Przegląd filmów kandydujących do Orłów 2019 został zakończony. 6 lutego poznamy nominacje

3 tygodnie, 56 filmów i niemal 50 twórców uczestniczących w codziennych spotkaniach z publicznością – tak w liczbach prezentuje się zakończony w sobotę przegląd filmów kandydujących do Polskich Nagród Filmowych Orły 2019, który odbył się w warszawskim kinie Iluzjon.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kadr z filmu "Juliusz"
Kadr z filmu "Juliusz" (Materiały prasowe)
WP

Po jednej stronie najbardziej wyraziste osobowości polskiego kina, po drugiej – widzowie. Nietuzinkowe pytania, szczere odpowiedzi, nieznane kulisy filmowej „kuchni”, soczyste anegdoty z planu, konfrontacja twórczych zamierzeń z realiami filmowego rynku i pogłębiona refleksja na temat kondycji polskiej kinematografii. Wszystko to sprawia, że przegląd filmów kandydujących do Orłów 2019 i towarzyszące mu spotkania z publicznością to jedna z najbardziej inspirujących inicjatyw w dorocznym kalendarzu Polskich Nagród Filmowych.

Filmowa kuchnia
Spotkania zorganizowane w ramach przeglądu tradycyjnie już okazały się kopalnią soczystych anegdot, odsłaniających kulisy pracy na filmowych planie. Adam Sikora, reżyser "Autsajdera”, zdradził, ze w scenach więziennych nie wystąpili statyści, lecz prawdziwi strażnicy, co dodało filmowi autentyzmu. Producenci fabularyzowanego dokumentu zatytułowanego „Kto napisze naszą historię” opowiadali o poświęceniu Bartłomieja Kotschedoffa, który do roli w filmie schudł ponad 10 kg w ciągu miesiąca. Wojciech Smarzowski zdementował natomiast chodliwą plotkę o Włochach, którzy mieli rzekomo wyłożyć gigantyczne pieniądze na "Kler2”. Krzysztof Zanussi ujawnił, że za dystrybucję "Eteru” odpowiadał osobiście syn Carlosa Saury. Dzięki Urszuli Antoniak widzowie dowiedzieli się, że Jakub Gierszał, odtwórca głównej roli w filmie "Pomiędzy słowami”, okazał się uderzająco podobny do znanego holenderskiego populisty, co miało niebagatelny wpływ na recepcję filmu w Holandii. Bożena Stachura zdradziła z kolei, że u Janusza Kondratiuka grała w kostiumie usmarowanym kiełbaskami po to, by zjednać sobie przychylność grających w filmie psiaków. Twórcy dokumentu „Wieś pływających krów” opowiedzieli natomiast, że na pokaz przedpremierowy filmu organizowany w Gródku stawiło się ponad 200 osób z okolicznych miejscowości.

WP

Pod prąd
Pójść pod prąd pewnym nurtom dominującym we współczesnym kinie – to motywacja, na którą chętnie powoływali się twórcy młodego pokolenia. – Nasz pomysł był taki, żeby złamać wszystkie możliwe zasady – zaznaczali autorzy filmu "Juliusz”. W podobnym tonie wypowiadała się Urszula Antoniak, reżyserka obrazu "Pomiędzy słowami”, podkreślając, że jej zamierzeniem było przełamanie dość powszechnego schematu prezentowania emigranta jako ofiary na rzecz opowieści o emigracji "jako stanie umysłu”. Z kolei Olga Chajdas, reżyserka "Niny” deklarowała, że jej intencją nie było cofanie się do inicjacyjnych filmów o tym, jak ciężko jest być reprezentantem mniejszości w Polsce, lecz skupienie się na wewnętrznych emocjach bohaterów.

Aktorzy jak Stradivariusy
– Aktorów miałem świetnych. Reagowali jak Stradivariusy – zachwycał się Janusz Kondratiuk, reżyser autobiograficznego filmu "Jak pies z kotem”. Wątek relacji na linii reżyser – aktor stanowił kolejny, ważny motyw przewijający się podczas spotkań z twórcami filmów kandydujących do Orłów 2019.

– To aktorzyca pełną gębą, może zagrać wszystko! – adresatką takich komplementów z ust reżysera okazała się Aleksandra Konieczna, odtwórczyni roli Igi Cembrzyńskiej w filmie Kondratiuka. – Łączyło nas wszystko poza poglądami – to z kolei słowa Krzysztofa Zanussiego o współpracy z Jackiem Poniedziałkiem na planie filmu "Eter”. Natomiast Kinga Dębska, reżyser "Planu B.” deklarowała, że w Marcinie Dorocińskim nie widzi amanta, a w pracy na planie przyświeca jej założenie, by "aktora nie wykorzystać, lecz twórczo użyć”. Jeszcze więcej twórczej autonomii dla aktora przewiduje Filip Bajon. – Uważam aktorów za współtwórców filmu i raczej nie narzucam im, jak mają grać – mówił, dodając, że w jego przekonaniu "aktorstwo jest wielką, alchemiczną tajemnicą”.

Zobacz też: "Zabawa zabawa": skutecznie obrzydzi Polakom wódkę

WP

Nie ma bezpiecznych filmów…
– Nie ma bezpiecznych filmów. Świat filmu jest usłany klęskami, które miały być pewniakami – skonstatował w pewnym momencie Jan Kwieciński, producent "Ataku paniki”. Podobna myśl zapewne nie jest obca nikomu, kto planuje kolejny film. Niektórzy twórcy postanowili jednak podzielić się swoimi planami z publicznością przeglądu w kinie Iluzjon.

Kinga Dębska stwierdziła, że marzy o zrobieniu czarno-białej animacji, a póki co pracuje nad nowym scenariuszem o dzieciństwie w PRL i kryzysie dojrzałej kobiety na podstawie własnej książki. Filip Bajon planuje serial telewizyjny na kanwie "Kamerdynera”, a Wojciech Smarzowski chciałby wyreżyserować film o Słowianach, choć bierze pod uwagę, że zrealizować kolejny film może nie być mu łatwo w najbliższej przyszłości – Jestem teraz takim gorącym kartoflem – powiedział.

Zobacz też: Wojciech Smarzowski o kościele

Niezależnie od tego, czy te właśnie, czy też inne zamysły reżyserskie ujrzą światło dzienne, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że w przyszłości znajdą się one w gronie kandydatów do Polskich nagród filmowych ORŁY.

WP

Tymczasem już w najbliższą środę, 6 lutego, ORŁY wkroczą na kolejny etap. Tego dnia, podczas oficjalnej konferencji w siedzibie Canal+, ogłoszone zostaną nominacje do Orłów 2019. Laureatów poznamy 25 marca na uroczystej ceremonii wręczenia statuetek w Teatrze Polskim. Natomiast już 7 marca ogłoszone zostanie nazwisko laureata Nagrody za Osiągnięcia Życia.

Szczegółowe informacje i regulamin Polskich Nagród Filmowych Orłów dostępne są na stronie www.pnf.pl

Zapraszamy też na FB Orłów
https://www.facebook.com/pnforly/

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP