Trwa ładowanie...
d1m5tf8
27-11-2006 09:28

Polacy kręcili we Wrocławiu film o Maksie Schmelingu

d1m5tf8
d1m5tf8

Najpierw był pupilkiem Hitlera. Pasował do ideologii nazistowskiej. Twardy, aryjski blondyn o szybkich rękach. Kiedy dał się pokonać czarnoskóremu, popadł w niełaskę. Na szczęście dla niego - pisze "Słowo Polskie Gazeta Wrocławska".

Harley z przyczepką, rocznik 1933 po raz piąty przejeżdża po polnej ścieżce. Do znudzenia, wciąż ten sam odcinek. Kamera śledzi każdy ruch, rejestruje każdy szczegół, nawet najmniejszy grymas na twarzach siedzących w nim statystów. W koszu leciwego motoru skupiona Janina Sternik. Wrocławianka. W czarnym płaszczu z białą koronką na wierzchu, niemodnym kapeluszu i lśniącą torebką sprzed kilkudziesięciu lat. Razem z córką i synem zaraz będzie miała wypadek. Wie, że skończy się on tragicznie. To scena z życia młodego Maksa Schmelinga, obiecującego niemieckiego boksera. Jest rok 1934.

Jego siostra po dwóch dniach zmarła w szpitalu. Miała 14 lat - opowiada Piotr Strzelecki z firmy Tempus, realizującej w stolicy Dolnego Śląska dokument o Schmelingu dla niemieckiej telewizji ZDF.

Filmowy Schmeling, Mateusz Malujda, był dla Strzeleckiego odkryciem. Długo szukał podobnej twarzy o wyraźnie zarysowanej szczęce, podobnej posturze i zacięciu w walce. Pomogły kluby sportowe. Malujdę wyłuskano z wrocławskiej Gwardii Wrocław. Był idealny. Ale na ekranie Polak nie powie żadnego słowa. Wystarczy, że jest. W kilku sekwencjach upozoruje walkę w starym stylu. Z rękami ułożonymi tak nisko, że trudno mu będzie trafić przeciwnika.

d1m5tf8
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1m5tf8