Ujawnianie rosyjskich sekretów groziło śmiercią. Autor oscarowego "Ikara" nie wiedział, w co się pakuje

Chciał być hollywoodzkim stand-uperem, a został twórcą oscarowego dokumentu, który z komedią nie ma nic wspólnego. Wręcz przeciwnie, osobom zaangażowanym w "Ikara" wcale nie było do śmiechu, gdy pojawiło się śmiertelne zagrożenie ze strony rosyjskich władz.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Bryan Fogel nie miał pojęcia, dokąd zaprowadzi go realizacja "Ikara"
Bryan Fogel nie miał pojęcia, dokąd zaprowadzi go realizacja "Ikara" (Materiały prasowe)
WP

Czerwiec 2014. Bryan Fogel przyjeżdża do Boulder w stanie Kolorado. Miasto położone u podnóży Gór Skalistych jest prawdziwą mekką biegaczy długodystansowych, kolarzy czy miłośników białego szaleństwa. 40-letni Fogel od 28 lat interesuje się kolarstwem i regularnie startuje w amatorskich zawodach. Jest 1,5 roku młodszy od Lance'a Armstronga, którego uważa za swojego idola. Kiedy 7-krotny zwycięzca Tour de France po latach zwycięstw i niezwykłych osiągnięć przyznał się do zażywania nielegalnego dopingu, Fogel nie był zaskoczony. Nie krytykował skompromitowanego mistrza, ale zamiast tego zaczął się zastanawiać: jak on to zrobił?

- Przez 6 lat przeszedłem 150 testów antydopingowych, które nigdy niczego nie wykazały – mówił Armstrong w archiwalnym wywiadzie wykorzystanym w "Ikarze". Fogel oszacował, że w całej karierze musiał przejść 500 takich kontroli, które za każdym razem dawały pozytywny dla Armstronga wynik. Dopiero zeznania byłych kolegów mistrza ujawniły kulisy jego zwycięstw i przyparty do muru musiał wyznać prawdę.

WP

Bryan Fogel, który dorobił się na komediowej sztuce "Jewtopia" i w 2012 r. przeniósł ją na duży ekran, wpadł na szaleńczy pomysł. Postanowił nakręcić film dokumentalny w stylu "Super Size Me", tylko zamiast objadać się przez miesiąc fast foodem jak autor głośnego dokumentu z 2004 r., Fogel chciał się poczuć jak Lance Armstrong. Zamierzał startować w amatorskich zawodach kolarskich na dopingu i co najważniejsze – nie dać się złapać na stosowaniu niedozwolonych środków.

"Ikar" miał być zapisem jego eksperymentu, ale Fogel nie mógł się spodziewać, że dalszy ciąg scenariusza napisze samo życie. I był to jeden z najbardziej niezwykłych zwrotów akcji w dziejach kina dokumentalnego. Fogel w dążeniu do opracowania perfekcyjnego planu stosowania dopingu zaczął się spotykać z ludźmi, którzy o demaskowaniu sportowych oszustów wiedzą wszystko. Jednym z nich był Don Catlin, czołowy amerykański naukowiec odpowiadający za tworzenie testów antydopingowych, który zgodził się pomóc autorowi "Ikara" w osiągnięciu jego celu. Catlin miał doradzać Fogelowi, jakie środki i jakie dawki musi zażywać, by polepszać swoje osiągi i uniknąć demaskacji.

WP

Catlin ostatecznie wycofał się ze współpracy z filmowcem w obawie o swoją reputację. W końcu musiałby stanąć po drugiej stronie barykady i promować to, z czym walczył przez kilkadziesiąt lat. Jego rezygnacja otworzyła Fogelowi zupełnie nowe możliwości, gdyż Catlin dał mu namiar na Grigorija Rodczenkę. Rosjanina kierującego jednym z największych ośrodków badawczych zajmujących się tematem dopingu.

Materiały prasowe
Podziel się

Relacja Fogela i Rodczenki (na zdjęciu) obrała zaskakujący kierunek, kiedy pod koniec 2014 r. niemiecka telewizja opublikowała szokujący dokument na temat dopingu w Rosji. Rodczenko, który bez najmniejszego oporu zgodził się kierować i doradzać Fogelowi, został tam przedstawiony jako architekt narodowego programu dopingowego. Według niemieckich dziennikarzy 99 proc. rosyjskich sportowców brała niedozwolone środki, a wszystko to z inicjatywy władz państwowych. To nie była samowolka zawodników – za wszystkim miał stać Rodczenko, specjalizujący się w tworzeniu metod, dzięki którym sportowcy przechodzili wszystkie możliwe testy. Tak jak Lance Armstrong.

WP

Niezwykłe w "Ikarze" jest to, że Rodczenko bez zahamowania opowiada o kulisach swojej pracy. Zaprasza Fogela do moskiewskiego laboratorium, przylatuje do Stanów Zjednoczonych, prowadzi z amerykańskim przyjacielem długie rozmowy przez Skype'a. Wszystko zaczyna się jednak zmieniać po emisji wspomnianego dokumentu, po której WADA (Światowa Agencja Antydopingowa) bierze Rodczenkę na celownik i rozpoczyna szczegółowe śledztwo.

"Ikar" pokazuje, jak Grigorij z pewnego siebie i swojej pozycji specjalisty zmienia się w zaszczutego, powszechnie piętnowanego oszusta na usługach Putina. Człowieka, któremu grozi coś więcej niż zakończenie kariery w obliczu skandalu. Kiedy Fogel kręcił swój dokument, dwóch współpracowników Rodczenki w krótkim odstępie czasu umarło na zawał i tylko naiwniak uznałby to za przypadek.

WP

Inicjatywa podjęta przez kolarza-amatora była fascynująca i można żałować, że "Ikar" nie jest wyłącznie zapisem przebiegu jego starań z wygrywania na zawodach i oszukiwania na testach. Z drugiej strony, nagrodzony Oscarem filmowiec po prostu musiał wykorzystać nadarzającą się okazję i udokumentować niezwykłą relację z rosyjskim "geniuszem dopingu". Pokazać tajniki jego pracy i zabrać za kulisy afery, którą żył cały świat sportu.

"Ikar", któremu Akademia Filmowa przyznała Oscara, to także ogromy sukces Netfliksa, odpowiedzialnego za dystrybucję dokumentu. Netflix z miesiąca na miesiąc staje się czymś więcej niż cyfrową wypożyczalnią filmów i seriali. Władze platformy niedawno ogłosiły, że w 2018 r. planują wydać aż 8 mld dol. na autorskie produkcje z różnych stron świata. Oscar dla "Ikara" i cztery nominacje dla dramatu "Mudbound", który także jest dystrybuowany przez Netfliksa, jest w tym kontekście ważnym sygnałem dla władz platformy. A przede wszystkim dla widzów, którzy bez wychodzenia z domu mogą legalnie obejrzeć filmowe premiery najwyższej jakości.

Zobacz również: Kobiety dostały najmniej Oscarów od lat

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP