Trwa ładowanie...
d3oikvr
04-12-2006 18:08

Jaki zapach ma miłość?

d3oikvr
d3oikvr

„Jasminum” to kwintesencja piękna, kobiecości, magii, subtelności, delikatności, lekkości, czaru bez czarów skomponowanych w wyjątkowy zapachowy bukiet. Metafizyczność tego filmu otacza nas, wypełnia, dotykając każdą nutką prostoty i niezwykłości, sprawiając, iż czujemy dreszcz zmysłowości, szczególnego podniecenia, aury miłości unoszącej się wokół.

Muszę się przyznać, iż każdy film Jana Jakuba Kolskiego wnosi sobą coś nowego, w prostocie słowa i obrazu dotykając mego serca. Jego kino ma dla mnie zawsze wymiar niezwykły, ponadczasowy, w swej metafizyczności jest jak letnia mgiełka unosząca się nad polem w letni, pogodny poranek. Taki właśnie jest on sam i jego kino i teraz wyjątkowe, pachnące, jeszcze świeże „Jasminum”.

Miałem wrażenie, że będzie to film wyjątkowy, ale nie sądziłem, iż sprawi mi tak miłą niespodziankę. Sztuką jest wyczarować Coś z niczego, gdy reżyser i scenarzysta w jednej osobie udaje się do swojej „pustelni”, aby w ciszy i spokoju tworzyć. Powstał Brat Zdrówko, a później poszło już samo – wypada jedynie pogratulować talentu i wizjonerskiej myśli. Choć zapewne tak proste to wszystko nie było, to jednak oparcie w znanych sobie w większości aktorach, bo nie ze wszystkimi wcześniej reżyser współpracował, pomogło stworzyć każdą z tych zaczarowanych, choć ziemskich postaci.

Biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie są ważne i istotne, to jednak mała, skromna osóbka Gieni ma tu niebagatelne znaczenie. To ona... prowadzi nas przez tą pachnącą miłością historię, to dzięki niej za każdym razem radośnie się uśmiechamy i to na jej kruchych ramiączkach opiera się ta filmowa opowieść. Bez dwóch zdań przyznać trzeba, iż jest to najlepszy debiut ostatnich lat młodej, polskiej aktorki, siedmioletniej Wiktorii Gąsiewskiej.

d3oikvr

To pojawienie się Gieni, przepraszam Eugieni (Proszę nie zdrabniać mojego imienia), w klasztorze wraz z mamą, która, jako konserwator zabytków ma zająć się restauracją obrazu, burzy spokój tego miejsca wprowadzając miły dla ducha, zamęt. Szczególne relacje Gieni i Brata Zdrówko, zaskakujący i wyjątkowy Janusz Gajos, tworzą z marszu familijną i rodzinną atmosferę. Dla Gieni nie ma barier, jej każdy jest równy, ona nie boi się powiedzieć, co myśli, co czuje i na co ma ochotę. Tego nie da się opisać, to trzeba usłyszeć i rzecz jasna zobaczyć.

Klasztor skrywa swoje tajemnice, skrywa mnichów pachnących drzewami owocowymi, ich bolączki i pragnienia, które wraz z nimi ukryły się za tymi murami przed światem. Ale ten o nich nie zapomina, ten wciąż się o nich upomina, a może o te ich zapachy. Bo jest i świat za murami, jest pragnąca ponad wszystko miłości Patrycja, pomoc fryzjerska. Jest i zauroczony nią Burmistrz, jest też ściągnięty po licznych staraniach do miasteczka Zeman, gwiazda filmowa wielkiego formatu. To oni tworzą wszystko to, czego nie ma za murami, to ich pragnienie miłości nadaje sens istnienia braci zakonnych, choć oni sami nie są chyba tego świadomi.

I jest wreszcie Natasza, jak spoiwo, łącząca te dwa światy. Ten za murami i ten między nimi. Sama znalazła się w tym miejscu nie przypadkiem poszukując... własnej drogi, pracując i mieszając zapachy. Dokąd zaprowadzi ją ta podróż, co odkryje, zanim skończy pracę nad obrazem? Trudno wyobrazić sobie nowy film tego reżysera, w którym nie znalazłaby się rola dla kobiety, której nadał już tak wiele imion. Teraz Grażyna Błęcka-Kolska jako Natasza w sposób wyjątkowy wpisuje się w historię dotykającą zapachów, miłości, uczuć malowanych zapachami.

Poczucie humoru i uważność. Kombinacja tych dwóch żywiołów może dać film niezwykły. Taką miałem nadzieję pisząc „Jaśminum”. No i oczywiście jeszcze jedną, tę najważniejszą: nacieszyć się uśmiechem widza wychodzącego z kina – bez wątpienia w tej krótkiej wypowiedzi reżysera zawiera się cała jego niezwykłość w pokazywaniu w sposób prosty myśli i uczuć, żywiołów grzmiących w siłę, zmysłów i pragnień, które targają człowiekiem. To dzięki temu powstał chyba, tak czuję i myślę, najbardziej niezwykły, z jedenastu filmów w dorobku artystycznym Jana Jakuba Kolskiego.

I ta metafizyczność unosząca się na planie, dobre duchy dbające oto, aby wszystko się udało, kije wbite w ziemię, które zakwitły, a także płotek wokół sadzawki dla kaczek, który też zakwitł – bez odrobiny światła. Tyle niezwykłości w takim prostym i pięknym filmie zdarza się rzadko, ale „Jasminum” jest wyjątkiem od reguły.

To dzięki niemu można poznać prawdziwy zapach miłości.

d3oikvr
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3oikvr