Trwa ładowanie...

Camerimage 2014: Film to sztuka obrazu [RELACJA]

Share
Camerimage 2014: Film to sztuka obrazu [RELACJA]Źródło: mat. promocyjne
d3tgu81

Jeszcze za wcześnie na takie wnioski, ale zaryzykujmy: lubię Camerimage z roku na rok coraz bardziej. Impreza konsekwentnie trzyma się swoich założeń, zwracając widzom w Bydgoszczy uwagę na wartość sztuki operatorskiej, tak rzadko przecież docenianej na innych imprezach czy w filmowych recenzjach. Trzeba nie lada odwagi i dużego wyczucia, aby układając program, zwracać mniejszą uwagę na film jako całość, jako konglomerat różnych czynników. Tak właśnie robią programerzy tej imprezy, kiedy przygotowują zestaw prezentowanych tu filmów.

W Bydgoszczy łatwo wybrzydzać, że nie ma czego oglądać. Sam się czasami na tym łapię. Tu pomarudzę, bo dany film zebrał negatywne opinie recenzentów, innym razem zaś wydaje mi się, że projekcja obrazu z egzotycznej kinematografii może być zbyt ryzykowna. To złe myślenie, które organizatorzy starają się wyplenić z głów widzów. Camerimage uczy nas oglądać filmy w nowy sposób. Odejść od formuły typowego seansu. Zamiast zwracać uwagę na wszystko, próbujemy maksymalnie skupić się na zdjęciach.– Denerwuje mnie to, że przyjeżdżający do Bydgoszczy widzowie boją się zaryzykować niezrozumienie filmu. Tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do tradycyjnego sposobu oglądania filmu, tak bardzo chcemy go zrozumieć, że często ucieka nam sens tego, co chcą pokazać nam organizatorzy – filmowego obrazu, jego roli, jakości, oryginalności i znaczenia – mówił mi Albert Hughes, słynny amerykański reżyser, który zasiada w tym roku w jury konkursu głównego. – Sam, kiedy oglądam filmy w języku innym niż angielski, nie czytam
napisów. Nie znam polskiego czy hebrajskiego, wiec kiedy oglądam filmy z waszego kraju lub z Izraela, często nie do końca pojmuję sens tych historii. Ale dzięki temu, że nie tracę czasu na patrzenie na napisy, mogę w całości poświęcić się podziwianiu zdjęć
– dodaje. Ta odważna metoda to propozycja nowego podejścia do filmów w ogóle, rozczłonkowania go, rozszczepienia. W języku polskim słowo „oglądać” konotuje przecież samo patrzenie. Dlaczego więc oglądaniu filmów przypisaliśmy więc i patrzenie, i słuchanie, i rozumienie? Czy naprawdę skupienie się na jednym tylko elemencie nie może dostarczyć frajdy, nowych wrażeń i innych emocji? Camerimage dowodzi, że może.

Na gali otwarcie festiwalu jego dyrektor, Marek Żydowicz, wyraził nadzieję, że przybyli do Bydgoszczy filmowcy (a tych jest naprawdę sporo) spojrzą na miasto okiem kamery i może dzięki temu swój następny projekt zdecydują się wykonać właśnie tu. Zapytałem o to samo Stehena Goldblatta, doświadczonego operatora, który na festiwal przyjechał promować swój niedawny projekt „Get On Up”, będący biografią Jamesa Browna, który podpisał Tate Taylor („Służące”). Artysta powiedział mi, że to nie cała Bydgoszcz powinna posłużyć za plan filmowy, tylko miejsca festiwalowe Camerimage. Amerykanin jest przekonany, że to, co się w nich dzieje (Goldblatt gości tu już kolejny raz), mogłoby przerodzić się w piękną filmową opowieść. Jego zdaniem mało jest takich imprez, na których widzowie zachowują się w tak entuzjastyczny sposób, o sztuce dyskutuje się w relacjach widz-twórca, mentor-adept, krytyk-artysta, a klub festiwalowy żyje niemal do godzin
przedpołudniowych.

Można Goldblattowi zarzucić nadmierną euforyczność, ale trudno nie przyznać mu racji. Camerimage skrupulatnie buduje swoją tożsamość nie tylko w oparciu o takie założenia. Moc publiczności stanowią studenci operatorstwa z różnych krajów świata. Wchodząc do klubu festiwalowego można poczuć się jak w mitycznej wieży Babel – mijając kolejne osoby, usłyszymy najróżniejsze języki, spotkamy wiele nacji. Wymiana doświadczeń odbywa się w kilku kierunkach: pomiędzy studentami różnych szkół filmowych, operatorami z dorobkiem a adeptami tej sztuki czy wreszcie miedzy producentami sprzętu przeznaczonego dla operatorów a ich nabywcami. Kilka dni w Bydgoszczy wystarczy, by nawet kompletny laik wyjechał wzbogacony o dużą wiedzę z tej dziedziny. Na konferencji prasowej po interesującym filmie „Desert Dancer” Richarda Raymonda pracujący z nim operator Carlos Catalan mówił, że niezwykle ważne jest dla niego to, by studenci operatorstwa uczyli się swojego fachu nie tylko przy użyciu najnowszego sprzętu, ale też na
tradycyjnych narzędziach. – Jeśli tego nie potrafią, wiele tracą. Dziś łatwo uprawiać ten zawód, kiedy ma się do dyspozycji nowoczesne, lekkie kamery, kiedy nie trzeba się przejmować rolkami taśmy i innymi dawnymi ograniczeniami. Ale czy możemy uznać się za prawdziwego operatora, kiedy potrafimy obsługiwać tylko te nowe urządzenia? Nie wydaje mi się. Jeśli nie nauczyłeś się tego w szkole, nie docenisz takich imprez jak Camerimage, która pokazuje dorobek mistrzów i najnowsze produkcje. Trzeba wiedzieć, z jakiej tradycji wyrastamy- mówił.

(Desert Dancer)

d3tgu81

I pod tym kątem Camerimage nie zawodzi. W tym roku swoje retrospektywy ma tutaj czterech artystów. Jest wśród nich Caleb Deschanel, uhonorowany nagrodą za całokształt twórczości. Operator jest aktywny zawodowo już ponad cztery dekady. Dał się poznać nie tylko jako artysta sztuki operatorskiej, ale też innowacyjny, idący z duchem czasu twórca, który ma ogromny udział w powstaniu obecnie jednego z podstawowych narzędzi operatorskich – Steadicamu. O jakości jego pracy można by długo rozprawiać, ale jej potwierdzeniem niech będzie pięć nominacji do Oscara (za „Pierwszy krok w kosmos” Philipa Kaufmana, „Urodzonego sportowca” Barry'ego Levinsona, „Drogę do domu” Carrolla Ballarda, „Patriotę” Rolanda Emmericha i „Pasję” Mela Gibsona), nominacja do nagrody BAFTA (za „Czarnego rumaka” Carrolla Ballarda) czy Srebrny Niedźwiedź Berlinale (za reżyserię krótkometrażowego „Trains”). Przegląd dorobku mają także Kim Longinotto, pierwiastek żeński w zmaskulinizowanym świecie operatorów, uhonorowana nagrodą za wybitne
osiągnięcia w filmie dokumentalnym, a także słynny duet filmowców Michael Powell i Emeric Pressburger. Projekcje ich filmów cieszą się na festiwalu niemałym powodzeniem.

Ale największe emocje budzi, rzecz jasna, konkurs główny. Jesteśmy – mniej więcej – na jego półmetku. Do tej pory zaprezentowano, m.in., ostatnie filmy Alejandro Gonzáleza Iñárritu - „Birdman”, Krzysztofa Zanussiego – „Obce ciało”, Stephena Daldry’ego – „Śmieć”, czy Bennetta Millera – „Foxcatcher”. Jeśliby oceniać je w tradycyjny sposób, „Birdman” i „Foxcatcher” nie mają jak dotąd sobie równych. Jeśli jednak przyjąć wyznaczniki, jakimi kieruje się jury (w składzie: Roland Joffé – Przewodniczący Jury, autor zdjęć Christian Berger, reżyser Ryszard Bugajski, fotokompozytor Ryszard Horowitz, scenograf David Gropman, autorzy zdjęć Arthur Reinhart, Oliver Stapleton i Manuel Alberto Claro oraz inżynier dźwięku David MacMillan), wtedy wyłonić laureata jest o wiele trudniej. Póki co w kuluarach na zwycięzcę typuje się „Birdmana”
ze zdjęciami Emmanuela Lubezkiego (który ma na swoim koncie ma takie hity jak „Grawitacja” czy „Drzewo życia”). W filmie Iñárritu kamera podążą nieoczywistymi ścieżkami i w nieoczywisty sposób się zachowuje. Ochoczo korzysta ze zbliżeń i oddaleń, będąc cały czas w ruchu, podążając za bohaterami, nadając całości dynamiki i życia. To idealna forma do opowieści o życiu teatru, którą „Birdman” jest. Kiedy świat obiegła informacja, że Iñárritu kręci komedię, trudno było dać artyście kredyt zaufania i uwierzyć, że sprawdzi się w tym nietypowym dla niego gatunku. Z pomocą, m.in., Lubezkiego udało mu się z tego wybrnąć z klasą. Projekcję uwieńczyły gromkie oklaski.

(Birdman)

d3tgu81

To zresztą kolejny nieodzowny element Camerimage. Już kiedy przyjechałem na festiwal po raz pierwszy, przed kilkoma laty, jeszcze jako student, za każdym razem, kiedy na ekranie pojawiało się logo Camerimage, a następnie nazwisko operatora, publiczność szalała. Moc braw, okrzyki, wstawanie z miejsc, robienie „fali” – to tutaj typowe zachowania. Trudno się nie uśmiechnąć, widząc ten entuzjazm. Szczególnie jeśli zestawi się go z zachowaniem publiczności na innych festiwalach filmowych, na których dominuje snobizm. Tam na spontaniczne reakcje nie ma miejsca. W Bydgoszczy stanowią one fundament. Sporo udało się na nim wybudować.

Artur Zaborski, Bydgoszcz

d3tgu81
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3tgu81