Trwa ładowanie...
d4lbocl

Marcin Wrona we wspomnieniach żony. Śmierć nadziei polskiego kina była ogromnym szokiem

40. Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni zakończył się dla Olgi Szymańskiej tragicznie. To ona znalazła ciało męża w gdyńskim hotelu i to jej życie wywróciło się do góry nogami. Chcąc, by pamięć o Marcinie Wronie przetrwała, żona reżysera opowiedziała o nim na lamach "Pani".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Śmierć Marcin Wrony to ogromna strata dla polskiej kinematografii.
Śmierć Marcin Wrony to ogromna strata dla polskiej kinematografii. (Wikimedia Commons CC BY, Fot: Piotr Liwiec)
d4lbocl

Minęły już prawie trzy lata od tragicznej śmierci jednego z najbardziej utalentowanych młodych reżyserów. Podczas 40. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni został zaprezentowany "Demon" Marcina Wrony. Zebrał świetne recenzje. Nikt nie spodziewał się, że niedługo później żona znajdzie ciało Wrony w hotelowym pokoju. Gdy tragiczna informacja trafiła do mediów, zaczęto przypuszczać, że popełnił samobójstwo. Plotki potwierdziła sekcja zwłok. Wrona powiesił się w hotelowej łazience.

Wszystkim trudno było uwierzyć w to, co się wydarzyło. Swój żal wyraził wówczas Krzysztof Spór – dziennikarz filmowy i publicysta. – Wstrząs i niedowierzanie, to tylko dwa słowa, które cisną mi się na usta. Wielka tragedia, wielka strata, to będzie smutny czas.

Bólu nie krył wówczas również Piotr Kletowski, filmoznawca i krytyk. – Odszedł w momencie, kiedy znalazł się na szczycie zawodowej kariery. Mogę śmiało powiedzieć, że był najwybitniejszym polskim reżyserem młodego pokolenia, który z powodzeniem mógł kręcić za granicą.

d4lbocl

Słowa Kletowskiego potwierdziła w rozmowie z "Panią" Olga Szymańska – żona zmarłego reżysera. – "Demon" miał bogatą "karierę festiwalową". Podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto, na którym byliśmy jeszcze we dwoje, dostaliśmy propozycję od amerykańskiego agenta – mówiła.

Ostatnie trzy lata były dla Szymańskiej niezwykle trudne. Nie rozumiała, dlaczego stało się tak, jak się stało. Musiała przewartościować swój świat.

– Ustaliłam sama ze sobą, że muszę jakoś przejść przez to wszystko. Oczywiście, był taki czas, że zupełnie się wycofałam. Nie chciałam wychodzić z domu. Ale znaleźli się ludzie, którzy mnie stamtąd wyciągali – mówiła w rozmowie z "Panią".

d4lbocl

– Najcięższym, choć jednocześnie najbardziej oczyszczającym momentem, był mój wyjazd do Ameryki Południowej, pół roku po śmierci Marcina. To miała być nasza spóźniona podróż poślubna: Chile i Argentyna… Tam obchodziłam moje 30. urodziny. Tam również spędziłam pierwsze urodziny Marcina już bez niego – kontynuowała.

Szymańska i Wrona tworzyli dobraną parę. On był od niej starszy o 13 lat. Uczyli się od siebie wzajemnie.

– Ten związek bardzo mocno na mnie wpłynął, ukształtował mnie. Ale w drugą stronę też tak było – przyznaje.

Szymańska chce, aby pamięć o jej mężu wciąż była żywa. – Nieprzerwanie prowadzę firmę produkcyjną, którą założyliśmy z Marcinem przed siedmioma laty. Wciąż szukam dobrego pomysłu na to, co mogłabym jeszcze zrobić, aby upamiętnić jego twórczość i osobę.

Materiały prasowe

Oprócz zajmowania się firmą, Szymańska przez długi czas podróżowała z "Demonem". Jeździła na festiwale na całym świecie, gdzie film zdobywał ogromne uznanie krytyków i widzów.

d4lbocl

– Mój pierwszy samotny wyjazd to był międzynarodowy Festiwal filmowy w Hajfie, gdzie "Demon" zdobył nagrodę dla najlepszego filmu – mówiła.

Odbieranie nagród za ukochanego było dla niej naprawdę trudne. Jednak ważniejsze okazało się to, by wszystko dokończyć w jego imieniu. Wiedziała bowiem, że był artystą, któremu należą się pokłony. Ciężko pracował na swój sukces, a przy tym wszystkim nie zaniedbywał ani jej, ani rodziny i przyjaciół.

Marcin Wrona planował kolejne produkcje. W duecie z Pawłem Maśloną chciał stworzyć film "Mord". Ponadto miał ambicje, by wyreżyserować musical "Lili" o aktorce i szansonistce.

d4lbocl

– Akcja miała się rozgrywać w czasie drugiej wojny światowej – zdradza w rozmowie z "Panią" Olga Szymańska. – Często wpadał na różne pomysły, które miały wspólny mianownik. Marcin chciał zostawiać widzów z pytaniami i przemyśleniami.

Szymańska wciąż ma żal do losu, że Wrony już nie ma. Jednak, jak sama przyznaje, z każdym dniem jest jej coraz łatwiej zaakceptować rzeczywistość. – Pojawia się myśl, że nic w życiu nie jest dane na zawsze. Wiem już, że warto czerpać z chwili, która trwa, nie myśląc zbyt wiele o przyszłości – dodała.

Śmierć Marcina Wrony to tragedia przede wszystkim dla jego bliskich. Niewątpliwie jednak dużą stratę poniosła także polska kinematografia.

d4lbocl

Podziel się opinią

Share

d4lbocl

d4lbocl