Trwa ładowanie...

"Baby Broker". Oddała dziecko do okna życia. Nie przewidziała, co będzie dalej [RECENZJA]

W swoim najnowszym filmie "Baby broker" reżyser Hirokazu Koreeda poruszył temat handlu niechcianymi noworodkami. Twórca "Złodziejaszków" zmarnował jednak potencjał swojej historii przez nietrafione pomysły scenariuszowe.

Share
So-young (w tej roli Ji-eun Lee) porzuca swoje dziecko So-young (w tej roli Ji-eun Lee) porzuca swoje dziecko Źródło: fot. mat. pras.
d2a88k1

W azjatyckim kinie działa kilku reżyserów, którzy specjalizują się w ukazywaniu dramatów zwykłych jednostek. Należy do nich chociażby Hirokazu Koreeda. Widzowie najbardziej mogą kojarzyć go ze słynnych "Złodziejaszków", zdobywcy Złotej Palmy w 2018 r. Ta historia biednej japońskiej rodziny, która przygarnia znalezioną na ulicy dziewczynkę, zrobiła na wielu wielkie wrażenie, co tylko rozsławiło nazwisko reżysera.

Tak jak było w przypadku tamtego filmu, w "Baby brokerze" Koreeda ponownie zainspirował się doniesieniami medialnymi, by stworzyć kolejną historię o rodzinnych zażyłościach i społecznym odrzuceniu. Poznajemy w niej So-young, która zostawia swoje nowo narodzone dziecko przed oknem życia. Szybko zostaje ono przechwycone przez Sang-hyeona i Dong-soo. Mężczyźni od jakiegoś czasu zajmują się handlem niechcianymi noworodkami, sprzedając je do rodzin, które uznają za odpowiednie.

ZOBACZ TEŻ: zwiastun filmu "Broker"

Bohaterowie zarzekają się, że działają w dobrzej wierze, bo chcą ominąć biurokrację i luki w oficjalnych procesach adopcyjnych Korei Południowej. Sytuacja komplikuje się, kiedy So-young wraca po dziecko. Cała trójka, tworząca coś w rodzaju patchworkowej rodziny, wyrusza w podróż, by odnaleźć kupców. Nie wiedzą, że podążają za nimi detektywi, którzy chcą ich aresztować.

d2a88k1

Choć "Baby broker" jest przyzwoicie nakręcony i znajdziemy w nim charakterystyczną dla Koreedy słodko-gorzką prozę życia dla odmiany wrzuconą w konwencję kina drogi, to jednak z filmu wybrzmiewa fałsz. Pomysł reżysera, by uczynić parę oszustów tak uroczymi i sympatycznymi, jest zupełnie nietrafiony. Bohaterowie myślą, że kierują się szlachetną ideą, ale jednocześnie nie ukrywają, że liczą na konkretny zysk. Są wręcz dumni z tego, co robią. Tym samym trzeba być bardzo naiwnym, by uwierzyć w przedstawioną przez autora bajkową wizję, która nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem.

Co więcej, Koreeda tak bardzo próbuje nobilitować Sang-hyeona i Dong-soo w naszych oczach, że zapomniał dopracować scenariuszowo postać matki, która jest tutaj przecież kluczowa. Nie dowiadujemy się za wiele o personalnej traumie So-young. Z tego powodu przez większość czasu odbieramy ją jako wyjątkowo nieprzyjemną młodą kobietę, która najpierw egoistycznie porzuciła swoje dziecko, a teraz liczy, że jeszcze na tym zarobi. A jej późniejsza przemiana zupełnie nie przekonuje.

Jest jeszcze inny problem. W pewnym momencie So-young prowadzi zażartą dyskusją z detektyw. "Skoro zamierzałaś zostawić dziecko, to nie powinnaś go w ogóle urodzić" - mówi do młodej bohaterki kobieta. - Czy większym grzechem jest porzucenie dziecka, czy zabicie go przed jego narodzeniem? - odpowiada So-young. Ta sytuacja, a także zupełnie niepotrzebna i skrajnie sentymentalna scena, w której bohaterzy dziękują za to, że się urodzili, podkusiła niektórych zachodnich komentatorów do nazwania filmu Koreedy "pro-life'ową propagandą".

d2a88k1

Rozumiem ten punkt widzenia, szczególnie w świetle wydarzeń w USA, gdzie kobiety straciły ostatnio konstytucyjne prawo do aborcji. Sprawa jednak jest trochę bardziej skomplikowana, bo Koreeda generalnie nie podjął w swoim filmie debaty na temat aborcji. Opowiedział się raczej za tym, by nie porzucać dzieci, które przyszły już na świat. Niby nie implikuje, że urodzenie dziecka jest lepsze niż aborcja, ale wspomniane wyżej sekwencje trochę gmatwają odbiór jego intencji. Japończyk zdecydowanie mógłby być bardziej przejrzysty i zniuansowany w tym aspekcie.

W "Baby Brokerze" dzieje się wyjątkowo dużo - rzadko kiedy Koreeda kręcił filmy, w których pojawia się tak wiele wątków. Perypetie głównych bohaterów to jedno, ale dorzucono jeszcze gangsterów i sprawę o morderstwo. To wszystko jednak przeszkadza mocno w odbiorze fabuly, która szybko staje się chaotyczna. Produkcja rozczarowuje też lukrowanym zakończeniem. Co tu dużo mówić, twórca tak wybitnych filmów jak "Chłopięcy świat" tym razem się nie popisał. Mam tylko nadzieję, że przy kolejnym dziele ponownie nawiąże kontakt z rzeczywistością.

Polska premiera filmu odbyła się podczas festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

d2a88k1

Kamil Dachnij, dziennikarz Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2a88k1
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2a88k1