Trwa ładowanie...

Joanna Brodzik: Piękno rodzi się w środku

Share
Joanna Brodzik: Piękno rodzi się w środku
Źródło: AKPA, Jacek Kurnikowski
d1o532i

Jest piękna i podziwiana przez widzów. Najpierw jako Kasia, później jako Magda M., a ostatnio w kinach jako Sygita. Nie przywiązuje się jednak do swego ekranowego wizerunku. Lubi zmiany - równie dobrze może być uroczą blondynką, jak i brzydkim rudzielcem. Ciało uważa za podstawowy warsztat aktorski.

Z Joanną Brodzik rozmawiamy o dzieciństwie, przyjaźni, śmierci, o domu i kondycji polskiego kina.

**

Na festiwalu filmowym w Gdyni reprezentowała Pani film "Jasne błękitne okna" w reżyserii Bogusława Lindy. Gra w nim Pani postać Sygity, a Pani rola została już nagrodzona na festiwalu w Cieszynie. Film porusza wiele ważnych, archetypowych tematów - miłość, przyjaźń, samotność, dzieciństwo, śmierć... Czym jest ten film dla Pani?**

d1o532i

Dla mnie to przede wszystkim ogromny sukces, ale nie związany z tym, że film jest pokazywany na festiwalach i nagradzany. Ujęło mnie to, że jest tak pięknie odbierany przez widzów. To sukces Beaty Kawki, której energia sprawiła, że mogliśmy się spotkać przy tym projekcie. To ona zebrała wokół siebie tych wszystkich, którzy teraz mogą stawać na scenie i kłaniać się publiczności. Cieszę się, że jej się udało, to jest dla mnie najważniejsze.

**

Skoro już o przyjaźni mowa, myśli Pani, że nitki przyjaźni zadzierzgnięte w dzieciństwie są trwalsze niż te, które pojawiają się, kiedy jesteśmy już dojrzali, sławni i bogaci...**

d1o532i

Im człowiek starszy, tym trudniej się zaprzyjaźnia. Przyjaźnie z dzieciństwa charakteryzują się tym, że nawet jeśli są przez wiele lat nieużywane, to są, chociaż ich nie widać. Z przyjacielem z dzieciństwa można po dwudziestu latach usiąść przy stole i zacząć rozmawiać jakby się go widziało pięć minut temu. Czas, który upłynął od ostatniego spotkania, nie ma tak naprawdę znaczenia. Ani to, co się w tym czasie zdarzyło w naszym życiu. Patrząc na niego widzi się i siebie i jego sprzed tych dwudziestu lat, kiedy wszystko jeszcze mogło się wydarzyć...

**

Tym właśnie jest dla Pani dzieciństwo - rodzajem krainy niewinności i marzeń, "świętym i czystym"...**

d1o532i

Dzieciństwo, moje również, to nie tylko lukrowane ciasteczka i laurki. Rzeczy, które nas dotykają, ranią, krzywdzą, sprawiają, że stajemy się tym, kim jesteśmy. One muszą nas spotkać. Ale dzieciństwo jest podstawą, do której czasami warto wrócić, a o której łatwo się zapomina. Zapomina się o tym, kim się chciało być, gdzie się chciało pojechać, zapomina się jak fajnie jest sobie poskakać, albo położyć się na trawie. Czasami warto poszukać w sobie tego dziecka i pozwolić mu na chwilę zawładnąć sobą.

**

A czy Pani została tym, kim chciała zostać w dzieciństwie?**

d1o532i

Nie zostałam pielęgniarką ani kosmonautą, ale dzięki temu, co robię mogę być każdym, bo każda rola, to spotkanie z innym człowiekiem i z inną historią. W jakimś sensie spełniło się więc marzenie mego dzieciństwa, ponieważ mogę być kim tylko chcę.

**

Ma Pani jakiś szczególne wspomnienie z dzieciństwa, do którego często Pani wraca?**

d1o532i

Pewnie, ale jeśli chodzi o wspomnienia to warto przytoczyć zdanie, które powiedział ktoś mądry, że wspomnienia dlatego są takie piękne, ponieważ możemy zrobić z nimi wszystko. Czyli nie zawsze pokrywają się z tym, co naprawdę miało miejsce w rzeczywistości. Bardzo lubię wspominać czas, który spędziłam z babcią. Moje wspomnienia są w większości z nią związane. Pamiętam zabawy z babcią w latanie nad rynkiem, chociaż wcale nie latałyśmy, to w wyobraźni jednak unosiłyśmy się w powietrzu. Babcia dała dużo magii mojemu dzieciństwu, za co jestem jej bardzo wdzięczna. **

Czyli to jednak prawda, że dzieciństwo jest czymś magicznym, a z czasem skłonni jesteśmy je mityzować?**

Oczywiście, że tak. Ze wspomnieniami można przecież zrobić wszystko...

d1o532i

**

Na drugim końcu tej tęczy, która zaczyna się w dzieciństwie pojawia się śmierć. Podobno o śmierci mówi się najtrudniej...w "Jasnych błękitnych oknach" miała Pani możliwość dotknąć tego zjawiska. W końcu gra Pani kobietę umierającą...**

My - ludzie żyjący na progu XXI wieku, w naszej galopującej, młodej demokracji, wszyscy, ci, którzy żyją w wielkich aglomeracjach, w cywilizacji bułki i dolara, szybkości i komputera - odsuwamy od siebie śmierć. Nie umiera się w domu, jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ludzie boją się śmierci, nie potrafią sobie poradzić z odejściem kogoś bliskiego. Po trosze dzieje się tak dlatego, że coraz mniej naturalności jest w tym, co przecież najnaturalniejsze... Śmierć jest etapem życia. Przez wieki tak było. Ludzie rodzili się w domu i umierali w domu. Umierali przy bliskich, we własnych łóżkach. Teraz umierają w szpitalnych salach, kompletnie sami. Myślę, że ten film w sposób istotny dotyka tego, że choćby się w siebie nie wiem jakie kremy wklepywało i nie wiem, jak szybki samochód miało i nie wiadomo jaki sukces osiągnęło, to śmierć i tak nas nie ominie. Warto się do tego przygotować.

**

Na festiwalu w Gdyni zaprezentowano kilka interesujących filmów, jak choćby "Pora umierać" Doroty Kędzierzawskiej, ze wspaniałą kreacją Danuty Szaflarskiej. Uważa Pani, że mówienie w kółko o kryzysie w polskim kinie jest zasadne? Czy ciągle będziemy się wyręczać słowami inżyniera Mamonia z "Rejsu" - "nuda, nic się nie dzieje"...?**

Z mojego punktu widzenia największym problemem polskiego kina jest brak sprawnego mechanizmu, który by pozwalał w sposób naturalny wspierać tych, którzy wychodzą ze szkół filmowych, żeby mogli się kształcić, zdobywać doświadczenie, porównywalne do doświadczeń kolegów w Europie. To powinno zacząć się już w szkole filmowej. Przyszli filmowcy powinni np. mówić biegle w kilku językach. Profesorowie powinni w nich wzbudzać chęć porównywania się z rówieśnikami na całym świecie. A potem powinien zadziałać mechanizm, który by tych młodych z potencjałem wspierał tak, żeby spotykali na swojej drodze zawodowej ludzi z większym doświadczeniem, którzy będą w stanie pomóc im przejść do kolejnego etapu. Takiego sprawnego mechanizmu nie ma. Ale wierzę, że już powstaje.

**

Absolwenci polskich szkół filmowych są bardziej zakompleksieni i mniej pewni siebie niż reszta Europy i świata?**

To się zmienia. Jeśli nie ma wsparcia i ktoś, kto wychodzi ze szkoły trafia w próżnię, wówczas następuje brutalna weryfikacja przez kawałek chleba. Bardzo często ludzie rozstają się ze swymi marzeniami i ze swoim potencjałem, który mogliby wykorzystać robiąc rzeczy wspaniałe, a robią tylko dobre.

**

Czy Pani też przeżyła taki szok po wyjściu ze szkoły aktorskiej?**

Na szczęście miękko weszłam w zawód. Swoją puszkę dziegciu dostałam później. Debiutowałam na czwartym roku, a potem przez prawie pięć lat właściwie nie grałam. Myślę, że każdy powinien przejść etap bezrobocia, żeby potem już zawsze szanować swoją i cudzą pracę.

**

W tej chwili szanuje Pani swoją pracę bardziej?**

Tak. W tym zawodzie trzeba ją bardzo szanować, zresztą jak w każdym.

**

Doświadcza Pani na co dzień syndromu Magdy M? Nie męczy Panią ciągłe porównywanie do tej serialowej postaci?**

Przechodziłam już syndrom Kasi, teraz Magdy M... Jeszcze trzy lata temu wszyscy rozmawiali ze mną na temat syndromu Kasi, teraz rozmawiają ze mną o syndromie Magdy i bardzo bym sobie życzyła, żeby za trzy lata zapytali mnie pani o syndrom Kazi, Zdzisi czy kogoś innego. Będzie to oznaczało, że moja robota znowu została należycie wykonana.

**

Ale to miło jest mieć fanów gotowych identyfikować się z ulubioną postacią filmową?**

Cieszę się, jeśli ktoś życzliwie odbiera moją pracę. Natomiast, co ktoś po drugiej stronie ekranu postanawia zrobić ze swoim życiem, to jego prywatna sprawa i nic mi do tego. Nie chcę brać na siebie odpowiedzialności za kogoś, kto zostanie prawnikiem, dlatego, że oglądał serial o prawnikach. Ale jeśli jego życie zmieni się na lepsze, to tylko pogratulować...

**

Niektórym zagorzałym fanom pewnie trudno jest zrozumieć, że prywatnie w chwilach depresji nie objada się Pani lodami i popcornem i nie głaszcze ulubionego kota Mariana...**

Nie, tak robi postać - Magda Miłowicz. Poza tym ja mam uczulenie na koty (śmiech).

**

Żadnego zwierzątka w domu Pani nie posiada?**

Niestety, nie.

**

Nawet rybki?**

Ponieważ często i długo bywam w pracy, więc z miłości do zwierząt, nie mam żadnego.

**

Jaki jest Pani dom? Otwarty? Czy przeciwnie, uważa Pani, że dom jest prywatną twierdzą, do której nikt nie powinien zaglądać?**

Jestem typem biesiadującym, więc mój dom zazwyczaj nie ma drzwi zamkniętych na klucz. Bardzo lubię, kiedy jest w nim rodzina i przyjaciele, kiedy ktoś gotuje, ktoś przyjeżdża, ktoś wyjeżdża. Taki dom jest dla mnie źródłem siły. Nie dla mnie dom pusty i obwarowany. **

Serwuje Pani swoim gościom jakieś smakołyki?**

Tak, bardzo często. Kocham gotować. Głównie jest to kuchnia śródziemnomorska. Uważam, że jest najzdrowsza. Szczegółowych przepisów nie będę jednak podawać. Niech to pozostanie sekretem dla wtajemniczonych.

**

Uważana jest Pani za piękną kobietę...**

Zawsze przekazuję te informacje rodzicom...(śmiech).

**

Jest takie powiedzenie, że ładnemu we wszystkim ładnie. Pani również?**

Mnie fatalnie jest w zjadliwym żółtym, więc to chyba nie do końca prawda... Ładnemu, to według mnie takiemu, który w środku ma porządek i dobrze się czuje we własnej skórze. Piękno rodzi się w środku, a nie na zewnątrz.

**

Lubi Pani zmiany w wyglądzie. Często zmienia Pani kolor włosów?**

Zmieniam się. W ten sposób przygotowuję się do kolejnych zadań zawodowych. Każdy ma swoją metodę. Ja szukam w zmianach fizyczności, w możliwościach, które znajduję najpierw w swoim ciele. Lubię zmiany. Nie boję się ich. Nie ma problemu - mogę być niskim, grubym, rudzielcem, mogę być smukłą łysą z charakterem. Moje ciało jest moim warsztatem.

**

Nie boi się Pani wyglądać niekorzystnie. Zgodziła się Pani na bardzo odważną sesję dla magazynu "Exklusiv". Była tam Pani krwawą Panią Zemstą z toporem i piłą mechaniczną w dłoni...**

Świetnie mi się pracowało i wierzę, że teraz posypią się propozycje horrorów, w których to nie ja będę grała ofiarę...(śmiech).

**

Dziękuję za rozmowę.**

d1o532i

Podziel się opinią

Share
d1o532i
d1o532i