Trwa ładowanie...

Box office: "Smoleńsk" bez rekordu w polskich kinach

Biorąc pod uwagę medialną wrzawę towarzyszącą premierze „Smoleńska”, mogłoby się wydawać, że to film skazany na sukces. Wyniki frekwencyjne z piątku, soboty i niedziele zdecydowanie jednak nie bronią tej tezy. Produkcję Antoniego Krauzego obejrzało w miniony weekend 108 tys. widzów.

Share
Box office: "Smoleńsk" bez rekordu w polskich kinach
Źródło: Materiały prasowe, fot: mat. prasowe
d1965lo

O będącej najgłośniejszą premierą tygodnia produkcji Antoniego Krauzego można co najwyżej powiedzieć, że wypadła przeciętnie. Choć wynik na poziome 100 tys. to nie klęska, wydaje się, że miażdżące recenzje osłabiły zainteresowanie filmem, studząc zapał widzów. Dla porównania oparty na biografii Lecha Wałęsy "Człowiek z nadziei” Andrzeja Wajdy przyciągnął do kin w premierowy weekend 142 tys. widzów. Lepiej od niego poradził sobie oparty na faktach „Pitbull. Nowe porządki” Patryka Vegi (211 tys. widzów). Inną szeroko komentowaną premierą kinową było „Quo Vadis” Jerzego Kawalerowicza. Adaptacja prozy Sienkiewicza przywiodła do kin na starcie 305 tys. widzów.

Choć bezspornie mogłbo być lepiej - zważywszy na rozgłos w mediach - rezultat „Smoleńska” to najlepsze otwarcie polskiego filmu na przestrzeni ostatnich siedmiu miesięcy. Warto też odnotować, że „Smoleńsk” przebił wynik otwarcia poprzedniego obrazu Antoniego Krauze. Chodzi o „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł”, z 2011 roku, który na otwarcie przyciągnął do kin ponad 73 000 osób.

Tak o filmowym „Smoleńsku” napisał w swojej recenzji dla WP Film Łukasz Knap: być może impulsem do nakręcenia „Smoleńska” była potrzeba serca, nie wyrachowanie, ale w efekcie widzowie otrzymują źle nakręcone propagandowe kino, wpisujące się w aktualne zamówienie polityczne, obliczone na cyniczne wykorzystanie tragedii do legitymizacji paranoicznej wizji świata. Nie widzę w tym filmie miejsca na dialog i próbę zakopania podziałów związanych z interpretacją katastrofy. Nawet jeśli chciałoby się docenić dobre chęci Krauzego, w tym przypadku wypada stwierdzić, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane (więcej tutaj).

Fabuła filmu jest osnuta wokół śledztwa w sprawie katastrofy, prowadzonego przez dziennikarkę Ninę (Beata Fido) stacji TVM-Sat Ninę, która z pogardą patrzy na rodzącą się „sektę smoleńską” i przyklaskuje swojemu szefowi (Redbad Klynstra), przekręcającemu niewygodne fakty, aby wspierać rządowe kłamstwa na temat katastrofy. W produkowanie fałszywych dowodów angażuje się podejrzany dyplomata (Jerzy Zelnik). Reżyser po jednej stronie stawia prawdziwą Polskę - rozmodlony tłum na Krakowskim Przedmieściu, po drugiej - cynicznych przedstawicieli władzy i media. W trakcie śledztwa Nina zmienia poglądy i przechodzi na stronę „prawdy”.

Rekord frekwencyjny w premierowy weekend należy do "Pięćdziesięciu twarzy Greya"

Numerem jeden wśród najchętniej oglądanych premier w Polsce wciąż pozostaje hit zeszłorocznych walentynek, czyli "Pięćdziesiąt twarzy Greya" (834 tys. widzów). Miejscem drugim poszczycić się może "Shrek Trzeci" (793 tys. widzów). Podium zamyka "Hobbit: Bitwa pięciu armii" (693 tys.widzów).

d1965lo

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1965lo
d1965lo