Trwa ładowanie...

"Bękart". Ma prawie 100 proc. na Rotten Tomatoes. Film roku?

96 proc. na Rotten Tomatoes - takim niesamowitym wynikiem może pochwalić się grany obecnie w polskich kinach "Bękart". Ten dramat historyczny i jednocześnie western jest rzeczywiście mocnym obrazem, ale warto pójść na niego chociażby ze względu na Madsa Mikkelsena.

Mads Mikkelsen jest kapitalny w swoim nowym filmie "Bękart"Mads Mikkelsen jest kapitalny w swoim nowym filmie "Bękart"Źródło: fot. mat. pras.
d3vqv3u
d3vqv3u

Twarz Madsa Mikkelsena to jeden z cudów współczesnego kina światowego. Wedle potrzeb potrafi być nienaganna i niezwykle przystojna w swojej skandynawskiej surowości. Innym razem zadziwia plastyczną "brzydotą" i upiornością. Jest bardzo męska, wyrazista i stoicka, ale da się zauważyć, że buzują pod nią emocje. Pomimo twardości, jest niesłychanie elastyczna - aktorowi z dziecinną łatwością przychodzi zmienianie się, zdaniem wielu, z najseksowniejszego mężczyzny świata w "dżentelmena o wyglądzie dusiciela dzieci", jak to osobliwie ujął "The New York Times".

To też może tłumaczyć, dlaczego na dobrą sprawę nie można stwierdzić jednoznacznie, czy twarz Mikkelsena jest piękna czy brzydka. Jej wizualną zagadkowość potęguje fakt, że przez ostatnie lata została solidnie przeorana przez czas. Jednak zmarszczki dodały aktorowi szlachetności. To nie jest twarz osoby korzystającej z medycyny estetycznej, a kogoś, kto starzeje się naturalnie.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Wywiad z Ryanem Reynoldsem

Dokładnie ten aspekt sprawia, że w granym obecnie w polskich kinach duńskim dramacie historycznym "Bękart" patrzy się na aktora z fascynacją. To samo zresztą robił na planie reżyser Nikolaj Arcel, bo w jego filmie uświadczymy wielu kadrów ze zbliżeniem na lico Mikkelsena. Skoro twarz aktora wyraża wszystko, to dlaczego kamera ma się na niej nie ogniskować?

d3vqv3u

Mikkelsen tym razem nie gra żadnego psychopaty. Dla odmiany wciela się w Ludviga Kahlena, pochodzącego z nieprawego łoża kapitana, który zamierza udowodnić, że jest możliwe założenie kolonii na jałowych wrzosowiskach Jutlandii. Co chce w zamian Kahlen? Prosta sprawa - wyrwać się z niższego szczebla hierarchii i otrzymać tytuł szlachecki. Będąc tym, kim jest, nie może liczyć na żaden szacunek, stąd jedynym sposobem na zyskanie go jest porwanie się na coś na tyle szalonego, by zwrócić uwagę króla. A wrzosowiska są niemałą obsesją monarchy.

Już ten wstępny zamysł fabularny, a potem zajmująco rozwijany konflikt Kahlena z brutalnym, nieprzewidywalnym, rozkapryszonym i mającym duże wpływy szlachcicem Frederikiem de Schinkelem (Simon Bennebjerg) sprawia, że osadzonego w XVIII w. "Bękarta" trzeba odczytywać jako opowieść o walce klas. Ale to niejedyny ciekawy wątek w dość bogatym tematycznie filmie.

Intrygujący bohater

Równie intrygująco ogląda się maniakalną wręcz niestrudzoność Kahlena, który przez sporą część filmu pod pewnymi względami przypomina trochę szaleńców z filmografii Wernera Herzoga. Niemiecki reżyser w genialnych produkcjach jak "Aguirre, gniew boży" i "Fitzcarraldo" ukazywał przecież podobny typ zżeranych chorobliwą pasją mężczyzn, próbujących siłą swojej woli okiełznać skrajnie nieprzyjazne środowisko. Nie ma większego znaczenia, czy chodzi o wybudowanie opery w dżungli, czy wyhodowanie kartofli na wrzosowiskach.

d3vqv3u

W przeciwieństwie jednak do wyżej wspomnianego Fitzcarraldo, Kahlen to bohater wzbudzający większą sympatię i, co istotne, umiejący wyjść ze swojej skorupy. Postać Mikkelsena stopniowo ociepla się nie tylko za sprawą wyjątkowo zaradnej i naznaczonej cierpieniem gospodyni Ann Barbary, ale także dzięki ciemnoskórej dziewczynce Anmai Mus, którą zabobonni koloniści traktują jak dziecko diabła.

Tu mamy zresztą dość oklepaną, ale mimo wszystko nietoporną próbę rozbicia kultu silnego mężczyzny - z racji kapitalnych umiejętności aktorskich Mikkelsena przemiana jego bohatera ani na chwilę nie zgrzyta, wydaje się autentyczna. A dołączone do tego przesłanie o równości płci i rasy szczęśliwie nie jest nachalne.

Laury zasłużone

Te wszystkie treści są ujęte nie tyle w ramy kina kostiumowego, co westernu, a właściwie jego bardziej mroźnej odmiany: "northernu". Przed naszymi oczami przewijają się konie, pistolety, zbiegli niewolnicy, najemnicy, koloniści. Sam Kahlen w jakimś stopniu to kowboj znikąd, który swoją obecnością rozsadza zastany porządek, a właściwie bardziej chaos, jak mawia złoczyńca filmu. Pojedynek aktorski, jaki dokonuje się między Mikkelsenem a Bennebjergem jest znakomity - panowie nawet podczas zwykłej konwersacji wyglądają jak psy, które z chęcią skoczyłyby sobie do gardeł.

d3vqv3u

De Schinkel w wykonaniu Bennebjerga mógłby nawet zawstydzić Leonardo DiCaprio z jego roli właściciela plantacji niewolniczej w "Django". To postać wybornie irytująca i obrzydliwa.

"Bękart" zgarnął aż 96 proc. pozytywnych opinii na Rotten Tomatoes i otrzymał trzy nagrody od Europejskiej Akademii Filmowej - Mikkelsen za rolę męską, Rasmus Videbaek za zdjęcia oraz Kicki Ilander za kostiumy. Ten film rzeczywiście może się podobać - angażuje emocjonalnie, przykuwa wizualną urodą i przekonuje aktorsko. Nie jest to wybitne dzieło, ale warto przejść się do kina nawet dla samego Mikkelsena, który po raz kolejny udowadnia, że jest ścisłą światową czołówką w swoim fachu. I oczywiście ma najciekawszą filmowo twarz.

Kamil Dachnij, dziennikarz Wirtualnej Polski

W 50. odcinku podcastu "Clickbait" zachwycamy się serialem (!) "Pan i Pani Smith", przeżywamy transformacje aktorskie w "Braciach ze stali" i bierzemy na warsztat… "Netfliksową zdradę". Żeby dowiedzieć się, czym jest, znajdź nas na Spotify, Apple Podcasts, YouTube, w Audiotece czy Open FM. Możesz też posłuchać poniżej:

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d3vqv3u
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3vqv3u