Komuna, Darth Vader i miłość od pierwszego wejrzenia. Powstał film o fanach "Star Wars" w PRL-u

Polacy nie załamywali rąk nad brakiem filmowych gadżetów czy premierami kolejnych epizodów spóźnionymi o kilka lat. Działali, organizowali i tworzyli coś, co dziś cieszy się zainteresowaniem na całym świecie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Wojna gwiazd" zadebiutuje na Octopus Film Festiwal 23 sierpnia w Gdańsku
"Wojna gwiazd" zadebiutuje na Octopus Film Festiwal 23 sierpnia w Gdańsku (Materiały prasowe)
WP

O "Wojnie gwiazd", pierwszym pełnometrażowym dokumencie poświęconym fanom "Star Wars" z epoki PRL rozmawiamy z Radosławem Salamończykiem, reżyserem filmu.

Jakub Zagalski: Nakręciłeś film o zjawisku, które jest starsze od ciebie o dobrych 20 lat. Skąd ci się wzięła taka potrzeba?
Radosław Salamończyk: Pomysł na film dokumentalny, czy raczej reportaż, narodził się w 2012 r. LucasFilm ogłosił wtedy, że zostaje przejęty przez Disneya. Nowy właściciel usunął prawie wszystkie historie z książek, komiksów "Star Wars" z kanonu i nadał im status legend, co wzburzyło wielu fanów. Pamiętam taką sytuację, gdy kilku z nich nagrało filmik z palenia "Dziedzica Imperium" [powieść Timothy'ego Zahna, jedna z najpopularniejszych z uniwersum "Gwiezdnych wojen" – dop. JZ] i wrzuciło do sieci.

To pokazało w taki tragikomiczny sposób, jak ważny dla tych ludzi jest nie tyle film "Gwiezdne wojny", co cała otoczka, uniwersum. Wielu ludzi żyło tymi historiami przez 20-30 lat, oglądało filmy, czytało książki, śledziło losy bohaterów i nagle to wszystko miało stać się w pewien sposób nieważne, bo zamierzano pisać historię uniwersum od nowa. Wtedy właśnie pomyślałem, że fajnie byłoby zacząć dokument o polskich fanach "Star Wars" właśnie sceną palenia "Dziedzica Imperium".

WP

Później poznałem Jakuba Turkiewicza, który prowadził stronę starwarsy.pl i jest wielkim znawcą tematu, i razem zaczęliśmy pracować nad filmem.

Mówisz, że pomysł narodził się w twojej głowie w 2012 r., ale kiedy przeszedłeś od słów do czynów?
Tak naprawdę prace ruszyły w styczniu 2018 r. Przy czym sam pomysł mocno ewoluował, bo pierwotnie zamierzałem nakręcić rozmowę z Jakubem Turkiewiczem. To miał być zwykły, 20-minutowy reportaż o "Gwiezdnych wojnach" w PRL-u, a skończyło się na wywiadach z piętnastoma osobami i pełnometrażowym dokumencie.

WP

Czy udało wam się dotrzeć do twardych danych związanych z dystrybucją i popularnością "Gwiezdnych wojen" w PRL-u? W tamtej epoce Polacy chodzili do kina na amerykańskie filmy po kilka, kilkanaście razy – przeważnie z braku alternatywy. Jak więc wypadła oglądalność hitów Lucasa na tle innych pokazywanych wtedy filmów?
Dotarliśmy do takich danych i prezentujemy je w filmie. Pomijając same liczby trzeba powiedzieć, że "Gwiezdne wojny" dobrze sobie radziły w polskich kinach, choć nie osiągnęły tak oszałamiającego sukcesu jak za granicą. W rodzimym box office przegrywały z takimi przebojami jak "Krzyżacy" czy "Wejście smoka" z Bruce'em Lee. Trzeba jednak pamiętać, że "Gwiezdne wojny" trafiły do Polski z dużym opóźnieniem, a ich dystrybucja była bardzo ograniczona. Pierwszy film z 1977 r. pojawił się u nas w 1979 r. w 58 kopiach, które wędrowały po całej Polsce przez kilka kolejnych lat.

W tym miejscu w Gdańsku Wrzeszczu powstawały nielicencjonowane figurki z "Gwiezdnych wojen"/mat. prasowe
Podziel się

I w takich warunkach narodziła się społeczność fanów, którzy nie ograniczali się wyłącznie do oglądania filmów.
Tak, dzięki temu, że pierwsi fani "Gwiezdnych wojen" musieli sobie radzić z ograniczeniami epoki PRL, dziś mamy niesamowite bogactwo kulturowe z tamtego okresu. Z jednej strony zjawiskowe plakaty Jakuba Erola, a przede wszystkim figurki filmowych postaci, które powstawały na masową skalę produkowane metodą chałupniczą. Siermiężne modele cieszące się zainteresowaniem nie tylko w Polsce.

WP

Widziałem niedawno aukcje z takimi pirackimi figurkami z PRL-u. Niektóre sprzedają się za absurdalne pieniądze.
Są modele, za które Amerykanie płacą po 1 tys. dol. Ludzie wydają takie pieniądze właśnie dlatego, że polskie figurki są niedoskonałe, robione w zupełnie innych kolorach niż licencjonowane zabawki, co dodaje im wyjątkowości i oryginalności.

Co jeszcze wyróżnia środowisko polskich fanów "Gwiezdnych wojen"?
Przede wszystkim sami ludzie, którzy potrafili zorganizować się w warunkach dyktowanych przez PRL, tworzyć kluby, wymieniać informacjami, zawierać znajomości. Dziś, w dobie Internetu, nie ma z tym najmniejszego problemu. Kiedyś te wszystkie relacje i działalność fanowska odbywała się przede wszystkim korespondencyjnie. Dużo o tym mówimy w naszym filmie.

Mat. prasowe
Podziel się
WP

Kiedy właściwie zaczął się w Polsce szał na "Gwiezdne wojny"? Czy da się wskazać jeden moment, jedno wydarzenie, od którego to wszystko się zaczęło?
Oczywiście kluczowym momentem była premiera pierwszego filmu w 1979 r., jednak masowe zainteresowanie sagą zaczęło być widoczne dopiero po premierze "Imperium kontratakuje", która u nas nastąpiła w 1984 r. [3 lata po USA – dop. JZ]. To wtedy do magazynu "Świat młodych" zaczęły napływać informacje o "Gwiezdnych wojnach", pojawiły się pierwsze inicjatywy związane z zakładaniem fanklubów, wkrótce ruszyła produkcja wspomnianych figurek. Czyli połowa lat 80. to jest ten czas, gdy "Gwiezdne wojny" zawładnęły umysłami polskich fanów…

… którzy po 30 latach usiedli przed kamerą i pokazali swoje zbiory, zabawki, fotosy. Czy twoi rozmówcy pamiętający początki "Gwiezdnych wojen" w Polsce trzymają to wszystko z sentymentu, czy może bardziej ze względu na wartość rynkową?
I to, i to. Są ludzie, którzy z sentymentu nie potrafią sprzedać swoich pamiątek, a mogliby dostać za nie dobry pieniądz. Jak mówiłem, pirackie figurki odlewane w Gdańsku Wrzeszczu czy w Łodzi na zagranicznych aukcjach mogą być sprzedawane za równowartość kilku tys. zł. Innym przykładem takiej polskiej twórczości związanej z "Gwiezdnymi wojnami" są oryginalne plakaty filmowe Jakuba Erola, kosztujące dziś po 3 tys. zł.

Największy kolekcjoner, który pojawia się w filmie, ma ogromny zbiór figurek i on mówił wprost, że to kapitał, ale przede wszystkim pasja i wspomnienie dzieciństwa. Zaczynał je zbierać jako dziecko, a z biegiem lat stał się prawdziwym znawcą. Ma ogromna wiedzę na temat każdej kopii zrobionej w Polsce.

Oglądając takie kolekcje coś ciebie, jako fana "Star Wars", szczególnie urzekło? Miałeś moment "wow", gdy ktoś wyciągnął fanowski skarb trzymany przez 30 lat w pudełku po butach?
Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie oryginalna taśma celuloidowa 35mm z pierwszym filmem w polskiej wersji.

WP

Z drugiej strony nie mogłem wyjść z podziwu, kiedy moi rozmówcy opowiadali o kulisach działalności fanowskiej w PRL-u. Ile to wszystko pochłaniało pracy i jakie dawało efekty. Prezes ówczesnego klubu Falcon z Brzegu pokazał mi mnóstwo korespondencji, która jest fizycznym dowodem tego zaangażowania. Po 30 latach robi to niesamowite wrażenie, szczególnie na osobie, która wchodząc do świata społeczności fanów "Star Wars" od razu miała dostęp do Internetu.

Kręcąc "Wojny gwiazd" chciałem zdobyć i przekazać konkretne informacje, ale przede wszystkim pokazać ludzi, którzy tym żyli, ich emocje. Świetnie się słuchało np. wspomnień dotyczących pierwszego seansu. To, jakie "Gwiezdne wojny" zrobiły na nich wrażenie.

Mat. prasowe
Podziel się

*Czy każdy fan, z którym rozmawiałeś, z miejsca zakochał się w "Gwiezdnych wojnach"? *
Dla wszystkich, z którymi rozmawiałem, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Niektórzy przyznają, że dziś to wrażenie może wydać się naiwne, jednak scena otwierająca "Gwiezdne wojny" była ważnym momentem w ich życiu.

Jeśli już przy ważnych momentach w życiu jesteśmy, dla ciebie będzie to z pewnością dzień premiery "Wojny gwiazd". Powiedz na zakończenie, kiedy i gdzie obejrzymy po raz pierwszy twój dokument?
23 sierpnia o godz. 18:00 na Octopus Film Festiwal w Gdańsku. Dalsze plany są związane z wyświetlaniem filmu w kinach studyjnych. Chcemy również udostępniać go w internecie i być może na platformie serialowej.

Plakat autorstwa Joanny Majorczyk/mat. prasowe
Podziel się

O filmie:
"Wojna gwiazd" to film dokumentalny na temat polskiej wersji fenomenu "Star Wars" na przełomie lat 70. i 80. Twórca form filmowych Radosław Salamończyk oraz badacz kultury popularnej i historyk Jakub Turkiewicz zabierają nas w sentymentalną podróż w czasy PRL-u, kiedy to najciekawsze zjawiska z dziedziny kultury objawiały się poza jej głównym nurtem, a uczestnicy życia społeczno-kulturalnego kierowali wzrok na Zachód, zerkając przez powiększające się otwory w rdzewiejącej "żelaznej kurtynie". Autorzy postawili sobie cel, aby nie gubiąc lekkości przekazu, przekazać możliwie pełną, wiedzę na temat ówczesnych wydarzeń związanych z genezą polskiego fandomu "Star Wars", a swoją narrację budują w oparciu o liczne źródła do jakich zdołali dotrzeć i wywiadów z kompetentnymi osobami – zarówno badaczami pokrewnych tematów, jak i uczestnikami opisywanych wydarzeń. Jako jeden z ważniejszych motywów swego działania ujawniają ambicję uchwycenia kontekstu historycznego opisywanych wydarzeń i chęć podjęcia refleksji na temat zderzenia ludzkiej fascynacji tym co piękne, dobre i metafizyczne z szarością życia w zastanej rzeczywistości.

Polub WP Film
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP