Jerzy Turek: 40 lat temu doszło do tragedii, która go zmieniła
- Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam! To śpiewałem ja – Jarząbek – właśnie takiego Jerzego Turka polscy widzowie będą zawsze pamiętali. Bohatera licznych komedii, mistrza drugiego planu, aktora o ciepłym i radosnym usposobieniu. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak na aktora wpłynęła osobista tragedia z 1977 roku.
Aktor uosabiający to, co najlepsze w polskim kinie, skrywał bolesną tajemnicę. Jak sam mówił, po tragicznych doświadczeniach stał się zupełnie innym człowiekiem. Choć Turek walczył niezłomnie do końca, wierząc, że powróci jeszcze na plan filmowy, przegrał walkę z chorobą.
Aktor z przypadku
Urodził się 17 stycznia 1934 roku w Tchórzowej. Tak naprawdę nigdy nie sądził, że faktycznie spełni swoje marzenia o aktorstwie – zadecydował o tym czysty przypadek. Uległ namowom swojego kolegi ze szkoły średniej, Wojciecha Pokory, z którym pracował w FSO.
Mnie i Turkowi nie za bardzo chciało się pracować w fabryce – opowiadał Pokora w "Super Expressie”.
- Postanowiliśmy więc iść do szkoły oficerskiej. Mieliśmy w ręku już gotowe pisma, wystarczyło, że podpisze je nasza dyrekcja, ale zobaczyliśmy plakat o naborze do amatorskiego kółka teatralnego. Poszliśmy tam z ciekawości.
''Był dla mnie autorytetem"
Występowanie na scenie tak bardzo przypadło im do gustu, że obaj złożyli papiery na PWST w Warszawie. Przyjęto ich z otwartymi ramionami.
Pamiętam, obaj trafili do szkoły teatralnej z Fabryki Samochodów Osobowych, bo tam grali w amatorskim teatrze robotniczym. I bez problemu zdali na aktorstwo – wspominał ich przyjaciel Bohdan Łazuka w "Super Expressie ”.
Już wtedy Turek dał się poznać jako sympatyczny, niezadzierający nosa chłopak, w dodatku obdarzony prawdziwym talentem.
- Choć był tylko trzy lata starszy, był dla mnie autorytetem już w szkole aktorskiej – dodawał Łazuka. - Wraz z Wojciechem Pokorą byli dla mnie starszymi kolegami, z którymi wtedy strach było rozmawiać. Istniała wtedy, w latach 50., jakaś hierarchia, nie to, co teraz. Ale dopuścili mnie do swego grona.