"Róbcie, co chcecie". Jak Witkowski dostał "lanie" od Jasona Stathama
Od minionego piątku w polskich i amerykańskich kinach można oglądać "Fachowca", którego scenarzystą i współproducentem jest Sylvester Stallone, zaś gwiazdą Jason Statham. W drugoplanowej roli wystąpił w filmie Piotr Witkowski. Polski aktor opowiedział, jak wyglądała praca w hollywoodzkiej produkcji.
Podczas minionego weekendu "Fachowiec" znalazł się na czele listy przebojów w amerykańskich kinach, co na pewno jest sporym sukcesem dla produkcji, która kosztowała tylko (jak na hollywoodzkie standardy) 40 mln dolarów. Na portalu Rotten Tomatoes film zebrał 52 proc. pozytywnych opinii od krytyków (czyli taki przeciętniak), ale aż 90 proc. od widzów.
"Film przenosi widzów do czasów kina z lat 90., w których bohater w pojedynkę wymierza sprawiedliwość złym ludziom. Zgodnie z obowiązującą wówczas zasadą, akcja skupia się na głównym wątku i scenach z wykorzystaniem pięści, nóg oraz wszystkiego, co może unieszkodliwić przeciwnika. ‘Fachowiec’ nie próbuje udawać niczego, czym nie jest, dzięki czemu ogląda go się nadspodziewanie dobrze" – czytamy w jednej z recenzji na Rotten Tomatoes.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Fachowiec - Oficjalny zwiastun #1 pl
W filmie, obok Jasona Stathama, wystąpił polski aktor Piotr Witkowski (znany z serialowego hitu Netfliksa "Idź przodem, bracie"). Wcielił się w postać Vanko – członka rosyjskiej mafii zajmującej się handlem ludźmi. Polski aktor w jednej ze scen miał przyjemność osobiście pojedynkować się z Jasonem Stathamem. Łatwo się domyślić, że dostał niezłe "lanie". Cóż, taka jest dola drugoplanowych postaci, które zadzierają z głównym bohaterem.
"Choreografii walk uczyliśmy się miesiąc przed wejściem na plan, na pięciu-siedmiu próbach. Potem nagrywaliśmy to dla produkcji do akceptu i w ten sposób powstawała scena. Na planie trzeba scenę już tylko nakręcić" – zdradza kulisy filmu Witkowski w rozmowie z Gazetą.pl.
O Jasonie Stathamie powiedział: "Nie spodziewałem się, że jest to taki miły, otwarty facet. Zawodowy koleżeński i nieprawdopodobnie profesjonalny. Jako koproducent nie tylko grał i walczył, ale także akceptował ujęcia na bieżąco na planie. Muszę przyznać, że jak rzadko zdarza mi się stracić język w gębie, to spotkanie idola z młodości spowodowało, że nawet nie mam z nim zdjęcia, bo strasznie mnie zawstydzała ta cała sytuacja. Także z nim, jako chyba jedynym, rozmawiałem tylko w trakcie pracy, prawie wyłącznie o samej scenie. Chociaż z dumą muszę przyznać, że pochwalił mnie na planie za sprawność".
Polski aktor wspomniał także o nietypowym stylu pracy reżysera Davida Ayera, który ma na swoim koncie takie filmy, jak "Sabotaż" z Arnoldem Schwarzeneggerem, "Furię" z Bradem Pittem czy "Legion samobójców" z Williem Smithem i Margot Robbie: "David nie dawał żadnych uwag. Robiliśmy scenę i mówił tylko: ‘dobrze, mamy to, idźmy dalej’. Wszyscy aktorzy byli lekko zdezorientowani. Aczkolwiek by oddać mu honor, muszę przyznać, że po próbie aktorskiej z całą obsadą, gdzie improwizowaliśmy bardzo dużo, powiedział: ‘to są wasze role i róbcie z nimi, co chcecie’. Mniej więcej, w ramach tego co było zapisane w scenariuszu, tak właśnie było".
"Polskie Emmy" rozdane. Kto wygrał w plebiscycie Top Seriale 2025? Nowe "Studio", które trochę dzieli, trochę bawi, a na pewno przyprawia o ciarki żenady. Fenomenalne "Dojrzewanie", o którym nie da się zapomnieć i grube miliony na "The Electric State". O tym w nowym Clickbaicie. Znajdź nas na Spotify, Apple Podcasts, YouTube, w Audiotece czy Open FM. Możesz też posłuchać poniżej: