Hollywood przymknęło oczy. Rosjanin i rasistka w walce o Oscara

Żyjemy w zwariowanych czasach, gdy sytuacja na świecie może zmienić się w jednej chwili. Dotyczy to również środowiska filmowego. Dlatego choć pod koniec stycznia "Emilia Perez" była faworytem oscarowego wyścigu, po ujawnieniu kontrowersyjnych wpisów głównej gwiazdy filmu diametralnie się to zmieniło. Również twórcy "Anory" spotkali się z zarzutami w związku z angażem rosyjskiego aktora. Czy Hollywood zamierza odciąć się od nich na dobre?

Aktorzy "Emilii Perez" i "Anory" pod ostrzałem krytyki
Aktorzy "Emilii Perez" i "Anory" pod ostrzałem krytyki
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe

Najnowsze dzieło Jacquesa Audiarda święciło triumfy od czasu premiery na festiwalu w Cannes, gdzie po raz pierwszy w historii nagrodę aktorską otrzymał zespół aktorek z jednego filmu - zarówno transpłciowa Karla Sofía Gascon, jak i bohaterki drugiego planu: Selena Gomez, Zoe Saldana i Adriana Paz. Potem nastąpiła seria wyróżnień: od Europejskich Nagród Filmowych, przez Złote Globy, BAFTA, po Critics' Choice Awards i Cezary. Gdy 23 stycznia Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła nominacje do Oscarów, "Emilia Perez" zdeklasowała konkurencję, otrzymując aż 13 szans na nagrody. Wydawało się pewne, że pierwsza nominacja dla transpłciowej aktorki przełoży się na złotą statuetkę. Jednak kilka dni później szanse gwiazdy oscarowego faworyta zostały pogrzebane.

Dziennikarka Sarah Hagi odkryła przed opinią publiczną dawne wpisy Gascon z mediów społecznościowych, uderzające m.in. w muzułmanów, czarną społeczność czy… organizatorów Oscarów. Jeszcze w 2021 r. aktorka napisała na X (dawnym Twitterze): "coraz częściej Oscary wyglądają jak ceremonia dla filmów niezależnych i protestacyjnych, nie wiedziałam, czy oglądam afrokoreański festiwal, demonstrację Black Lives Matter czy Dzień Kobiet. Poza tym to brzydka, brzydka gala".

Z kolei w 2019 r. twierdziła: "Zawsze ta sama stara gadka, ‘czarni niewolnicy i kobiety w kuchni’. To moja opinia i musicie ją uszanować. Nie rozumiem wojny światowej przeciwko Adolfowi Hitlerowi, on po prostu miał swoją opinię o Żydach. No cóż, tak kręci się świat". 

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Tak Netflix kręci swój wielki hit. Kulisy planu "Heweliusza"

Choć Gascon szybko przeprosiła, Hollywood było w szoku. Netflix, stojący na kampanią oscarową "Emilii Perez", znalazł się pod ostrzałem krytyki za to, że wcześniej nie sprawdził przeszłości aktorki i "nie przeczyścił" jej kont społecznościowych. Dla niezorientowanych: sztab PR-owców dba o to, by niepopularne opinie twórców filmowych nie ujrzały światła dziennego. Dzięki ich pracy nie wiemy, ile tak naprawdę znanych nazwisk przejawia poglądy antyszczepionkowe, rasistowskie, homo- czy transfobiczne, kto sympatyzuje z Trumpem, Putinem czy - jak wyżej - Hitlerem. 

Anonimowi pracownicy Netfliksa w rozmowie z "Variety" przyznali się do błędu: nie podejrzewali, że osoba ze społeczności LGBT może obrażać inne mniejszości. W związku z tym w kampanii oscarowej po cichu przestano promować Gascon, licząc, że nie przeszkodzi to w zdobyciu nagrody za drugi plan przez Zoe Saldanę. Postanowiono jednak nie odcinać się zupełnie od skompromitowanej aktorki, wobec czego hiszpańska gwiazda "Emilii Perez" przyleci do USA i pojawi się na oscarowej gali.

Odwrócić się od swoich rosyjskich aktorów nie zamierza też ekipa "Anory". Sean Baker z dumą przyznaje w wywiadach, że planował zatrudnić Rosjanina Jurija Borysowa zanim powstał scenariusz jego najnowszego dzieła. A ten polecił mu do głównej roli swojego kolegę z Rosji Marka Eydelshteyna. Nie zmieniła tego inwazja wojsk Putina na Ukrainę oraz dalsze zaangażowanie Borysowa w rosyjskie produkcje.  

W rozmowie z National Public Radio reżyser przyznał, że zachwycił się Rosjaninem podczas seansu fińskiego kandydata do Oscara z 2022 r. "Compartment Number 6". Nazwał go "rosyjskim Ryanem Goslingiem". Baker przyznaje, że "nie wyobrażał sobie kręcenia filmu bez Jurija i Marka", choć pozyskanie ich do pracy w USA było "stresujące".

- Musieliśmy uzyskać dla nich wizy pracownicze, a to - szczerze mówiąc - było trochę skomplikowane, szczególnie w czasie wojny - mówił reżyser "Anory" na antenie NRP.

Mark Eydelshteyn, Mikey Madison i Jurij Borysow na gali BAFTA
Mark Eydelshteyn, Mikey Madison i Jurij Borysow na gali BAFTA© Getty Images | 2025 BAFTA

Odtwórca roli Igora, cichego chłopaka na posyłki mafii, zaczynał od grania w serialach rosyjskiej telewizji. Choć Borysow w swoim CV ma współprace z ambitnymi reżyserami krytykującymi reżim Putina, takimi jak Andriej Zwiagnicew ("Elena") czy Kiriłł Sieriebriennikow ("Gorączka"), na jego koncie znajdują się też role w propagandowych laurkach, takich jak "Czerwony duch" czy "Kałasznikov". W tym ostatnim z 2020 r. wcielił się w głównego bohatera, twórcę słynnego karabinu maszynowego. Zdjęcia do filmu częściowo odbywały się na okupowanym Krymie.

Borysow przez wiele miesięcy brał udział w kampanii promocyjnej "Anory", zarówno w Cannes, Telluride, Toronto, jak i Los Angeles, gdzie dziennikarze z zachwytem odnosili się do efektów jego pracy. Ani razu oficjalnie nie wypowiedział się na temat wojny w Ukrainie. Rosjanin zapowiedział, że nie zamierza zostać w Stanach na dłużej, wciąż mieszka w Rosji, gdzie ma żonę i dwójkę dzieci. W tym roku będzie można zobaczyć go w rosyjskiej produkcji "Poeta" w roli Aleksandra Puszkina. Pisarza, po którego wybitną twórczość wielu Polaków po 23 lutego 2022 r. przestało sięgać, by nie wspierać rosyjskiej sztuki.

Fakt, że Jurij Borysow jest pierwszym Rosjaninem nominowanym do Oscara od czasu Michaiła Barysznikowa w 1977 r. za "Punkt zwrotny", świadczy, że Amerykanom obcy jest bojkot artystów z kraju Putina. Mowa tu nie tylko o środowisku filmowym, ale i mediach, które dopiero w ostatnich tygodniach zaczęły się przyglądać historii aktora. Na łamach "New York Timesa" kilka dni temu ukazał się zachowawczy felieton pt. "Uwielbiam 'Anorę', ale mam nadzieję, że przegra na Oscarach".

I owszem, "Anora", jak i "Emilia Perez" są świetnymi artystycznie filmami, których odbiór zakłócają kwestie światopoglądowe. Czy powinno się zatem skreślić prace setek ludzi zaangażowanych w produkcje tych tytułów ze względu na poglądy jednej aktorki czy postawę mężczyzny, który żyje i pracuje w kraju Putina? Są to dylematy trudne do rozstrzygnięcia i dzielące publikę. Niemniej amerykańscy filmowcy postanowili przymknąć oczy na milczenie Borysowa, zarazem wykazując święte oburzenie w przypadku ujawnionych poglądów Gascon. Po gali Oscarów zapewne i tak nikogo nie będzie to obchodzić. Ot, hipokryzja w hollywoodzkim wydaniu.

Marta Ossowska, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródło artykułu:WP Film
oscaryEmilia Perezanora

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (21)