Trwa ładowanie...
d1zz6cs
04-12-2006 18:08

Najsłynniejsza peleryna świata ponownie powiewa na ekranie

Share
d1zz6cs

Czy wiecie, co to oznacza "zniknąć coś"? To ostatnio coraz popularniejsze określenie (zwłaszcza w internetowych dyskusjach) - używa się go, gdy ktoś w zacietrzewieniu zapomina się i coś pomija w swoich teoriach. Np. gdy ktoś mówi, że "Władca pierścieni" to pierwsza ekranizacja Tolkiena, to można mu zarzucić, że "zniknął" klasyczny animowany film Ralpha Bakshiego z 1978 r. Czasem się jednak zdarza, że ktoś coś "znika" celowo. I tak właśnie postąpił Bryan Singer, reżyser najnowszej wersji "Supermana".

Zniknął on bowiem dwie niespecjalnie udane ostatnie części cyklu ("Superman III" - 1983 i "Superman IV - 1987) i zaczął historię w tym miejscu, w którym skończył ją w 1980 r. Richard Donner, reżyser "Supermana II". Oto tytułowy bohater wraca na Ziemię po kilku latach kosmicznej podróży i musi na nowo zmierzyć się ze swoim nemesis - Leksem Luthorem (w tej roli charyzmatycznego Gene'a Hackmana zastąpił jeszcze bardziej charyzmatyczny Kevin Spacey). Ale to nie jedyne wyzwanie, jakie czeka na niego w domu. Superman musi ponownie poukładać sobie swoje prywatne życie, jako dziennikarz Clark Kent. Podczas jego nieobecności wiele się zmieniło. Lois Lane - miłość jego życia (a jak wiemy z komiksów, jego późniejsza żona) - nie czekała. Ma nowego partnera... Ba, ma nawet kilkuletnie dziecko - jak w takim nowym świecie odnajdzie się najbardziej prawy superbohater wszech czasów?

Reżyser Bryan Singer jest gwarancją, że znajdzie się dobrze. To właśnie on przed dekadą, w "Podejrzanych", odkrył Kevina Spaceya i odnowił formułę kryminału z kluczem, a potem udowodnił w dwóch pierwszych częściach "X-Men", że ekranizacja komiksu superbohaterskiego i dobre inteligentne kino rozrywkowe bynajmniej się nie wykluczają. Tym razem dostał jeszcze większy budżet i wielki supertemat.

"Superman - Powrót" to jednak przede wszystkim właśnie tytułowy "powrót". W trwającym od kilku lat boomie komiksowych ekranizacji nie mogło zabraknąć pierwszego i wciąż najsłynniejszego superbohatera wszech czasów. Od blisko dekady trwały prace nad jego powrotem, najlepsi scenarzyści, reżyserzy mierzyli się z tematem. Już nawet kompletowano obsadę. Ale zawsze coś stawało im na przeszkodzie. Może po prostu musiała spełnić się przepowiednia - ostatnim zdaniem w "Supermanie IV", kręconym w 1986 r., była kwestia Supermana do Leksa Luthora: "Zobaczymy się za 20 lat".

d1zz6cs
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1zz6cs
d1zz6cs