ycipk-2pbais

"Pan T.": inteligentna satyra na system opresji [Festiwal w Gdyni]

Czarno-biały film o warszawskim inteligencie. Brzmi jak kolejna, artystyczna produkcja tylko dla wybranych widzów. Jednak "Pan T." Marcina Krzyształowicza kryje w sobie znacznie większy potencjał. To może być czarny koń festiwalu w Gdyni.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Pan T." trafi do kin 25 grudnia.
"Pan T." trafi do kin 25 grudnia. (Materiały prasowe)
ycipk-2pbais

Film rozpoczyna się od planszy z napisem "ta historia nie została oparta na żadnej biografii". Jednak nawiązania do życia i twórczości Leopolda Tyrmanda są ewidentne. Pojawiają się aluzje do przyjaźni z Stefanem Kisielewskim, esejami pisanymi dla "Tygodnika Powszechnego" i zatargu z "Przekrojem".

Mimo to tytułowy pan T. nie jest rozliczany ze swojej biografii. Staje się narratorem opowieści o świecie opanowanym przez cenzurę, w którym wybitni twórcy czekają na nadejście lepszych czasów. Podobnie jak zbuntowani reżyserzy na tegorocznym festiwalu w Gdyni.
Zobacz też: Fragment filmu "Pan T."

ycipk-2pbais

Akcja filmu rozgrywa się w dwóch wymiarach - Warszawy roku 1953 i fikcyjnego świata wykreowanego przez pisarza, w którym grupa terrorystów przygotowuje się do wysadzenia Pałacu Kultury i Nauki. Walka o to, który z nich będzie dominujący, jest archetypicznym starciem dobra ze złem.

"Pan T." w niezwykle wysublimowanej, lekkiej formie porusza istotne, wciąż aktualne tematy. Chociażby etyki zawodu dziennikarza. Główny bohater (Paweł Wilczak) mieszka w Domu Literatów, a jego nowym sąsiadem zostaje początkujący redaktor (Sebastian Stankiewicz). Starszy kolega po fachu daje mu cenne wskazówki, uczy dostrzegania szerszego kontekstu i szukania tematów na ulicy.

Sam pan T. nie pisze. Uchodzi za wybitnego literata, który z własnego wyboru przestał tworzyć. Geniuszu twórcy dowodzi scena odczytu jego artykułu. Podszywając się za redaktora miesięcznika "Turysta", pisze o górskich wyprawach Lenina. Opisuje je w taki sposób, że zebranym na sali szczęki opadają z wrażenia.

Na co dzień prozaik utrzymuje się z korepetycji. Wikła się w romans ze swoją uczennicą (Maria Sobocińska). Dziewczyna jest w nim zakochana, lecz on kryje się ze swoimi prawdziwymi uczuciami. Sprawą interesuje się bezwzględny urzędnik Służby Bezpieczeństwa (Wojciech Mecwaldowski).

ycipk-2pbais

Film Marcina Krzyształowicza ("Obława", "Pani z przedszkola") opowiada o absurdach w społeczeństwie podzielonym na sorty. O braku wyczucia ironii. O niezgodzie na podążanie schematami. W końcu o potrzebie wolności myślenia i tworzenia, bez której świat staje się jednowymiarowy. Te elementy łączą go z "Mową ptaków" Xawerego Żuławskiego, który także walczy o Złote Lwy. Okazuje się, że oba te filmy początkowo nie miały się znaleźć w Konkursie głównym gdyńskiego festiwalu.

Wybitny w tytułowej roli jest Paweł Wilczak. Aktor po latach gry w serialach w wielkim stylu powraca na duży ekran. Jego kreacja łączy w sobie rozczarowanie i dumę inteligenta, który w głębi duszy pragnie zaznać szczęścia.

Siłą rzeczy Wilczak świetnie sprawdza się także w komediowych wstawkach. Zwłaszcza w scenach toaletowych spotkań z Bolesławem Bierutem (Jerzy Bończak), który zdradza mu, że jest fanem marihuany i zamiast akcji "1000 szkół na 1000-lecie Polski" wolałby zasłynąć utworzeniem pola konopi indyjskich wielkości połowy Mazowsza.

"Pan T." zdaje się być doskonałym kandydatem do nagród na 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, będąc jednocześnie spełnionym artystycznie filmem, jak i obśmiewającą poprzedni ustrój polityczny satyrą.

ycipk-2pbais

W dodatku jest perfekcyjnie zrealizowaną produkcją. Zachwycają kostiumy, scenografia i muzyka. Czarno-białe pomysłowe zdjęcia oddają istotę złożonego, inteligentnego scenariusza. Aż chciałoby się rzec: właśnie takiego kina w Polsce potrzebujemy.

Polub WP Film
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-2pbais

ycipk-2pbais
ycipk-2pbais