Trwa ładowanie...
d4dj63z

Dama w alkoholowym ciągu. Faye Dunaway na planie"Ćmy barowej" Barbeta Schroedera

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dama w alkoholowym ciągu. Faye Dunaway na planie"Ćmy barowej" Barbeta Schroedera
(East news)
d4dj63z

Urodzona 14 stycznia 1941 roku *Faye Dunaway zgadzając się na występ w "Ćmie barowej" stanęła przed nie lada wyzwaniem. W tym filmie z 1987 roku wcieliła się w kobietę z marginesu, zmęczoną życiem alkoholiczkę, która niespecjalnie dba o wygląd. Aktorki zazwyczaj niechętnie przyjmują tego rodzaju role z obawy o swój wizerunek i ryzyko zaszufladkowania, które znacznie utrudniłoby walkę o pierwszoplanowe role w dużych produkcjach. Faye Dunaway była zaś ucieleśnieniem ideału filmowej damy nawiązującej do ery starego Hollywoodu. Przyjęcie tej roli było ryzykownym krokiem, jednak w latach 80. jej kariera stała w martwym punkcie, żadna z ról Dunaway nie był w stanie nawiązać do powodzenia klasyków z jej udziałem, jak "Bonnie i Clyde", "Chinatown", czy "Sieć".*

Prawdopodobnie dlatego zdecydowała się wystąpić w filmie, do którego scenariusz napisał zdobywający wtedy coraz większe uznanie w literackim światku, urodzony w Niemczech amerykański pisarz-skandalista, Charles Bukowski.

Dunaway wcieliła się w postać Wandy, kochanki głównego bohatera, będącego alter ego pisarza Henry'ego Chinaskiego (w tej roli Mickey Rourke). Łączyło ich upodobanie do alkoholu. Postać Wandy niemal nigdy nie jest ładnie ubrana ani trzeźwa, czas mija jej w głównej mierze na piciu alkoholu i kłótniach z Chinaskim. Dunaway nie bała się pójść ze swoją bohaterką na samo dno, nie próbowała na siłę zrobić z niej „damy”, ani sygnalizować, że tak naprawdę tylko udaje. Od Wandy bije brudny autentyzm rzadko spotykany w kinie. Zaangażowanie i odwaga w eksponowaniu degeneracji i szaleństwa budzą tym większe uznanie, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż bohaterkom niektórych hollywoodzkich filmów i popularnych seriali zdarza się chodzić w butach na wysokim obcasie nawet, gdy są same w domu. Wyczyn Dunaway jest tym większy, że jej Wanda nie znajduje się w centrum fabuły, a stanowi tylko dopełnienie postaci Rourke'a. Ma tym samym mniej przestrzeni, aby się wykazać - to odróżnia jej rolę od głośnych antyhollowodzkich kreacji
ostatnich lat, jak choćby występ Charlize Theron w filmie „Monster”, gdzie wszystko kręciło się wokół jej bohaterki.

Praca na planie „Ćmy barowej” nie była jednak łatwa. 46-letnia wtedy Faye Dunaway szczególnie obawiała się sceny rozmowy z Chinaskim-Rourkiem podczas kąpieli w wannie, która mogłyby uwidocznić jej rzekome niedoskonałości. Lęk przed odsłonięciem zbyt wiele sprawiał, że cały czas była spięta, przez co wciąż nie udawało się nakręcić sceny. Legenda powtarzana przez Charlesa Bukowskiego głosi, że aktorka rozluźniła się dopiero po wypiciu szklaneczki czegoś mocniejszego. Efekt końcowy wart był wysiłku, gdyż finalnie ta krótka scena wyszła doskonale, a podczas jej oglądania ważniejsze od nagiego ciała Dunaway jest sugestywnie zarysowana bliskość między postaciami z marginesu. Aktorka chciała też zrekompensować sobie tę niewdzięczną scenę i mocno nalegała, aby w filmie znalazło się ujęcie eksponujące jej doskonałe nogi, które artystka uważała za swój największy atut.

Wysiłek i poświęcenie nie poszły na marne. Rola Wandy została doceniona nominacją do Złotego Globu dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej w dramacie. Nagrody ostatecznie nie dostała (wygrała Sally Kirkland za rolę w filmie „Anna” w reżyserii Polaka Yurka/Jerzego Bogajewicza, który po powrocie do Polsku realizował m.in. takie seriale jak „Kasia i Tomek” oraz „Niania”), ale już samą nominację dla filmu o portretowanych z sympatią alkoholikach trzeba rozpatrywać w kategoriach wielkiego sukcesu. „Ćma barowa” nie jest poruszającym „ważny temat” filmem z rodzaju tych lubianych przez gremia decydujące o amerykańskich nagrodach. Dla Faye Dunaway rola w „Ćmie barowej” była bez żadnych wątpliwości dużym sukcesem, a niewiele brakowało, aby ten film w ogóle nie powstał.

Z piłą przez Hollywood
W drugiej połowie lat 80. francuski reżyser Barbet Schroeder zrealizował dla telewizji serię wywiadów z Charlesem Bukowskim. Między oboma dżentelmenami zawiązała się nić porozumienia. Schroeder wpadł na pomysł wyreżyserowania filmu fabularnego na podstawie scenariusza napisanego przez Bukowskiego. Skrypt nawiązywał do pewnego epizodu z młodych lat pisarza, który to wtedy to dzielił czas między prowokowanie pijackich bójek w swoim ulubionym barze a burzliwy związek z chwiejną emocjonalnie kobietą, która stała się pierwowzorem dla granej przez Dunaway Wandy. Wtedy właśnie Bukowski spotkał na swojej drodze zafascynowaną jego osobowością i pisarstwem młodą pracownicę wydawnictwa, która usiłowała wbrew jego woli wyciągnąć go z rynsztoka.

Pierwszymi problemami, przed jakimi stanął Schroeder było obsadzenie głównych ról i znalezienie chętnych do sfinansowania całego projektu. Najpoważniejszym kandydatem do roli Henry'ego Chinaskiego był młody i zapowiadający się na wielką gwiazdę Sean Penn, o którym było wtedy głośno przede wszystkim ze względu na obfitujące w skandale małżeństwo z Madonną. Penn uwielbiał twórczość Bukowskiego i bardzo chciał zagrać w „Ćmie barowej”, postawił jednak warunek: film miałby wyreżyserować jego przyjaciel Dennis Hopper, Schroeder musiałby wtedy zadowolić się jedynie rolą producenta i dużym udziałem w ewentualnych zyskach. Francuz ani myślał się zgodzić, zaś Bukowski go poparł. Uważał co prawda Penna za idealnego kandydata, przeważyła jednak lojalność względem Schroedera oraz niechęć do Dennisa Hoppera (jeden z największych skandalistów Hollywoodu od niedawna był abstynentem, więc pisarz mu nie ufał). Mimo to Penn i Bukowski szybko się zaprzyjaźnili. Młody aktor chciał wprowadzić go na salony, stanęła temu jednak na
przeszkodzie pogarda pisarza dla kina.

Rola Chinaskiego ostatecznie powędrowała do Micky'ego Rourke'a. Aktor początkowo był niechętny całemu przedsięwzięciu, bo większość mężczyzn z jego rodziny była alkoholikami i od dziecka patrzył, jak nałóg niszczył im życie. Czuł więc wstręt przed wcieleniem się w tego typu postać. Projekt jednak wydawał się na tyle kuszący, że aktor z czasem pozbył się oporów. To Rourke zaproponował kandydaturę Faye Dunaway do roli Wandy.

Schroederowi nadspodziewanie szybko udało się też znaleźć chętnych do sfinansowania tego ryzykownego projektu. Śmiałkami, którzy kupili prawa do mającego powstać filmu byli urodzeni w Palestynie Menahem Golan i Yoram Globus z Cannon Group, firmy taśmowo produkującej przede wszystkim niskobudżetowe filmy akcji. Golan i Globus przyłożyli ręce do powstania m.in. takich klasyków jak „Amerykański Ninja” (wszystkie pięć części), „Krwawy sport”, „Zaginiony w akcji” czy „Superman 4”. Jednak oprócz nastawionych na zysk produkcji Cannon Group finansowało również ryzykowne, artystyczne projekty. Oprócz „Ćmy barowej” były to m.in. alternatywny dokument „Powaqqatsi”, odważna adaptacja opery Verdiego „Otello” z Placido Domingo w roli tytułowej czy nagrodzony Oscarem dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego holenderski „Atak” z 1986 roku.

Wydawało się, że Schroeder i Bukowski najgorsze mają za sobą. Niestety jednak Cannon Group wpadło w kłopoty finansowego i bank nałożył na firmę poważne ograniczenia. Golan i Globus wstrzymali pracę nad „Ćmą barową” dając pierwszeństwo bardziej perspektywicznym projektom, dodatkowo postawili zaporową cenę za prawa do projektu uniemożliwiając innym podmiotom przejęcia filmu. Barbet Schroeder był jednak tak zdeterminowany, że podjął się jednej z najbardziej desperackich prób wywarcia wpływu na producentów w dziejach Hollywood. Wyposażony w piłę mechaniczną udał się do siedziby Cannon Group i zagroził, że jeżeli „Ćma barowa” nie dostanie zielonego światła, to odetnie sobie palec i ogłosi mediom, że do tego czynu doprowadziła go haniebna polityka firmy. Bojąc się zamieszania producenci ustąpili, do akcji ratowania „Ćmy barowej” włączył się także Francis Ford Coppola i jego firma Zoetrope Studios, która ostatecznie wzięła na siebie większą część produkcji. Bukowski twierdził, że szaleństwa, których był wcześniej
świadkiem, są niczym w porównaniu do tego, co dzieje się w filmowym światku.

Opera za trzy centy
Napięta atmosfera, w jakiej przebiegały prace nad filmem nie odbiła się jednak na jego jakości. "Ćma barowa" jest jedyną w swoim rodzaju baśnią opowiadającą o życiu na dnie, w której bardzo dużo jest ducha prozy i poezji Bukowskiego. Twórcom udała się przy tym rzadka sztuka: Chinaski i Wanda są portretowani bez żadnej taryfy ulgowej, ich czynów tak naprawdę nic nie usprawiedliwia. Jednak mimo tego nie sposób nie darzyć ich sympatią i pewną dozą zrozumienia. Zakrawa to na paradoks, biorąc pod uwagę niektóre postępki Chinaskiego, ale w tym właśnie tkwi siła nasyconego melancholią scenariusza i wprawnej, wyważonej reżyserii debiutującego za oceanem reżysera. Barbetowi Schroederowi udało się nie przejaskrawić swojego filmu. Jest to tym większy sukces, jeśli pod uwagę weźmie się fakt, iż opowiadając tę tonącą w alkoholu historię, bardzo łatwo było popaść w groteskę. Jednak Schroeder doskonale wiedział, jaki efekt chciał osiągnąć i swój cel zrealizował. „Ćma barowa” ma co prawda luźną konstrukcję fabularną, ale
ostatecznie wszystko układa się w spójną, przemyślaną całość.

Sam Charles Bukowski podwójnie zyskał na flircie ze światem kina. Sukces „Ćmy barowej” sprawił, że po raz pierwszy znalazł się w świetle jupiterów. Oczywiście jego nazwisko znaczyło już sporo w środowisku literackim, ale nie mogło się to równać splendorowi związanemu z premierą filmu w gwiazdorskiej obsadzie. Całą historię związaną z powstawaniem „Ćmy barowej” Bukowski opisał w książce o wymownym tytule „Hollywood”. Pisarz jak to ma w zwyczaju zmodyfikował personalia bohaterów, ale zmiany są na tyle symboliczne, że większość da się bez problemu rozszyfrować, np. firma Cannon [Działo] przedstawiona jest jako Fire Power [Siła ognia], a piosenkarka Madonna to tutaj Ramona. Podobieństwu nie można dać się jednak zwieść, Bukowski całość nieco podkoloryzował i ominął parę szczegółów stawiających go w złym świetle. Takie jest prawo artystów.

d4dj63z

A jak sam pisarz oceniał ten film? Oczywiście pozytywnie. Za jego najlepszy element uznawał rolę Micky'ego Rourke'a, mimo początkowych obiekcji pisarz był pod wielkim wrażeniem jego zaangażowania i łotrzykowskiej charyzmy. Nieco niżej oceniał natomiast Faye Dunaway, zdaniem Bukowskiego jej rola sama w sobie była dobra, ale pięknej aktorce nie udało się przekonująco sportretować kobiety z marginesu społecznego. Autor jednak był w tej opinii odosobniony, do dziś uważa się, że to była jedna z najlepszych kreacji w jej bogatej i trwającej do dziś karierze.

Jedynym elementem „Ćmy Barowej”, nad którym Bukowski nie mógł przejść do porządku dziennego była scena, w której Chinaski zostawia niedopite piwo i wychodzi z baru. Pisarz nigdy, nawet w najbardziej ekstremalnej życiowej sytuacji, nie pozwoliłby sobie na takie marnotrawstwo.

d4dj63z

Podziel się opinią

Share

d4dj63z

d4dj63z