


Najwystawniejsza niemiecka produkcja od czasów „Pachnidła” Toma Tywera, która zgromadziła ponad milion widzów w kinach. Epicka adaptacja słynnej powieści Tomasza Manna, która przyniosła mu rozgłos i literacką nagrodę Nobla. „Buddenbrookowie” to historia świetności, a potem schyłku zamożnego kupieckiego rodu z Lubeki.











Tomasz Mann za opowieść o historii rodziny Buddenbrooków otrzymał literackiego Nobla. Film nakręcony na podstawie jego powieści w Niemczech obejrzało milion widzów. Jednak dla mnie film ten trąci nieco epicką nudą. Zacznę od pozytywów. Na pewno było to wyzwanie dla scenarzysty, by dość obszerne dzieło literackie zmieścić w dwie i pół godziny filmu. Konstrukcja filmu jest bardzo dobra. Widz szybko orientuje się, że właśnie przeskoczyliśmy parę lat „do przodu”. Mamy piękną scenografię, piękne zdjęcia. Epoka została odtworzona z ogromną dbałością o szczegóły. Ale… no właśnie czegoś zabrakło. Zabrakło pokazania emocji postaci, ich motywacji. A także budowania wielkości oraz przyczyn upadku rodu Buddenbrooków. Film jest letni. Po prostu odegrany i nic więcej. Ta historia nie wciąga. Postaci są papierowe, nudne.

(4)

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!