


Nemo (Jared Leto) wiedzie zwyczajne życie u boku pięknej żony (Sarah Polley). Jego marzenia o doświadczeniu czegoś wyjątkowego nagle spełniają się, gdy pewnego ranka odkrywa, że obudził się w... 2092 roku. W futurystycznym świecie jutra, w którym człowiek skolonizował Marsa i wygrał walkę ze wszystkimi chorobami, mężczyzna okazuje się ostatnim śmiertelnikiem pośród nieśmiertelnych. Czy znajdzie w sobie odwagę, by zdobyć względy kobiety swoich marzeń - ponętnej Anne (Diane Kruger), z którą los go kiedyś pechowo rozłączył?


Powiedz im, kim byłem... - Łukasz Szulc









„Mr. Nobody” nie spodobał się szerszej publiczności, otrzymał skrajne, nierzadko miażdżące recenzje. Dlaczego? Nie jest to bynajmniej film zły. Tym bardziej, że kino ostatnio prezentowało nam wiele gorszych produkcji, nagradzanych Oscarami i Złotymi Globami, a niewiele filmów, niosących podobny ładunek emocjonalny i ważkie przesłania. „Mr. Nobody” ma w sobie coś urzekającego. Ten film po prostu mnie zafascynował, dałem się ponieść odważnej wizji reżysera. Nie jest to obraz łatwy w odbiorze. Reżyser z prostych scen, epatujących silnymi uczuciami, buduje skomplikowaną tkaninę, łamiąc chronologię zdarzeń, a często przedstawiając poszczególne fakty z życia bohatera przeczące sobie nawzajem. I w zasadzie nie wiemy, co miało miejsce naprawdę. Życie głównego bohatera, Nemo Nobody’ego (nobody po angielsku znaczy „nikt”) przebiega jakby w kilku wymiarach: dwu-, a nawet trój-liniowo. Cały czas Nemo goni za straconymi marzeniami, próbując odzyskać to, czego nigdy nie miał.
Szok 'n' szoł - Piotr Pluciński









Konkurować z "Mr. Nobody" o miano najbardziej pretensjonalnego filmu ostatniej dekady mogą tylko najwięksi: J. Mackye Gruber i jego "Efekt motyla" oraz Gabriele Muccino z "Siedmioma duszami". Obaj są jednak bez szans w starciu z gigantem, który w przeciągu kilkudziesięciu minut dokonuje niemożliwego - łącząc założenia obu rzeczonych filmów, staje się (po)tworem o zdwojonej sile irytacji. Tytuł jest tu całkiem adekwatny - kreśląc historię o ambicjach zbawienia świata, podczepiając się pod każdy nośny temat (od cudu miłości po zagadkę życia, wow!), Jaco Van Dormael robi co może, by jego film stał się niczym - wypełnionym powietrzem balonem, który bez najmniejszego problemu można przekłuć. Belgijski reżyser tak opowiada o życiu i miłości, jakby wiązać mogły się one tylko z najgorszymi nieszczęściami. Rozwody, tragiczne wypadki, depresja, kalectwo, a w końcu zwyczajny pech. Wszystkie te niedole składają się na dwa alternatywne życiorysy głównego bohatera o wiele mówiącym imieniu Nemo. Rozszczepienie osobowości (czasu?) następuje we wczesnym dzieciństwie, kiedy rodzice chłopca podejmują decyzję o rozstaniu. Nemo także musi coś wtedy postanowić: z kim zamieszka? W dramatycznej scenie na dworcu, chłopiec jednocześnie wsiada do pociągu z matką i... zostaje na peronie z ojcem. Jego życie ulega rozdwojeniu. Obie ścieżki poznajemy z perspektywy roku 2092, kiedy Nemo - teraz najstarszy człowiek na Ziemi - pogrąża się w wypełnionych melancholią retrospekcjach.

(2)

Zgadzam się z powyższą opinią. Też wkurzyła mnie ta duża liczba nieszczęść w filmie. Prawdą jest iż człowiek patrząc w przeszłość zastanawia się co by było gdyby w jakimś momencie życia poszedł inną drogą? Film przedstawia właśnie takiego człowieka.
Dziwny film. Nie jestem kinomaniakiem, film zacząłem oglądać przypadkowo .... czekając na Maczetę:). Oglądnąłem do samego końca ... uczucia mam mieszane ... ale nie potrafiłem w trakcie przełączyć kanału. Ostatnim razem zadziałał tak na mnie Dróżnik.
Skoro to jest dla was film za trudny to radzę zdjąć sobię etykietę kinomaniak
Dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że ten film to pomyłka mam proste przesłanie. Pogódzcie się nie znacie się na kinie i go nie rozumiecie. Film jest bardzo dobrze ułożony i ma jasne przesłanie. Zgadzam się z jednym z przedmówców. Trzeba oglądać wszystkie sceny i starać je się łączyć. Naiwne jest twierdzenie, że tu chodzi o jakieś rzeczy z Efektu Motyla. Film wcale się nie skupia na tym jak dana decyzja wpływa na nasze życie. To tylko poboczny wątek. Głównym wątkiem jest to, że podejmując decyzję staramy się przewidzieć, która opcja jest lepsza. Nie ważne jak to analizujemy z góry jesteśmy skazani na porażkę bo każda decyzja jest równi zła jak i dobra i tak naprawdę jak byśmy mogli poznać co nas czeka jak podejmiemy daną decyzję i tak wybralibyśmy tą, która pozostanie nie znana. Czemu? Bo człowiek nigdy nie jest zadowolony i tak naprawdę chce być liściem niesionym przez życie, a jedyną opcją nie podejmowania złej decyzji jest wcale jej nie podejmowanie. Jak to mówi bohater życie jest placem zabaw albo niczym. Nie traćmy czasu na analizowanie go, cieszmy się jego spontanicznością bo jest jedna tylko rzecz, którą możemy przewidzieć i która jest zła nie ważne jaką opcję wybierzemy . To śmierć.
dobry film polecam
świetni aktorzy,dobra muzyka(Pixies,Satie,Billy H.) Nie nudziałm się nawet przez moment.Mało tego obejrzę go raz jeszcze po przemyśleniu i "pozbieraniu" wątków . Film może wydawać sie nieco chaotyczy ale zabieg (przenikania się i splatania wątków ) i brak ,który zastosował reżyser sprawia ,ze film nie jest banalny ani oczywisty. Skłania do refeksji.. Dobre kino.Dodatkowa zaletą jest fakt,ze spokojnie mozna zabrać na niego dzieci.Nie ma w nim przemocy ani wulgaryzmów.
Mr strata czasu
Koleżanka zachwalała więc obejrzałem . Teraz mam jedną koleżankę mniej i niesmak do projektów Jaco Van Dormaela.
Szkoda, że nie przeczytałem wcześniej tej recenzji
Oszczędziłbym niemiłosiernie się dłużące dwie i pół godziny i 44 zł za dwa bilety do multipleksu. A najgorsze było to, że już to wszystko widziałem. Nie raz. Nie taki kłopot w strzelance, ale w tzw. "kinie artystycznym" - jak najbardziej.
Zgadzam sie w 100%
Ten film to jakas porazka - pseudointeligenty belkot
Film jest nieasmowity, tak jak zostalo to wyzej napisane moze konkurowac z najlepszymi produkcjami. Niesamowita muzyka, sweitna gra aktorska i sposob w jaki zostal zrealizowany zasluguje w 100% na 10/10! Jest to najlepszy film jaki widzialem w tym roku, a byc moze w ciagu ostatnich kilku lat. Serdecznie polecam, napewno nie bedziesz zawiedziony/a :D
bez przesady mnie ten film az tak nie powalił na nogi by mu dac 10/10....owszem jest ciekawy , ale uwazam ze nieco naciagany na sile przemycane prawdy o zyciu filozoficzne gdybanie o czasie... zastanawiam sie kto pisal w rubryce "o filmie" bo z calym szacunkiem jakis kretyn to musial byc bo kompletnie nie na temat opis....ja niestety filmowi dałabym tylko 5....



Osoby, którym podobał się film "Mr. Nobody", wysoko oceniły także:

