Trwa ładowanie...
bożena janicka

Bożena Janicka: Belgia jest mistrzem Belgii

Share
Bożena Janicka: Belgia jest mistrzem Belgii
d1otf5p

Nic do oclenia”: *Dany Boon(„Jeszcze dalej niż północ”, poważne kino) tym razem zrobił komedię, prawie farsę. W gatunku „do śmiechu” (Francuzi podobno bawią się na tym filmie doskonale) zdecydował się powiedzieć o swoich sąsiadach rzecz niewątpliwie przykrą: że nienawidzą Francuzów, bo odbija im kompleks niższości, czyli mówiąc wprost, są ksenofobami. Nie wiadomo, czy wszyscy, ale na pewno dwóch: pewien celnik i jego ojciec. Ci dwaj nie mieliby jednak wątpliwości, że ich rodacy, którzy z Boonem współpracowali (wyprodukował ten film wspólnie z Belgią) są na służbie żabojadów.*

Akcja zaczyna się 25 lat temu, kiedy istnieją jeszcze granice w całej Europie. Ta dzieli Francję i Belgię, wiadomo już jednak, że za kilka lat zniknie. Na razie przygraniczne miasteczko kwitnie: zarabiają kantory wymiany, knajpy mają komplety gości, a celnicy pracę. Zresztą granica ma charakter dość formalny: po obu stronach wolne kraje, ludzie mówią tym samym językiem, chociaż Belgowie z innym akcentem i nie wszyscy. Ale szybko przenosimy się w nową epokę – pamiętny dla Europy przełom roku 1992/93, kiedy granice między państwami Unii dożywają ostatnich dni. Dla bohatera filmu, belgijskiego celnika jest to katastrofa. Nawet nie dlatego, że może stracić pracę, powody są poważniejsze. On sam przedstawia je następująco:
Zniesienie granic to antypatriotyczna pomyłka. Zaleje nas francuskie dziadostwo. Granica jest po to, by francuscy barbarzyńcy nie gwałcili nam domów i nie palili naszych żon (tak w ferworze patriotycznej oracji). On będzie bronił Belgii przed inwazją żabojadów.

Celnik z „Nic do oclenia” (ma na imię Ruben) jest więc Prawdziwym Belgiem. Syn swego ojca, też Prawdziwego Belga, ma syna, którego również chce wychować na Prawdziwego Belga. Lekcja patriotyzmu odbywa się wieczorem, kawałek za miastem. Została tam dawna tablica, informująca, że od tego miejsca zaczyna się Belgia. Ruben wyciąga ją z ziemi i przestawia na francuską stronę. – Co robisz? – pyta mały. – Powiększam Belgię – odpowiada tata. I pod tą tablicą udziela synowi podstawowych informacji. – Belgia jest najpiękniejszym krajem na świecie, a Francja to kraj śmierdzących kretynów. – A niebo nad Belgią jest czyje? – pyta chłopczyk. – Też belgijskie. – A gwiazdy? – Gwiazdy też. – Ale ziemia się kręci – mówi mały – to potem są francuskie. – Nie, tylko podróżują do Francji, ale tam im się bardzo nie podoba, więc wracają na noc do nas – odpowiada tata.

d1otf5p

Belg, dobry ojciec, dobry patriota jest także dobrym katolikiem. Kiedy trwoga to do Boga – jak mówi stare belgijskie przysłowie, idzie więc do kościoła i prosi: „Panie Boże, spraw, żeby Belgia pozostała suwerennym państwem i żeby Europa się nie zjednoczyła”. (Inne cytaty z Prawdziwego Belga – też dosłowne, tylko nie chciałam mnożyć cudzysłowów). A chcąc samemu być w porządku wobec Pana Boga, idzie do spowiedzi i wyznaje, co niedawno zrobił. (Strzelił do francuskiego kierowcy, który chciał odjechać, nie czekając na jego pozwolenie). – Strzeliłem do Francuza. Najpierw odczułem satysfakcję, a potem radość – sumiennie spowiada się księdzu w konfesjonale. Szczere wyznanie, ale skruchy nie było, nawet jakby doświadczał tej radości jeszcze teraz. Zresztą Ruben wydaje się mniej groźny, kiedy strzela (z reguły nie trafia). Jest bardziej niebezpieczny, gdy może wykorzystać swa władzę w inny sposób, dający mu jeszcze więcej satysfakcji i radości. Oto przyczepił się do młodego Francuza, który przyjechał po benzynę, bo
tu jest tańsza (po naszą benzynę!), a kiedy Francuz przypadkiem go dotknął, Ruben wrzeszczy ile sił: - Zaatakował mnie! Urzędnika na służbie! – i zakłada mu kajdanki. Potem, na komisariacie, z lubością go upokarza, a zbesztany przez zwierzchnika, łże jak z nut, że nie miał pojęcia, że tamten jest Francuzem.

Co tu kryć: Prawdziwy Belg, Ruben, pachnie nie pięknie, chociaż szczery z niego patriota. „I głupi jesteś, ty wielki mścicielu ojczyzny” – dopełnia tej charakterystyki siostra, którą chce wydać za mąż za „dobrego Belga”. Nie czuje się jednak specjalnie dotknięty, bo wie, że Belg nie może być głupi. Nawet belgijski pies. Ogląda psa, którego przywieziono jako speca od wykrywania narkotyków i orzeka krótko: - Pies wygląda na głupka. Pewnie francuski.

W „Nic do oclenia” są oczywiście również inne postacie, jest jakaś akcja, lecz wszystko blednie przy Prawdziwym Belgu. Celnik francuski, który mu się podlizuje, bo ma romans z jego siostrą – normalka, jeśli nie w życiu, to w kinie. Knajpiarze (żona – Francuzka, belgijski mąż pod francuskim pantoflem), których przemytnik łatwo przekupi – jak wyżej. Wszyscy są przy Prawdziwym Belgu jak obozowe ciury przy Napoleonie. (Przepraszam, przecież Napoleon to żabojad!)

Oglądałam „Nic do oclenia” z jakąś klasą licealną, która przyszła do kina na dziesiątą zobaczyć coś obowiązkowego, co jednak zniknęło z repertuaru. Po naradzie zdecydowali się zostać na filmie Boona. Ale jakoś się nie śmiali. Mam wrażenie, że trochę się Rubena bali. A potem pomyśleli pewnie z ulgą: dobrze, że u nas nie ma Prawdziwych Belgów.

Bożena Janicka
Miesięcznik „Kino”

Oceń jakość artykułu:
Zależy nam na podnoszeniu jakości naszego dziennikarstwa. Twoja opinia jest dla nas ważna!
d1otf5p

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1otf5p
d1otf5p