Miał być wielki sukces Alicji Bachledy-Curuś. Zostały tylko niespełnione wciąż nadzieje

Jak zostać gwiazdą Hollywood? Nie pytajcie o to Alicji Bachledy-Curuś. Aktorka, o której wszyscy śmiało pisaliśmy per "największa nadzieja" wśród polskich gwiazd, nie zdążyła nawet dobrze rozbłysnąć. Został tylko blady cień i mnóstwo plotek. A nie tak to sobie wyobrażaliśmy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jest bohaterką, ale nie kinowych hitów, a plotkarskiej prasy
Jest bohaterką, ale nie kinowych hitów, a plotkarskiej prasy (East News, Fot: East News)
WP

Joanna Kulig błyszczy w Los Angeles, promując i siebie, i "Zimną wojnę". Ogromny sukces Polki wielu fanów śledzi niemal z wypiekami na twarzy. Joanna Kulig w towarzystwie Brada Pitta. Joanna Kulig na zdjęciu z Clarie Foy. Joanna na gali wśród wszystkich ulubieńców Hollywood. Można by napisać, że cieszymy się, ale tak prawdę mówiąc to zwyczajnie się jaramy. I na nic bardziej nie liczymy niż na nominację do Oscara i ten wymarzony momenty, gdy Joanna weszłaby na scenę i odebrała nagrodę.

W marzeniach widzimy też Rafała Zawieruchę, który gra u boku Brada Pitta i Leonardo DiCaprio – co nam spełni się już w tym roku. "Once Upon a Time in Hollywood" do kin w Stanach ma wejść 26 lipca, pewnie niedługo później zobaczymy film w Polsce. I tu też mało dyplomatycznie rzecz biorąc się jaramy.

Czym bardzo chcieliśmy się jarać ostatnimi laty, to tym wróżonym sukcesem Alicji Bachledy-Curuś. I tak śledząc, jak spełniają się marzenia Kulig i Zawieruchy, czujemy spory niedosyt. Przed Alicją Hollywood stało otworem już wiele lat temu.

WP

Zobacz też: Maja Ostaszewska o Alicji Bachledzie-Curuś

WP

Bohaterka plotkarskiej prasy

Tymczasem Alicja Bachleda Curuś jest bohaterką, ale nie kinowych hitów, a plotkarskiej prasy. Jej związek z Marcinem Gortatem był przerobiony jak zboże na mąkę w młynie. Bardzo dokładnie, a czasem i dość boleśnie. Wspólne zdjęcia, rzekome marzenia, rzekome plany, rozstanie, powody rozstania, rzekome bolączki. I tak wymieniać można jeszcze długo.

Było o Gortacie, było w prasie i o związku z Collinem Farrellem. To właściwie temat, który przylgnął do Bachledy-Curuś na dobre. I nie ma na to lekarstwa. Związek z Collinem jest pewnie jedną z niewielu rzeczy, które w życiorysie i filmografii aktorki pasjonują w ogóle kolorową prasę. Temat ten wraca do mediów co jakiś czas jak bumerang.

Alicja Bachleda-Curuś, Collin Farrell ONS.pl
Podziel się
WP

Farrell wziął ostatnio udział w spotkaniu, podczas którego opowiadał o krytyce, z jaką spotkał się po premierze filmu "Aleksander".

- Potrzebowałem tej lekcji pokory. Czułem, że ściągam wszystkich na dno. Wszystko brałem do siebie. Żyłem wspaniałym życiem, miałem ogromną fortunę, cudowne dzieci, świetną rodzinę, prawdziwych przyjaciół i pracę, która była moją pasją - mówił. Część internautów zinterpretowała, że to odniesienie do byłej partnerki, czyli Alicji. I znów wróciła na języki.

Pewnie nie jestem jedyną osobą, która chciałaby usłyszeć dla odmiany o jakimś aktorskim dokonaniu Alicji Bachledy-Curuś.

WP

Być gwiazdą, ludzi fantazją

Bądźmy szczerzy: o związkach Farrella też mówi się stosunkowo częściej niż o filmach z jego udziałem. Ale tu o niespełnione nadzieje i narodowe, filmowe kompleksy się rozchodzi. Bo za Alicję wielu trzymało kciuki.

12 lat (!!) temu pisaliśmy: "Alicja Bachleda-Curuś polską nadzieją Hollywood". Polska aktorka została doceniona przez amerykański show-biznes po roli w filmie "Trade". Podobno w rolę Weroniki – Polki porwanej przez gang handlarzy ludźmi - zgodnie z wolą producentów - miała wcielić się Milla Jovovich, jednak reżyser nalegał, by zagrała ją właśnie Bachleda.

arrives at The 7th Annual Irish Film And Television Awards, at the Burlington Hotel on February 20, 2010 in Dublin, Ireland. Getty Images
Podziel się
WP

W "New York Timesie" dziennikarka pisała wtedy, że to cud, że nieznana aktorka z Europy dostała główną rolę w amerykańskiej produkcji. - Weronika, w którą się wcieliła, dzięki niej stała się bardziej heroiczna, a momentami zdesperowana. Przemianę bohaterki osiągnęła bardzo subtelnymi środkami, dzięki którym uzyskała nietuzinkową siłę wyrazu. Jest to jedna z takich ról, które pozostawią po sobie niezatarte wrażenie – komentowała te lata temu ekspertka Karen Durbin.

Ba, takich historyjek budzących filmowy patriotyzm było wiele. "Teen Vogue" uznał Bachledę-Curuś za "wielką nadzieję Hollywood". Amerykańscy producenci porównywali ją do… Jessiki Lange, laureatki Oscara.

Dużym przełomem w życiu zawodowym i osobistym aktorki była możliwość zagrania tytułowej roli w dramacie fantasy "Ondine", w reżyserii słynnego, irlandzkiego reżysera, Neila Jordana (2009). To właśnie na planie tego filmu spotkała się z Colinem Farrellem. Związek ze słynnym aktorem uczynił ją jedną z ulubionych bohaterek tabloidów i z pewnością podniósł rankingi popularności aktorki, choć niekoniecznie w takim kierunku, jaki można by sobie wymarzyć.

Bachleda-Curuś mówi o swojej karierze z optymizmem – opowiada o kolejnych projektach i przyszłych planach, jednak jej kariera od dłuższego czasu stoi w miejscu. Ostatnia większa produkcja, w jakiej zagrała, to kompletnie nieznany nikomu "Polaris". Rok wcześniej była produkcja "The American Side" – szukajcie, a znajdziecie kogoś, kto oglądał.

Oglądał się za to "Pitbull. Niebezpieczne kobiety". I na tej fali można by się utrzymać. Ma talent, doświadczenie, należy do Europejskiej Akademii Filmowej. Pytanie tylko, dlaczego Alicji jest tak mało i w Polskim, i w światowym kinie? Można by odpowiedzieć na to pytanie na podstawie tabloidów. Alicja ma potężny, rodzinny majątek i pracować nie musi. Można też zrzucić wszystko na karb tego, że woli zajmować się synem. Można też mieć dalej nadzieję, że jej "gwiazda jeszcze nie rozbłysła". Pytanie tylko, czy jeszcze ktoś na to czeka.

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP