Trwa ładowanie...
d1y4gqx
04-12-2006 18:08

The best of Paryż

d1y4gqx
d1y4gqx

Paryż… Zakochany Paryż… czy jest coś bardziej banalnego niż zestawienie słów Paryż i miłość? No, może Wenecja i miłość, ale Paryż jest równie zużyty i sztampowy, jak Wenecja. Jeśli się oświadczać, to tylko w Paryżu. Tam jeździć w poślubne podróże i na singlowe wędrówki w poszukiwaniu namiętnego uczucia. Paryż podobno tętni miłością i chętnie się nią dzieli z przyjezdnymi.

Z legendą Paryża, jako miasta miłości postanowiło zmierzyć się kilkunastu reżyserów, którzy stworzyli historie opowiadające o zakochanych. Założeniem projektu było ukazanie różnych stron uczucia, dla których scenerią były poszczególne części francuskiej stolicy. Krótkie, pięciominutowe sekwencje stworzyli m.in. bracia Coen, Frederick Auburtin i Gerard Depardieu, Gurinder Chadha, Sylvain Chomet, Isabel Coixet, Wes Craven, Christopher Doyle, Tom Tykwer czy Gus van Sant. Każdy z nich we właściwy sobie sposób potraktował zadany temat – miłość w Paryżu.

Oczywiście nic z tych nowelek odkrywczego nie wynika, bo i wynikać nie musi. Wiadomo, że miłość jest ślepa, głucha, determinuje nasze wybory, może być przekleństwem lub wyzwoleniem. Autorzy krótkich filmików wykorzystali motywy, które znamy z ich projektów długometrażowych. Tom Tykwer zastosował dynamiczny montaż, przypominający jego „Lolę” a Isabel Coixet nakreśliła sentymentalny szkic o miłości, która odradza się dzięki śmierci. Nie uznałabym tego jednak za zarzut skierowany pod ich adresem.

Każdy z reżyserów starał się zawrzeć swoje artystyczne „natręctwa” w filmowej pigułce. Pokazał te motywy, tematy i przyzwyczajenia realizacyjne, które w nim tkwią. Osiemnaście pięciominutowych nowelek i tak bombardowało swoją różnorodnością, a dzięki rozpoznawalności poszczególnych reżyserów, każda z nich była na swój sposób „swojska”.

d1y4gqx

Trudno byłoby wyszczególnić kilka najlepszych ujęć Paryża zawartych w tym filmie -składance. Intrygowały zwłaszcza te zaskakujące zakończeniem, jak... „Parc Monceau” Alfonso Cuarona z Nickiem Nolte i Ludivine Sagnier w rolach głównych. Wydaje się, że aktorzy grają tu zakochaną parę, która wymyka się na potajemną randkę, okazuje się jednak, że wcale tak nie jest. Podobnie zaskakującą sytuację sprowokowała Natalie Portman u Toma Tykwera.

Jeden pożegnalny telefon dziewczyny wywołał całą lawinę wspomnień u jej niewidomego chłopaka (Melchior Belon). Z niedopowiedzeń i gry pozorów utkana jest również historia Richarda LaGravnese, w której wystąpili Fanny Ardant i Bob Hoskins. Kochankowie? Przyjaciele? Stare małżeństwo? Nie do końca wiemy, co łączy tych dwoje ludzi, którzy spotkali się w nocnym klubie na Placu Pigalle.

Mnie jednak najbardziej urzekły historie najprostsze, które pokazywały uczucia czyste, dopiero się rodzące, jakby niezależne od samych bohaterów. „Nad Sekwaną” to ujmująca fabuła, opowiadająca o zauroczeniu zwykłego francuskiego nastolatka piękną muzułmanką. W przestrzeni dzielnicy szesnastej rozgrywał się natomiast dramat matki, emigrantki, która codziennie zostawiała swoje dziecko, aby w jednej z dzielnic burżuazyjnych opiekować się cudzym. No i nie mogę zapomnieć groteskowej nowelki Vinzenzo Natali, który zaangażował Elijaha Wooda w historię o wampirach.

Piękny Paryż, dobrzy reżyserzy, znani aktorzy i… miłość w roli wisienki na szczycie tego tortu daje nam znakomite rozrywkowe kino, które relaksuje, a jednak nie ogłupia. Bawi i wzrusza, bez uczucia zażenowania. Polecam, jako jeden z tych nielicznych filmów przy których znakomicie się odpoczywa.

d1y4gqx
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1y4gqx