Trwa ładowanie...
d4eystl
samotność w sieci
04-12-2006 18:08

Kino dla par ku rozrywce, dla samotnych ku nadziei

d4eystl
d4eystl

Megahit polskiej prozy ostatnich lat (myślę o książkach kupowanych, żeby czytać, a nie o tych do stawiania na półce, by demonstrować, że jesteśmy modni i na bieżąco) zamienił się w film. I zaprawdę słuszne to i sprawiedliwe - tak właśnie od dekad dzieje się na całym świecie, a zwłaszcza w Hollywood. I wszyscy są zadowoleni.

Wydawca i pisarz (bo dzięki filmowi im jeszcze rośnie sprzedaż), filmowcy (bo dostają sprawdzoną fabułę, którą wystarczy lekko przyadaptować) i wreszcie czytelnicy i widzowie (bo zostaje im dostarczona rozrywka niezłej jakości). O to właśnie chodzi w tzw. biznesie filmowym. Wbrew temu, co uparcie twierdzą poważni i męczący krytycy filmowi, doszukujący się w każdym obrazie głębi i świątyni sztuki.

Tu nie ma co szukać świątyni. Ale jest za to dobre sprawne, rzemiosło i solidne kino obyczajowe. Całe szczęście, twórcy filmu nie poszli za przykładem kolegów od "Wiedźmina" i nie stwierdzili, że wiedzą lepiej, jak opowiadać historię i o czym w ogóle ma ona być. Autorzy "Samotności w sieci" uczciwie przełożyli fabułę książki na filmowy język, starając się nie utracić nic z jej prostoty i dyskretnego uroku. I udało im się nad podziw dobrze.

A cóż to za fabuła? Wszak nie wszyscy znają powieść, oto więc krótkie wprowadzenie: Byli sobie ona i on. Jej czegoś brakowało w życiu i musiała sobie z kimś pogadać. On mieszkał i pracował w Niemczech, ale za czymś wciąż tęsknił i patrzył przez wielkie okna swojego mieszkania. Któregoś dnia ona napisała do niego maila (adres wybrała dość przypadkowo na jednej z aukcji Allegro). On odpisał. Ona zaczęła szczerze i namiętnie opowiadać mu o swoim życiu, związku, marzeniach i potrzebach. On też powoli zaczął się przed nią otwierać. Ich czysto internetowy związek coraz mocniej zaczął dojrzewać do bynajmniej niewirtualnego skonsumowania. A czy może być dla niego lepsza sceneria niż Paryż? Gdyby okazało się, że w realu nie ma tej miłosnej chemii, od której aż ociekały ich listy, zawsze pozostanie im jeszcze wieża Eiffla.

"Samotność w sieci" to film pełen pięknych obrazów. Jego twórca Witold Adamek to zarówno reżyser, jak i operator, więc strona wizualna filmu to jego wielki atut. Choć może nie w każdej scenie z Paryża musi pojawiać się wieża Eiffla i nie w każdej sekwencji z Nowego Orleanu niezbędni są muzykanci, to trzeba przyznać, że tak pięknie pokazanej kobiety jak Magdalena Cielecka w tym filmie dawno w polskim kinie nie było. Cielecka, która już przed laty w "Zakochanych" udowodniła, że dobrze czuje się w lekkiej obyczajowej historii (a obecnie potwierdza to w serialu "Magda M."), tym razem ma wielkie pole do popisu. I nie marnuje tej szansy. Andrzej Chyra, który znacznie bardziej w tym filmie ma "być", niż grać, też bez problemu radzi sobie z rolą, a ich duet wypada nad wyraz wiarygodnie. I nieważne, na jakim bieżącym etapie (rozstania, zejścia czy czegoś innego) jest aktualnie związek tych dwojga aktorów - tu, w tym konkretnym filmie, bez najmniejszego problemu możemy uwierzyć w ich wzajemną fascynację. Ale w końcu
mamy do czynienia z dwójką wybitnych polskich aktorów.

d4eystl

Cała reszta obsady to zaledwnie drobne epizody: świetnie sprawdza się jako swoisty kontrapunkt dla głównej bohaterki jej ekranowa przyjaciółka Kinga Preis; powszedni i nudnawy partner życiowy głównej bohaterki, grany przez Szymona Bobrowskiego, to ledwie grubo zarysowany szkic postaci, ale na więcej szkoda czasu, skoro to przede wszystkim historia internetowych kochanków. Podobnie postacie z jego wspomnień, duet Anna Dymna i Agnieszka Grochowska jako matka i niesłysząca córka - pierwsza miłość Jakuba.

Kino popularne w naszym kraju wciąż dopiero raczkuje. Na każdy przyzwoity (jak ten) film przypada pięć "obrazów artystycznych", a powinno być dokładnie odwrotnie. Hołubmy więc takie fabuły jak "Samotność w sieci", bo dzięki nim widać, że polska literatura współczesna i polskie kino jeszcze nie straciły całkowicie kontaktu z rzeczywistością i ze swoimi odbiorcami. Wydawałoby się, że wszystko jest jak trzeba - mamy publiczność spragnioną polskich filmów, mamy aktorów i realizatorów, którzy potrafią je kręcić, a mimo to w kinach jakoś pusto. To znaczy co i rusz słyszymy o kolejnych polskich premierach, ale rzadko który z tych filmów obejrzy kilkadziesiąt tysięcy widzów. "Samotność w sieci" z pewnością poradzi sobie z takim wyzwaniem w pierwszy weekend. I nieważne, że na filmowym ekranie mocno widać podobieństwo tej fabuły do dwóch klasycznych filmów z duetem Hanks/Ryan. Ważne, że mamy po raz pierwszy od miesięcy dobre polskie kino popularne.

d4eystl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4eystl