projekt. Potrzebowałem kogoś, kto to udźwignie, zmierzy się z oczekiwaniami fanów oryginału i dodatkowo wyniesie historię na nowy poziom interpretacji. I teraz już wiesz dlaczego (śmiech).

Colin Farrell: Kolejna zagadka rozwiązana.

Colin, co łączy cię z Dougiem Quaidem?

Colin Farrell: Nasze stopy. Mamy identyczne stopy. Tak naprawdę nago wyglądamy identycznie (śmiech).

Len, czy świadomie w swoim najnowszym filmie nawiązujesz do stylistyki „Matrixa” i innych ikonicznych produkcji kina akcji SF?

Jestem ciekaw, które to są. Nie wiem, nie. Świadomie na pewno nie. Z pewnością chodzi ci o moment, kiedy Quaid uświadamia sobie swoje możliwości i w przeciągu kilku sekund rozprawia się z dziesięcioma czy też dwunastoma mężczyznami. Ta scena została nakręcona za pomocą jednej kamery i być może ona przywodzi na myśl wspomnianego przez ciebie „Matrixa”, ale nie. Przy tej scenie potrzebowałem wykorzystać technikę, która pomoże mi wejść w samo centrum wydarzeń, jednocześnie prezentując je z boku. Bardzo chciałem, żeby widownia poczuła, że może wziąć oddech dopiero, kiedy główny bohater skończy. Tak samo zresztą jak i on. Nie było to moją intencją, żeby czerpać lub też wykorzystywać ujęcia z podobnych gatunkowo filmów.

Podziel się

Colin, czy otrzymałeś błogosławieństwo od Arnolda Schwarzeneggera?

Colin Farrell: Niestety nie. Ale to być może też dlatego, że jeszcze się nie spotkaliśmy. Trochę mnie to wkurza, ponieważ nie odpowiada na moje telefony, nie reaguje na moje zaczepki na Tweeterze, nie ma konta na Facebooku (śmiech). Ty z nim rozmawiałeś, prawda?

Len Wiseman: Tak, rozmawiałem z nim, ale niestety nie miał ci nic do powiedzenia. Odbyliśmy jednak świetną rozmowę.

Colin Farrell: Kiedy z nim rozmawiałeś?

LW: Rozmawiałem z nim na CAA [Doroczny bankiet Creative Artists Agency – przyp. red.], spotkałem go na korytarzu i po prostu...

CF: Poszedłeś tam, żeby się do niego zbliżyć, przyznaj się?

LW:Jasna sprawa. I odbyłem z nim na prawdę zabawną konwersację. Był bardzo podekscytowany i szczerze zainteresowany tym, co zrobiliśmy w nowej wersji „Pamięci absolutnej”. Dużo rozmawialiśmy też o tym, jak bardzo złożona jest twoja postać. Arnold jest ujmującym człowiekiem. Jest bardzo miły i wyjątkowo zabawny.

Len, czego widzowie mogą się spodziewać po twojej wersji „Pamięci absolutnej”?

Len Wiseman: Tak szczerze mówiąc, powinni się spodziewać czegoś zupełnie innego. Powiem to ponownie, tak jak już Colin wspominał, to coś w rodzaju...

Colin Farrell: Aż czuję się zobligowany, żeby powiedzieć „Nasze jest nowe i nasze jest lepsze”.

LW: Ale mamy dobry powód, żeby tak uważać, ponieważ jako filmowiec - z pewnością wielu reżyserów też tak uważa - nie interesuje mnie nic, co jest kopią czegoś już znanego. Nie ma w tym nic twórczego ani ekscytującego. Przed rozpoczęciem produkcji myślami siłowałem się sam ze sobą czy warto się w to zaangażować. Jednak kiedy ponownie czytałem scenariusz w połowie zorientowałem się, że akcja nowej wersji wcale nie rozgrywa się na Marsie. „Wow, co za odkrycie” - pomyślałem. Nie miałem pojęcia, co z tego wyniknie i jak dla twórcy było to bardzo pozytywne uczucie. Próbowałem sam siebie przekonać, że nie powinienem robić tego filmu z wielu powodów, ale cały czas mój wewnętrzny głos mówił mi: „Musisz to zrobić. Nie pozwól, żeby jakikolwiek inny reżyser to przeczytał”.

Podziel się

Jakie nowe, być może rewolucyjne efekty specjalne zobaczą widzowie w waszej wersji „Pamięci absolutnej”?

Len Wiseman: Cóż, technologia bardzo się rozwinęła na przestrzeni tych 22 lat i muszę przyznać, że nie było mi z tym łatwo (śmiech). Jest to największa produkcja, jaką zrealizowałem w całej swojej karierze. Mówiąc szczerze, mam bardzo ambiwalentny stosunek do efektów specjalnych i kiedy używaliśmy green screena starałem się całą ekipę, przede wszystkim aktorów, pozytywnie nastawiać na efekt końcowy. To mi dodawało energii, ponieważ w chwilach zwątpienia sam przypominałem sobie o tym, że to wszystko czemuś służy. Kocham filmy SF i marzyłem o realizacji takiego obrazu odkąd skończyłem 10 lat. A jak mi wyszło, o tym przekonacie się w kinach.

Dziękujemy za rozmowę. Z Colinem Farrellem** i **Lenem Wisemanem rozmawiała Katarzyna Kasperska.

Polub WP Film
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.