Trwa ładowanie...
d3u1gc6
Aktualności

''Lobster'': Chodź, pomaluj mój świat na czarno i szaro

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
''Lobster'': Chodź, pomaluj mój świat na czarno i szaro
(mat. dystrybutora)
d3u1gc6

Dystopie zawsze cieszyły się sporym zainteresowaniem fanów literatury i kina fantastyczno-naukowego. Data 26 lutego 2016 roku jest szczególnie istotna zwłaszcza dla tych drugich. To właśnie tego dnia do polskich kin zawita "Lobster" – odkrycie MFF w Cannes 2015 i jedna z najbardziej szalonych, a zarazem oryginalnych wizji przyszłości, jaką mieliśmy okazję oglądać w światowym kinie. W oczekiwaniu na premierę prezentujemy przegląd najciekawszych filmowych dystopii.

Krajobrazy końca świata malowane kamerą filmową należą do pejzaży wyjątkowo urokliwych, kokietujących swoją ostatecznością. Jakby człowiek podświadomie marzył o kresie znanej mu rzeczywistości dla samej tylko satysfakcji obcowania z koncepcją nieistnienia jakiegokolwiek porządku poza prawem dżungli obowiązującym w postapokaliptycznej codzienności. Ale świat nie musi skończyć się, przypominając słowa T.S. Eliota, hukiem, a skomleniem. Nie musi zostać uwięziony w niebycie wywołanym globalnym konfliktem nuklearnym czy pośród skruszałych kamienic, których mieszkańcy powaleni zostali przez tajemniczą epidemię. Może bowiem trwać w zdehumanizowanym marazmie, pośród rozbudowanej biurokracji narzuconej przez totalitarne struktury rządowe albo istnieć w rozświetlonych miastach bynajmniej nieświetlanej przyszłości. Filmowcy praktycznie od początku istnienia kina niemalże prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych dystopicznych scenariuszy, jakie mogłyby spotkać ludzkość w nie tak znowu odległych dziesięcioleciach.

d3u1gc6

Za klasyczny przykład podobnie pesymistycznej wizji uznaje się, zresztą słusznie, słynne „Metropolis” z 1927 roku. Film Fritza Langa portretujące silnie podzielone klasowo społeczeństwo, z biednymi harującymi na dobrobyt i tak już bogatych, co stało się swoistym szablonem dla niezliczonych fabuł realizowanych do dziś. Biurokracja, unifikacja i uniformizacja utożsamiane z totalitarnym reżimem trzymającym w szachu cały kraj stały się motywami przewodnimi dla kina dystopicznego i można je odnaleźć chociażby w filmach takich jak „Equilibrium” Kurta Wimmera, „THX 1138” George'a Lucasa czy „Brazil” Terry'ego Gilliama. Innym motywem, również pośrednio powiązanym z „Metropolis”, który stanowić może punkt wyjścia dla rozważań o całym podgatunku, jest instytucja złowieszczej korporacji - wszechmocna organizacja kierująca się bezlitośnie kapitalistyczną rządzą zysku i częstokroć jeśli nie wchodząca w komitywę ze zwykle skorumpowanym rządem, to wręcz sprawująca podobnie ogromną władzę. Krytyką takiej hipotetycznej
sytuacji jest, oczywiście, znakomity „Łowca androidów”. Film Ridleya Scotta ukazujący niebezpieczeństwa wymykającej się spod kontroli kultury konsumpcyjnej, to sztandarowy przykład kina dystopicznego. Ale jest ich więcej. Choć mało który dorównuje poziomowi adaptacji prozy Philipa K. Dicka wartymi wspomnienia z pewnością są produkcje takie jak „Zielona pożywka” Richarda Fleishera opowiadająca o korporacji z monopolem na dostawy żywności (jak się okazuje bliżej końca filmu, produkowanej z niekonwencjonalnego surowca, co również służy za potężną metaforę), czy „Tank Girl”, gdzie tytułowa bohaterka występuje przeciwko sprawowanej przez jedną firmę kontroli nad zasobami wody pitnej. Lecz nie są to przykłady najbardziej skrajne, gdyż scenarzyści i reżyserzy niejednokrotnie sięgali po rozwiązania iście ekstrawaganckie, na tle których wyżej wymienione tytuły mogą wydać się cokolwiek konserwatywne.

Niedawna kinowa atrakcja wywiedziona z serii książek dla młodzieży, filmowa tetralogia „Igrzyska śmierci” opowiadała o specyficznej konstrukcji świata przyszłości, w którym państwo podzielone było na strefy w zależności od stanu posiadania. Ale główną atrakcją fabuły, przynajmniej w części otwierającej cykl, były brutalne walki nastoletnich trybutów z różnych dystryktów. I nie jest to pomysł nowy, gdyż pojawił się on już w nakręconej lata wcześniej japońskiej dystopicznej fantazji „Battle Royale” Kinjiego Fukasaku. Niedawna dylogia „Noc oczyszczenia” również proponowała rozwiązanie oparte na przyzwoleniu na zabijanie, aby, mówiąc kolokwialnie, spuścić trochę pary z obywateli. A i nawet „Uciekinier” z Arnoldem Schwarzeneggerem mówił o pełnym przemocy programie telewizyjnym, w którym mordowano się ku uciesze gawiedzi. Są też i dystopie oparte na niby świetnie funkcjonującym aparacie państwowym, który jednak zapomina o pierwiastku ludzkim, jak w „Raporcie mniejszości” Stevena Spielberga, „Gattace” Andrew
Niccola albo ich duchowym ojcu chrzestnym, powieści „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya.

Po dystopię sięgnął też stary mistrz Francois Truffaut, przenosząc na ekran powieść Raya Bradbury'ego „Fahrenheit 451”, i udowadniając, że podobna konwencja może się sprawdzić także i na polu kina autorskiego. A teraz potwierdza to grecki filmowiec Jorgos Lantimos, reżyser mającego rychle premierę na polskich ekranach "Lobstera", przedstawiającego niecodzienną, jak na tego twórcę przystało, wizję przyszłości. Odgórne zarządzenie nakazuje osobom samotnym umieszczonym w specjalnych ośrodkach znalezienie partnera seksualnego w ciągu czterdziestu pięciu dni pod groźbą przemiany w zwierzę. Buntownicy ukrywający się w lasach są odławiani przez pensjonariuszy w zamian za przedłużenie owego okresu. Lantimos podchodzi do tematu oczywiście z właściwym sobie humorem, ale niezmiennie przemieszanym z powagą, podkreślając jedno i drugie metaforą. Ale mimo surrealistycznego tonu "Lobster" sprawdza się znakomicie także jako
portret świata dystopicznego, choć Grek umiejętnie poszerza spektrum znaczeniowe swojego filmu, jednocześnie nie odrywając go z korzeniami od przyjętej konwencji. Film spodobał się na festiwalach filmowych i widzom, i krytyce. Czy zostanie zapamiętany? Czas pokaże. Lantimosowi udała się sztuka niezwykła, wykreował bowiem dystopię, jakiej jeszcze nie było, co, zważywszy na przeszło sto lat istnienia kina, jest nie byle jakim osiągnięciem. Sięgając po konwencję wydawałoby się zarezerwowaną dla gatunku science-fiction, grecki reżyser zrealizował obudowany interesującymi kontekstami film opowiadający, mówiąc krótko, o głęboko ludzkich emocjach przeżywanych w pozbawionym emocji, nieludzkim świecie.

d3u1gc6

Partnerem artykułu jest Dystrybutor filmu "Lobster"

d3u1gc6

Podziel się opinią

Share
d3u1gc6
d3u1gc6