Javier Bardem: Złoczyńca jakiego w ''Bondzie'' jeszcze nie było!
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z przystojnym i utalentowanym Javierem Bardemem („Vicky Cristina Barcelona”, „To nie jest kraj dla starych ludzi”). Słynny Hiszpan i hollywoodzki gwiazdor opowiada o przygodzie, jaką niewątpliwie był dla niego występ w „Skyfall”. Nowy film o Bondzie zawita do polskich kin już w najbliższy piątek, czyli 26 października!
Na co dzień jest mężem Penelope Cruz, szczęśliwym ojcem oraz hollywoodzkim amantem. W tym tygodniu to jednak przede wszystkim wyjątkowo wyrazisty, mocny i przerażający przeciwnik słynnego 007. W prasie pojawiają się nawet głosy, że odgrywany przez niego Raoul Silva to złoczyńca, jakiego w "Bondzie" jeszcze nie było.
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z przystojnym i utalentowanym Javierem Bardemem ("Vicky Cristina Barcelona", "To nie jest kraj dla starych ludzi")
.
Słynny Hiszpan i hollywoodzki gwiazdor opowiada o przygodzie, jaką niewątpliwie był dla niego występ w "Skyfall". Nowy film o Bondzie zawita do polskich kin już w najbliższy piątek, czyli 26 października!
''Włożyliśmy wiele wysiłku, by stworzyć postać Silvy''
Widziałeś już „Skyfall”?
- Tylko zwiastun. Wygląda całkiem nieźle!
Filmy o Bondzie to niemal oddzielny gatunek. Jakie to uczucie grać w tak wielkiej produkcji, o tak długiej historii?
- Było naprawdę miło. Bawiliśmy się wspaniale, a atmosfera była niezwykle inspirująca. Sam Mendes i ja włożyliśmy wiele wysiłku, by stworzyć postać Silvy tak, aby była jak najbardziej interesująca. Taki w każdym razie mieliśmy zamiar i mam nadzieję, że to się powiodło. Sam lubi blisko współpracować z aktorami. Mimo to nigdy nie czułem presji, jaka towarzyszy zwykle kręceniu filmu tego kalibru.
- Dzięki Samowi i moim kolegom aktorom za każdym razem udawało się znajdować sposób na zagranie danej sceny, aż Sam nie był z niej w pełni zadowolony.
''Myślałem, że będzie inaczej''
- Myślałem, że będzie inaczej. Że po prostu wejdziemy na plan, zrobimy dokładnie to, co trzeba i będzie po wszystkim. A tymczasem do sprawy podeszliśmy znacznie bardziej kreatywnie. Sam był otwarty na różne interpretacje, a ja miałem szczęście pracować ze wspaniałymi aktorami, którzy pomagali mi błyskawicznie odnaleźć się w danej scenie.
''Świetny prezent od losu...''
Co szczególnie zainteresowało cię w tym projekcie? Szansa pracy z Samem Mendesem czy może scenariusz?
- Pod uwagę brałem wszystko: możliwość pracy z Samem, scenariusz, barwną postać do zagrania. Uważam, że to nie tylko kolejny film o Bondzie, lecz także ciekawa historia.
- Zawsze uważałem Daniela Craiga za wspaniałego aktora. Tchnął w Bonda nowe życie. Można powiedzieć, że to Bond w nowej odsłonie. To bardzo interesująca kreacja. Kiedy Sam powiedział mi, kto znajdzie się w obsadzie i gdy omówiliśmy, jaki charakter ma mieć moja postać, uznałem to za świetny prezent od losu. Wspaniały reżyser, wyśmienita obsada, niebanalna fabuła, a do tego film o Jamesie Bondzie! Czego chcieć więcej?
''Silva zawdzięcza mu wszystko...''
Co możesz nam powiedzieć o Silvie?
- Sam dał mi całkowitą swobodę. To reżyser, który słucha swoich aktorów, poświęca im wiele uwagi i dużo eksperymentuje, z czego jestem bardzo zadowolony. Często próbuje robić rzeczy zupełnie na odwrót, co jest niezwykle inspirujące. Naprawdę zachęca do zaangażowania się w tworzenie filmu na wiele różnych sposobów.
- Przyznam, że Silva zawdzięcza Samowi wszystko. Podrzuciłem kilka pomysłów, ale to on i scenarzyści wskazali mi kierunek. Nie wiem, ile mogę zdradzić, ponieważ chcemy zachować kilka niespodzianek dla widzów. Powiem tylko, że pobawiliśmy się nieco tym filmowym gatunkiem. Sam stwierdził, a ja przyznałem mu rację, że kręcąc film o Bondzie, musisz grać na pograniczu fikcji i rzeczywistości – zwłaszcza, gdy grasz złoczyńcę. Właśnie taki efekt staraliśmy się osiągnąć.
''Zakochałem się w facecie z ogromnymi zębami...''
W filmie masz rzucające się w oczy blond włosy. Kto wpadł na ten pomysł?
- Pomysł wyszedł od Sama i ode mnie.
Jesteś fanem filmów o Jamesie Bondzie?
- Zdecydowanie tak. Mam 43 lata i pamiętam, że pierwszym filmem z serii, jaki obejrzałem, był „Moonraker”. Do kina poszedłem z moim tatą. Miałem 11 albo 12 lat, a film wcisnął mnie w fotel. Od razu zakochałem się w facecie z ogromnymi zębami. Był świetny. Jego rola na długo zapadła mi w pamięć, tak jak i sam film.
- Potem już chodziłem na wszystkie filmy z Bondem. To najdłużej trwająca seria filmowa, i nie bez przyczyny – choć lata płynęły, wszystkie filmy kręcone były z tym samym zapałem.
''Staram się jednak o tym nie myśleć...''
Czy z graniem złoczyńcy związana jest pewna odpowiedzialność?
Tak, czuje się to. To dlatego, że w filmach o Bondzie grało tylu świetnych aktorów i pojawiło się tylu kapitalnych czarnych charakterów. Staram się jednak o tym nie myśleć.
- Sam i ja wpadliśmy na kilka pomysłów i liczę na to, że udało nam się stworzyć coś wyjątkowego.
''Nie jestem przyzwyczajony do takich rzeczy''
Podobało ci się kręcenie scen akcji?
- Brałem udział w kilku scenach akcji, ale nie mam co porównywać się z Danielem – to nawet nie połowa tego, czego on musiał się podjąć. Nie jestem przyzwyczajony do takich rzeczy. Przyznam, że całkiem mi się to podobało.
- Zawsze byłem doskonale ochraniany przez niesamowitą ekipę kaskaderów, z którą pracowaliśmy – doskonale zajmowali się aktorami. Czułem się bezpiecznie, co jest istotne w przypadku takiego filmu. Ważne jest, aby być pewnym, że wszystko pójdzie dobrze.
''Niezły wynik jak na 24 lata''
Gdy kręciłeś „To nie jest kraj dla starych ludzi” powiedziałeś, że nie lubisz przemocy i nienawidzisz posługiwać się bronią.
- Cóż, karierę zacząłem w 1988 roku, a to dopiero trzeci film, w którym mam broń w ręku – po „To nie jest kraj dla starych ludzi” i „Perdicie Durango”. Niezły wynik jak na 24 lata. Nie chodzi jednak o samo trzymanie pistoletu w dłoni – chodzi o stworzenie charakteru postaci, który usprawiedliwiałby to, że postać ta posługuje się bronią.
- To najtrudniejsza część pracy, bo na ogół nie ma wiele okazji, by zbudować coś przemawiającego mocniej od wysuwającej się na pierwszy plan przemocy.
- W „To nie jest kraj dla starych ludzi” moja archetypiczna postać miała tę głębię. Mówiąc „archetypiczna” mam na myśli to, że postać nie jest częścią żadnej rzeczywistości, i że nic o niej nie wiemy – to po prostu swoisty symbol przemocy. Postać, która jest losem i przeznaczeniem pozostałych postaci. To było wspaniałym punktem wyjścia dla mnie jako aktora.
- Zwykle jednak w filmach nie widzę zbyt wielu szans dla aktorów, by mogli tę przemoc uzasadnić. Ja sam lubię pokojowo nastawionych ludzi, ale jednocześnie jestem aktorem – muszę się dostosować!
''Chciałem stworzyć Silvę od nowa''
Czy Silva ma w sobie także coś pociągającego?
- Oczywiście, to przecież czarny charakter z „Bonda”. Trzeba było niejako odtworzyć coś, co mieliśmy okazję oglądać przez lata. Efekt musiał być zbieżny z oczekiwaniami widzów. Dla mnie to trochę jak składanie hołdu.
- Jeżeli zabieram się za coś takiego, muszę dostosować rolę do całej serii. Padło kiedyś pytanie, czy analizowałem kreacje innych czarnych charakterów z „Bondów” specjalnie pod kątem mojej postaci; odpowiadam więc, że nie – nie analizowałem.
- Przez lata oglądałem wszystkie części cyklu, ale teraz nie zamierzałem wracać do żadnej z nich. Nie potrzebowałem takiej inspiracji. Chciałem stworzyć Silvę od nowa, wspólnie z Samem. Oczywiście nie sposób zapomnieć o tych filmach, ale w tym właśnie cała zabawa.
''Hura! Idę do pracy!''
Oglądałeś ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Londynie w reżyserii Danny'ego Boyle'a i scenę rodem z „Bonda”, z Danielem Craigiem i królową?
Tak, ceremonia bardzo mi się podobała, uważam, że była przygotowana rewelacyjnie. Szczególnie przypadły mi do gustu elementy punkowe, które podziwiała królowa!
Jak podsumujesz swoje doświadczenia związane ze „Skyfall”?
Zaskoczyło mnie, że atmosfera tak bardzo zachęcała do kreatywności. Spodziewałem się, że będzie bardziej „bezosobowo” – jak w wydajnej maszynie. Praca przebiegała sprawnie, ponieważ ci ludzie wiedzą, co robią.
- Atmosfera była serdeczna, a my naprawdę nieźle się bawiliśmy. Mając do czynienia z jednym z najlepszych reżyserów i z fantastycznym operatorem Rogerem Deakinsem, nie trzeba się o nic martwić, ponieważ wszyscy wiedzą, że oni bezbłędnie wykonają swoją robotę. - To niesamowite doświadczenie móc pracować z taką ekipą – Judi, Danielem, Ralphem, Bérénice, Samem, Michaelem i Barbarą. Każdy dzień był przyjemny. Codziennie wstawałeś rano i myślałeś: Hura! Idę do pracy!. Po prostu chciało się tam być. To było wspaniałe przeżycie.
Fabuła nowego Bonda
„Skyfall” to 23. film o najsłynniejszym agencie Jej Królewskiej Mości. Za kamerą po raz pierwszy stanął Sam Mendes – twórca m.in. „American Beauty” i „Jarheada”.
Film jest kontynuacją stylu „nowego” Bonda, który zapoczątkowało przełomowe „Casino Royale” z Danielem Craigiem w roli głównej. W „Skyfall” zobaczymy również nowe gorące nazwiska – Javiera Bardema w roli czarnego charakteru oraz Ralpha Finnesa, którego postać owiana jest do tej pory tajemnicą. W roli dziewczyny Bonda wystąpi zjawiskowa Bérénice Marlohe.
(ff/mn)