James Bond powinien nie żyć - naukowa analiza gadżetów szpiega
Gdyby przygody w filmach z Jamesem Bondem wydarzyły się naprawdę, najsłynniejszy agent świata już dawno by nie żył. To, o czym wie każdy kinoman, postanowił naukowo udowodnić jeden z niemieckich profesorów.
19.03.2007 13:09
Metin Tolan z Uniwersytetu w Dortmundzie przeanalizował wyczyny agenta 007 pod kątem praw fizyki i doszedł do wniosku, że Bond musiałby zginąć już w 1973 r. Co ciekawe, nie zabiłby go żaden z jego wrogów, ale … jeden z używanych przez niego gadżetów.
W nakręconym wówczas filmie "Żyj i pozwól umrzeć" grający agenta Roger Moore dysponuje magnesem o ogromnej sile wbudowanym w luksusowy zegarek.
Przy pomocy magnesu nie tylko na odległość rozpina zamek błyskawiczny swojej partnerce, ale też zmienia lot pocisków i wyrywa broń z rąk swoich przeciwników. Niemiecki fizyk na podstawie masy przedmiotów i ich odległości w filmie wyliczył, że działanie magnesu rozgrzałoby zegarek agenta do temperatury biliona stopni, a tego nie przeżyłby żaden człowiek.
W swoich badaniach profesor Tolan doszedł jednak również do wniosku, że z niektórych karkołomnych przygód James Bond wyszedłby cało.
Z punktu widzenia fizyki możliwy byłoby na przykład wyczyn Pierce'a Brosnana w filmie "Golden Eye". Aktor dogania w nim motocyklem pędzący pasem startowym mały samolot, przeskakuje do niego i w ostatniej chwili skręca, ratując go przed uderzeniem w skały.
Profesor Tolan - oczywiście wielki fan Bonda - na razie o swoich odkryciach opowiada studentom podczas wykładów. Nie ukrywa jednak, że chciałby na ich podstawie napisać książkę.