Berlinale 2019: Nostalgia nie dla hipsterów. Recenzja filmu "Mid90s"

Jonah Hill zawojował festiwal w Berlinie tęsknotą za ostatnią dekadą XX wieku. Tak szczerego w przekazie i wolnego od osądów filmu o dorastaniu nie było od lat.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Alexa Demie i Sunny Suljic w filmie "Mid90s"
Alexa Demie i Sunny Suljic w filmie "Mid90s" (Materiały prasowe)
WP

W "Mid90s", reżyserskim debiucie Hilla, słychać stukot kółek deskorolki o płyty chodnika i okrzyki radości z pierwszego triku. Słychać też muzyczny kanon tamtej epoki, podbity tłustymi basami z boomboksa: od waszyngtońskiego hardcore'u z Bad Brains na czele, przez pierwszy Wu-Tang Clan, po oryginalną ścieżkę dźwiękową Trenta Reznora. "Mid90s" to takie lata 90. w pigułce. Czego chcieć więcej?

Gdyby ktoś chciał więcej, to może poszukać w pokoju Steve'a – 13-latka, który mieszka na obrzeżach Los Angeles z samotną matką i starszym bratem. Domowa sceneria jest pełna nostalgicznych symboli. Na łóżku pościel w trójkątne kawałki pizzy przywołujące na myśl "Wojownicze Żółwie Ninja", na kanapie pady do PlayStation, w garderobie obciachowe koszulki z ówczesnymi ikonami MTV, Beavisem i Butt-Headem.

Zobaczy również: Bohater z aparatem. Recenzja filmu "Obywatel Jones" Agnieszki Holland

WP
Materiały prasowe
Podziel się

Poza domem w życiu Steve'a rządzi deskorolka i starsi kumple o wulgarnych ksywkach. Idealne wzory do naśladowania dla 13-latka. Deskorolka daje mu poczucie wolności i swobody. Wkrótce pojawią się pierwsze papierosy, bójki, pyskówki z policją, pierwsze poważne zbliżenia z dużo starszą dziewczyną. Banalna proza nastoletniego życia, za którą kryją się postacie traktowane ze szczególną czułością.

"Mid90s" to film wyrozumiały i empatyczny wobec postępowania uzależnionego od burzy hormonów. Nie pamiętam, żebym w ostatnich latach spotkał się z równie szczerym i uczciwym sposobem na przedstawienie młodych ludzi, który tak silnie rezygnowałby z niepotrzebnej napinki.

Hill przygląda się dzieciakom, które wyrosły na osiedlowej nudzie przerywanej sporadycznymi imprezami i przekształcaniem miejskich krajobrazów w deskorolkowe tory przeszkód. I widać, że czuje sympatię do swoich bohaterów. Chce, żeby po prostu żyli jak nastolatkowie. Nie sprowadza ich zachowania do patologii oraz tragedii. Nie grozi palcem i nie ocenia.

WP
Jonah Hill (w środku)/mat. prasowe
Podziel się

Podejście Hilla może wynikać z szacunku do pozytywnych wzorców, które paradoksalnie znajdujemy na ulicy. Z tęsknoty za młodzieńczym buntem, jako naturalnym etapem dojrzewania. Ale również z fascynacji kinem spod znaku coming of age (o dojrzewaniu), które znalazł u swoich mistrzów. "Mind90s" pełne jest ciekawych cytatów z "Dzieciaków" Larry'ego Clarka czy "Gummo" Harmony'ego Korine. Ten ostatni – autor "Spring Breakers" – pojawi się zresztą w filmie na kilka sekund. Ot, by mrugnąć okiem do wtajemniczonego widza.

"Mid90s" to instytut pamięci. Szczegółowa opowieść, którą Hill zadedykował nastolatkom lat 90. mającym podobne wspomnienia. Dzieciakom ostatniej dekady analogowej, dla których pamięć i tęsknota za przeszłością daje poczucie przynależności do wielkiej rodziny lat 90. Współuczestnictwa w czymś niepowtarzalnym i wyjątkowym.

Nostalgia zyskuje w "Mid90s" kolejne poziomy i wymiary. Chodzi nie tylko o tęsknotę za tym, co było, ale też za sposobem, w jaki do niedawna rejestrowaliśmy przeszłość. Hill ilustruje miniony czas na nieporęcznej taśmie 16 mm, niemal wymarłym medium, podobnym do wskrzeszanych przez niego 8-bitowych komputerów, muzyki słuchanej z kaset czy filmów oglądanych na VHS-ach. Jonah Hill zamyka ostatnią dekadę XX wieku w szczerym, braterskim uścisku. Wierzcie lub nie, ale dawno nie było filmu tak bardzo cool i trendy!

WP

Obejrzyj zwiastun "Green Book" - Viggo Mortensen uczy się romantyzmu:

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP