Ta rola to kolejny dar od losu. Daniel Olbrychski u boku megagwiazdy Angeliny Jolie zagrał agenta służb specjalnych. A teraz marzy o wyścigach samochodowych i prawdziwym amerykańskim westernie.
Rozmawiała Elżbieta Pawełek
SUKCES: Zdradzi pan, jak dostał rolę u Phillipa Noyce’a w jego najnowszym filmie „Salt”?
Daniel Olbrychski: Nie zabiegałem o nią. Po prostu Phillip Noyce złożył mi propozycję. Zgodziłem się z radością, bo rzadko się zdarza, żeby w amerykańskim filmie ważną rolę grał aktor słowiański czy nawet europejski. Nie jesteśmy gorsi, ale Amerykanie robią najczęściej filmy o sobie i mają dość własnych gwiazd, więc niepotrzebni im cudzoziemcy.
S: Ale Olbrychski się przebił. To sukces.
DO: Traktuję to jak prezent od losu. Ale w ostatnim półroczu miałem kilka takich prezentów. Zaraz po powrocie z planu w Ameryce poleciałem do Indii, gdzie zagrałem u wybitnego rosyjskiego reżysera Sergieja Sołowiowa w interesującym, współczesnym filmie. A niedawno wróciłem z planu w Wyszehradzie, gdzie mój wieloletni przyjaciel, magiczny węgierski reżyser Miklós Jancsó, realizuje swój kolejny film, „Szlag trafił sprawiedliwość”. U Miklósa gram już po raz czwarty. To w jego filmie „Una pacifista”, 39 lat temu, miałem szczęście partnerować Monice Vitti. Zawsze tak było, że zanim zamarzyłem o jakiejś roli, los już mi ją darował. Zagrałem w „Hamlecie”, zanim nabrałem powietrza w płuca i powiedziałem, że chciałbym mieć tę rolę. Każdy chłopak, czytając „Trylogię”, wyobraża sobie, że jest Kmicicem. Ja nim byłem na ekranie i odniosłem sukces, który do dziś tak pięknie się za mną snuje.
S: W filmie „Salt” gra pan rosyjskiego szpiega. Raczej nie będzie budził sympatii.
DO: To zdecydowanie negatywna postać. Ona nie będzie wzruszać. Ale ciekawa do zagrania. Wiem, że paru wybitnych amerykańskich aktorów bardzo chciało ją zagrać. Miałem tę przewagę, że jestem z tej części świata, więc mogłem wnieść pewien autentyzm. Film jest współczesnym thrillerem politycznym, ale nie mogę za dużo o nim opowiadać. Zabrania tego kontrakt.
S: Półtora miesiąca zdjęć w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Musiało być ciężko?
DO: Nie jest łatwo grać w obcym języku, zwłaszcza że angielski to mój czwarty język, po polskim, francuskim i rosyjskim. Ostatnio używałem go dość rzadko, więc jeszcze w Polsce zacząłem uczyć się roli. Ale potem się okazało, że dialogi były nieustannie zmieniane.