Trwa ładowanie...
d3lbe8k

Barbara Nielsen-McNaught: zawsze miałam dużo szczęścia [WYWIAD]

Barbara Nielsen-McNaught, z domu Karska, zagrała epizodyczną rolę w "Stawiam na Tolka Banana" i kilka odważnych scenach w "Anatomii miłości". Potem słuch o niej zaginął. Co dziś robi zapomniana aktorka PRL-u?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Barbara Nielsen-McNaught, 1970
Barbara Nielsen-McNaught, 1970 (Forum)
d3lbe8k

Łukasz Knap, Wirtualna Polska: W jednych źródłach pojawia się informacja, że urodziła się pani w Holandii, w innych, że w Polsce. Jaka jest prawda?
- Urodziłam się w Warszawie. Chodziłam do szkoły podstawowej na Białobrzeskiej, czyli na Ochocie. Miałam wspaniałe dzieciństwo, wychowałam się w ciepłym, kochającym domu. Świetnie wspominam wakacje w Międzyzdrojach, Sopocie i Zakopanem. Żadnych traumatycznych historii. Studiowałam prawo na Uniwersytecie Warszawskim.

Zanim trafiła pani na szklany ekran, była pani twarzą kosmetyków Polleny. Jak do tego doszło?
- Miałam 16 lat, gdy na ulicy zatrzymał mnie fotograf i zaprosił na próbne zdjęcia. Dostawałam coraz więcej propozycji pracy jako fotomodelka, aż wreszcie przyszła pierwsza propozycja filmowa.

Archiwum prywatne

Chodzi o "Egipcjanina w Polsce"? O tej produkcji wiemy najmniej.
- Ktoś zobaczył moje zdjęcie w jakiejś gazecie i zawołali mnie na próbę. Gdy tam przyszłam, producent wyglądał jak mafioso. Mały, przy kości, z cygarem większym od własnej głowy. Zaproponował mi rolę modelki, którą od razu odrzuciłam. Miałam siedzieć i nic nie mówić. Powiedziałam mu, że jestem zdolna i ambitna i nie zgodzę się na taką pierwszą rolę. Wyszłam z tych zdjęć, ale potem okazało się, że producent dostał obsesji na moim punkcie i powierzył mi główną rolę, którą miała grać Irena Karel. Chyba nie było jej z tego powodu miło. Obok naszego planu Andrzej Żuławski kręcił “Trzecią część nocy”.

Potem zagrała pani w "Stawiam na Tolka Banana" i w "Anatomii miłości”.
- Bardzo dobrze wspominam oba filmy. Mam same dobre wspomnienia z planu i współpracy z Romanem Załuskim i Barbarą Brylską.

Kadr z filmu "Stawiam na Tolka Banana"

*W tym drugim filmie miała pani kilka scen rozbieranych. Miała pani jakieś wątpliwości, żeby rozebrać się przed kamerą wtedy i w kolejnych filmach? *
- Nie, bo one były częścią historii. Poza tym, nie przesadzajmy, grałam w 15 filmach międzynarodowych, a sceny rozbierane były tylko w dwóch.

Potem wyjeżdża pani z kraju i znika z polskich ekranów. Jak do tego doszło?
- To nie było tak, że w Polsce było niedobrze, ale zachód mnie pociągał i dostałam propozycje, które mnie tam rzuciły. Dostałam kontrakt filmowy z niemiecką firmą Constantin Film. Przeprowadziłam się do Wiednia, a potem do Monachium. Grałam w filmach w Niemczech, Jugosławii, Francji, Austrii i Australii. Przyjmowałam także zlecenia jako fotomodelka. W Amsterdamie nakręciłam reklamówkę, w której wyglądałam jak Marilyn Monroe, zaczęłam trafiać na okładki gazet. To był szalony czas. Dzięki tej popularności dostałam dwuletni kontrakt na trzy główne role w roku. Pewnego razu zadzwonił telefon, bo wtedy wszystko się zaczynało od telefonów. Poszłam na wywiad i bez próbnych zdjęć dostałam główną rolę w filmie telewizyjnym "Tully". Zdjęcia były w Sydney, partnerowałam znanemu aktorowi Jackowi Thompsonowi. Oczywiście nie miałam pojęcia, że kiedyś będę mieszkała na stałe w Australii. Skąd miałam to wiedzieć? Miałam wtedy 23 lata. Jak na swój wiek zarabiałam naprawdę dobrze.

Archiwum prywatne

*Nie miała pani nigdy problemu z paszportem? *
- Nie. Dostałam paszport konsularny, miałam kontrakty filmowe. Byłam pierwszą żoną Andrzeja Jaroszewicza, syna naszego premiera. Do dzisiaj mamy dobre stosunki. Ze względu na nasze małżeństwo byłam szczególnie obserwowana. Nie wszystkim pasowało, że byłam modelką i aktorką. Tym większą miałam motywację, żeby wyjechać z kraju.

Archiwum prywatne

Jakie wrażenie zrobił na pani zachód? To przecież musiały być dwa różne światy. Gdzie Polska w latach 70., a gdzie Niemcy, Holandia i Australia...
- Gdy wyjechałam z Polski do Wiednia, poczułam absolutną wolność. Nikt nikogo nie obserwuje. Nikt za nikim nie chodzi. Po filmie czarno-białym kolorowy. To były zabawowe czasy. W Sydney w tamtych czasach ludzie chodzili po restauracjach, bawili się na dancingach. I tak żyją do tej pory. Po Australii znalazłam się w Paryżu.

Archiwum prywatne

Gdzie zagrała pani rolę po francusku. Ma pani taką łatwość nauki języków? Czy może nałożyli głos lektorki?
- Pierwszy film niemiecki nakręciłam, nie mówiąc po niemiecku. Francuski - nie znając francuskiego. Po prostu uczyłam się całych list dialogowych. Z tym francuskim reżyserem jest związana zabawna historia. Poznałam go w Wiedniu. Zapytał mnie po angielsku, czy mówię po francusku. Powiedziałam, że trochę tak, co nie do końca było prawdą (śmiech). Dał mi rolę. W kilka dni musiałam wykuć na blachę pięć stron tekstu. Pomógł mi uczeń szkoły podstawowej Andrew. Odrobiłam z nim pracę domową i nakarmiłam, w zamian on mi pomógł opanować listę dialogową. Udało się. Warunki na planie filmu francuskiego to bajka. Dużo luzu. Zdjęcia zaczynają się o 11 lub w samo południe, a nie o 4 rano. Nie ma pośpiechu, jest za to czas na obiad. Potem opanowałam język na tyle dobrze, że przyjęły mnie trzy agencje aktorskie. Wtedy przeniosłam się z Wiednia do Paryża. Zwykle dostawałam role Niemki, Rosjanki albo Polki ze względu na akcent.

Archiwum prywatne

Teraz mieszka pani z mężem i dziećmi w Australii, gdzie prowadzi pani talk show "Hello Darlink!". Ludzie rozpoznają, że jest pani Polką?
- Główkują, gdy słyszą mój akcent. Mam nadzieję, że nie mam akcentu, gdy mówię po polsku (śmiech). Czasami ludzie pytają mnie, skąd we mnie tyle odwagi. Miałam kochanych rodziców, którzy zawsze kiwali głową i mnie nigdy nie zatrzymywali. Po prostu taka się urodziłam. Poza tym zawsze miałam bardzo dużo szczęścia.

Ma pani 68 lat, ale nie zwalnia. Skąd ma pani tyle energii?
- Mam szczęście, że kocham to, co robię. To mi daje napęd i energię do działania. Jestem bardzo zajęta, prowadzę fundację Momentum For Australia, robię imprezy, które wspomagają ważne cele np. walkę przeciwko przemocy wobec kobiet. Mój ostatni projekt nazywa się “Men in Black” i ma na celu uświadomienie problemu depresji i samobójstw mężczyzn, którzy zabijają się cztery raz częściej niż kobiety. W ten sposób straciłam wielu moich znajomych. Na moje imprezy przychodzą sportowcy, żołnierze służący w Afganistanie, aktorzy, sportowcy, którzy dzielą się historią swojej depresji. Szukali pomocy i ją znaleźli. Ich historie dodają otuchy i odwagi, aby dzielić się swoimi problemami, nie obawiać się poprosić o pomoc. Na tych imprezach poznaję fantastyczne osoby z świetnymi historiami.

Archiwum prywatne

Które później zaprasza pani do programu “Hello Darlink”?
- Dokładnie tak. Chce łączyć ludzi z całego świata, pokazywać przykłady tych, którzy nigdy się nie poddali i potrafili wyjść z największego dołka. Świat potrzebuje inspiracji! Ludzie lubią się dzielić ze mną historiami ze swojego życia, ufają mi. Nawet jeśli ich nie znam.

Jak się czuje pani w Polsce, gdy tu wraca?
- Polska jest piękna. Przyjeżdżam raz na rok. Ludzie są wolni. Widzę kreatywność rodaków na każdym kroku. Niczego tu nie brakuje. Polska jest międzynarodowa, nie ma kompleksów. Pogoda mogłaby się trochę poprawić, ale na to nie mamy wpływu, prawda?

Forum
d3lbe8k

Podziel się opinią

Share

d3lbe8k

d3lbe8k