Piotr Adamczyk: Ten sezon był super
Chciałbym chodzić na dwóch nogach. Obie – sztuka wyższa i popularna są ważne, a najważniejsza jest równowaga między nimi. Dlatego staram się działać wszechstronnie – to mnie najbardziej kręci w tym zawodzie. Aktor może być zarówno zabójcą i świętym, grać w filmach bardzo poważnych i lekkich” – mówi aktor sezonu 2007/2008.
ANITA ZUCHORA: Dostał pan Złotą Kaczkę
dla najlepszego aktora. Co oznacza dla pana
wyróżnienie od widzów?
PIOTR ADAMCZYK: To najważniejszy rodzaj
nagród. I potwierdzenie słuszności moich
wyborów. Jestem szczęśliwy, że zaskarbiłem
sobie sympatię widzów. I, oczywiście,
bardzo dziękuję im za to wyróżnienie.
AZ: Widać, że polska publiczność wypuściła
pana z pudełka z napisem „Papież”. W końcu
dostał pan nagrody za dwie role komediowe:
w „Lejdis” i „Nie kłam, kochanie”.
PA: Na mojej Kaczce jest napisane, że to nagroda
za sezon. żartuję więc, że jestem aktorem
sezonowym, a ten sezon był dla mnie
bardzo dobry. Mam świadomość, że swoimi
komediowymi rolami zaskoczyłem widzów,
bo pewnie poznali mnie wcześniej w roli Papieża.
Ale udział w komediach nie był dla
mnie nowym doświadczeniem. Zawsze je
lubiłem, już w ognisku teatralnym u państwa
Machulskich. Wróżono mi zresztą rolę
aktora farsowego. W komediach podoba mi
się to, że ocena odbywa się na gorąco – jak
publiczność się śmieje, jest dobrze.
AZ: To nie jedyna pana nagroda ostatnio.
Został pan producentem i od razu pierwszy
wyprodukowany przez pana film Giacomo
Battiato „Rezolucja 819” odniósł sukces
na festiwalu w Rzymie. Co sprawiło, że
został pan producentem?
PA: To niesamowita historia. Giacomo zadzwonił
do mnie jakiś czas temu z prośbą,
żebym pomógł mu znaleźć polskiego koproducenta,
bo w filmie, który planował nakręcić,
o dochodzeniu w sprawie masakry
w Srebrenicy, znalazł polski wątek. W identyfikacji
ofiar brała bowiem udział polska
doktor patolog Ewa Klonowski, która na dodatek
straciła bliskich w Katyniu, więc i ten
temat znalazł się w scenariuszu.
AZ: A pan postanowił sam się tym zająć. Założył
pan firmę producencką właśnie dla „Rezolucji
819”, czy planował pan to wcześniej?
PA: Myślałem o tym wcześniej, ale ten scenariusz
mnie zmobilizował. Po przeczytaniu
go uświadomiłem sobie, że jest w nim
ogromny potencjał. Zresztą moje obowiązki
jako współproducenta nie były zbyt wyczerpujące.
Zająłem się głównie organizacją.
Ogromnie pomógł mi TVN. To oni sfinansowali
całą polską część. Udało się zaprosić do
udziału w filmie Karolinę Gruszkę, zorganizować
dzień zdjęciowy w Warszawie. A potem
nieoczekiwanie film dostał nagrodę
– i to nagrodę publiczności – na festiwalu
w Rzymie. Na tym festiwalu to najważniejszy
laur. Zawsze mówię, że jestem w czepku
urodzony.
AZ: Dlaczego Karolina Gruszka? Poza tym,
oczywiście, że świetnie mówi po francusku,
co bardzo przydało się w filmie.
PA: Giacomo Battiato marzył właśnie o niej.
Poznał ją i zapamiętał podczas poszukiwania
obsady do filmów o Janie Pawle II. Wtedy
nie doszło do ich współpracy. Teraz chciał,
żeby to właśnie ona zagrała w jego filmie.
I udało się.