Robert Davi: Bez niego lata 80. nie byłby takie same!
26.06.2014 | aktual.: 22.03.2017 12:49
Zanim zaczął występować u boku najsłynniejszych hollywoodzkich aktorów, dorabiał, sprzedając owoce, wypychając zwierzęta i kelnerując. Zapewne gdyby nie nadwyrężył głosu, byłby jednym ze artystów operowych, ale pisany był mu inny los – zamiast śpiewać barytonem, zawalczył o miano jednego z największych ekranowych łotrów.
Zanim zaczął występować u boku najsłynniejszych hollywoodzkich aktorów, dorabiał, sprzedając owoce, wypychając zwierzęta i kelnerując. Zapewne gdyby nie nadwyrężył głosu, byłby jednym ze artystów operowych, ale pisany był mu inny los – zamiast śpiewać barytonem, zawalczył o miano jednego z największych ekranowych łotrów.
Choć minęły czasy jego największej sławy, 62-letni Robert Davi nie zwalnia tempa. Wciąż pojawia się w kilku filmach rocznie.
Już w sierpniu powróci w wyczekiwanych przez fanów kina akcji „Niezniszczalnych 3”, w których wcieli się, oczywiście, w przeciwnika tytułowej bohaterskiej drużyny.
Miał być śpiewakiem operowym
Urodził się 26 czerwca 1953 roku w rodzinie o włoskich korzeniach. Już w dzieciństwie zbierał zasłużone komplementy za swoje wokalne popisy.
W szkole średniej wygrywał konkursy muzyczne i wziął udział w przesłuchaniu do Metropolitan Opera.
Szkolił się u cenionych nauczycieli śpiewu, Samuela Margolisa i Daniala Ferro, brał również lekcje u prawdziwej gwiazdy, śpiewaka operowego Tito Gobbi.
''Zawsze ciągnęło mnie do aktorstwa''
Po latach Robert Davi niezbyt chętnie wspominał swoją wokalną karierę:
- W ósmej klasie zorientowałem się, że mam operowy głos, więc przez chwilę podążyłem tą ścieżką, chociaż zawsze ciągnęło mnie do aktorstwa. Uwielbiałem kino, ale bądźmy szczerzy, operowi artyści są kiepskimi aktorami. Nie chciałem podążać w tym kierunku. Moimi idolami byli ludzie tacy jak Spencer Tracy, Humphrey Bogart, Robert Mitchum, Michael Caine... - tłumaczył w jednym z wywiadów.
Koniec śpiewania
Jeśli Davi faktycznie się wahał, czy powinien zrezygnować z kariery wokalnej, los sam podsunął mu rozwiązanie.
- Byłem barytonem z sercem tenora, i chyba za bardzo się starałem, było zbyt wcześnie – komentował aktor.
Podczas forsownych ćwiczeń i występów nadwyrężył głos. Nie mógł śpiewać i postanowił znaleźć sobie inne zajęcie.
Kelner z marzeniami
Zdecydował się spełnić swoje marzenie i zostać hollywoodzką gwiazdą. Zaczął uczęszczać na kurs aktorski do Hofstra University, jednak zajęcia nie spełniały jego oczekiwań.
- Byłem tą uczelnią tak sfrustrowany, że przeprowadziłem się na Manhattan – wyjawiał Davi.
- Zacząłem pracować jako kelner, dorabiałem też na stoisku z owocami. Mieszkałem w tanim mieszkanku i uczęszczałem na lekcje do studia Stelli Adler. Ta kobieta rozpaliła we mnie pasję, była niezwykle inspirująca.
Kariera ruszyła z kopyta
Na ekranach pojawiał się od roku 1977. Karierę zaczynał od filmów telewizyjnych i seriali.
W latach 80. zaczęło mu się wreszcie powodzić, pojawił się w „Gorącym towarze”, „Goonies” czy „Jak to się robi w Chicago”.
Potem było już tylko lepiej – zaproponowano mu rolę w „Szklanej pułapce” (1988), a rok później wystąpił w kolejnej odsłonie przygód Jamesa Bonda, „Licencji na zabijanie”.
Ulubiony zły bohater
To właśnie „Licencja na zabijanie” okazała się przełomem w jego karierze i przyniosła mu wielką sławę. Grany przez niego Franz Sanchez jest jednym z najbardziej cenionych przez widzów przeciwników Bonda.
- Jako dziecko chce się grać albo Bonda, albo wroga Bonda – mówił.
- Ale teraz, gdyby zapytać moich kumpli z branży, aktorów, scenarzystów, producentów, reżyserów, to wszyscy bez wahania powiedzą, że chcieliby wcielić się w tego złego. Gdziekolwiek się nie udam, jestem rozpoznawalny, rola Sancheza zapewniła mi międzynarodową popularność...
Wzoruje się na Bogarcie
Davi – również ze względu na swoją charakterystyczną urodę – szybko został zaszufladkowany jako aktor idealnie nadający się do ról negatywnych bohaterów.
- Jasne, mogę grać złych gości, facetów z ikrą, ale chciałbym, żeby potrafili zdobyć dziewczynę, bez konieczności przykładania jej spluwy do głowy. Spójrzcie na karierę Roberta Mitchuma czy Humphreya Bogarta, oni też zaczynali, grając szwarccharakterów. Są mi naprawdę bliscy. Teraz w filmach jest mnóstwo chłopaków, a nie mężczyzn w starym znaczeniu tego słowa.
Noc karaoke zniszczyła jego małżeństwo
Niezbyt pomyślnie układało mu się w życiu uczuciowym. Po dziewięciu latach rozwiódł się z Jan Borenstein, a zawarte kilka miesięcy później małżeństwo z Jeri McBride przetrwało jedynie dekadę i rozpadło się, gdy na karaoke u Mickeya Rourke'a Davi poznał Christine Bolster.
Bolster, pracująca jako modelka, była wówczas dziewczyną gospodarza. Davi oznajmił jednak przyjacielowi, że piękna Christine zostanie jego żoną – i rok później dopiął swego.
Pobrali się w 1990 roku, mają czwórkę dzieci. Obecnie czekają na rozwód.
B-klasowa kariera
Chociaż Davi nie cieszy się uznaniem krytyki, wciąż ma szerokie grono wielbicieli wśród publiczności kochającej stare filmy akcji (zwłaszcza te klasy B).
Jeszcze w tym roku aktor pojawi się – zgodnie z planem – w aż dziesięciu filmach.
Oprócz typowanych na hit „Niezniszczalnych 3”, zagra również większe lub mniejsze role w dramatach „The Bronx Bull”, „A Long Way Off” i „The Life”, thrillerze science fiction „Lost Time” i horrorze „Feat of Fear”. (sm/gk)