Trwa ładowanie...
d4n6apy

37. Gdynia Film Festival: ''Mój rower'' - recenzja filmu

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
37. Gdynia Film Festival: ''Mój rower'' - recenzja filmu
(Materiały prasowe)
d4n6apy

Subtelność wyparta przez ckliwość

*„Mój rower” miał być głośnym powrotem Piotra Trzaskalskiego na duży ekran. Po siedmiu latach nieobecności, reżyser pamiętnego „Ediego”, postanowił opowiedzieć poruszającą (z założenia) historię o trudnych relacjach ojców z ich synami. Wszystko wskazywało na kolejny wielki sukces w karierze Trzaskalskiego, tym bardziej, że do udziału w produkcji został zaproszony legendarny polski artysta o światowej sławie i nieprzeciętnej aparycji. Niestety „Mój rower” zamiast chwytać za serce, irytuje schematycznym sentymentalizmem. Trzy pokolenia mężczyzn, trzy konflikty i jedna podróż – taka charakterystyka nasuwa zbyt przewidywalną, żeby nie powiedzieć oczywistą, konstrukcję wydarzeń. Z biegiem akcji nasze obawy znajdują potwierdzenie w obrazach prezentowanych na
dużym ekranie. Fabularne rozwiązania „Mojego roweru” nie zaskakują, a sama historia, choć urzekająca, nie wnosi do kanonu polskiego kina nic więcej, ponad to, co już wcześniej zostało wielokrotnie opowiedziane za pośrednictwem obiektywu kamery.
*

Piotr Trzaskalski, na plan swojej najnowszej produkcji, zgromadził legendarnych polskich artystów z Michałem Urbaniakiem na czele. Światowej sławy jazzman i kompozytor wcielił się w rolę schorowanego dziadka, którego w wieku siedemdziesięciu kilku lat opuszcza żona. Na pomoc emerytowanemu ojcu niechętnie przybywa jego dorosły syn wraz ze swoim zbuntowanym i rozżalonym pierworodnym. Każdy z nich przejawia wobec drugiego nieskrywaną wrogość, lecz w ich zachowaniu widoczna jest też desperacka walka o szacunek i uznanie w oczach swojego rodzica.

d4n6apy

Historia stara jak świat, mimo to wciąż aktualna i prawdziwa. Niestety w wydaniu Trzaskalskiego zabrakło tej enigmatycznie brzmiącej szczerości ukrytej w prostych emocjach. Reżyser prezentuje publiczności pokoleniowy konflikt w sposób jasny i niepodważalny. Jedyny przejaw subtelności, tak bardzo potrzebnej w prezentowaniu prostych historii, można uparcie doszukiwać się w przepięknych mazurskich plenerach i w warstwie muzycznej. Kiedy reszta powinna pozostać milczeniem, filmowcy dokonują kolejnych zwrotów akcji. „Mój rower” mimo, iż zrealizowany wzorowo, ze szczególnym wyróżnieniem fenomenalnych zdjęć Piotra Śliskowskiego oraz wzruszającej muzyki pełniącej rolę dodatkowego bohatera, może rozczarować na bazie scenariusza.

Czołowe gwiazdy produkcji – Michał Urbaniak, Artur Żmiejewski i Krzysztof Chodorowski – wiarygodnie odegrali swoje filmowe kreacje, dając tym samym zaskakujący popis aktorskich umiejętności. Na brawa przede wszystkim zasługuje znakomity kompozytor, który przecież aktorstwa nigdy nie studiował, a także debiutant, który w roli najmłodszego gniewnego wypadł szczególnie interesująco.

„Mój rower” z pewnością znajdzie swoich zwolenników wśród polskiej publiczności. Choć historia jest nie pierwszej świeżości, to najnowszy film Piotra Trzaskalskiego wciąż należy uznać za udany. Wszystkie aspekty dobrego kina zostały przez twórców spełnione. Jedynie banalna ckliwość, która wyparła filmową subtelność może niepotrzebnie przesłodzić widzom odbiór tej z pozoru prostej opowieści. W filmie Trzaskalskiego największe emocje kryją się za muzyką. Być może taki był zamysł filmowców. Jeżeli tak, to sukces został osiągnięty. Dla mnie to jednak za mało.

* Ocena: 5/10*

d4n6apy

Podziel się opinią

Share
d4n6apy
d4n6apy