Trwa ładowanie...
dyqgmcw
04-12-2006 18:08

Dowcip latający na wysokości pasa

Share
dyqgmcw

Jak bardzo bolesne może być rozstanie superbohaterki ze zwykłym chłopakiem? Okazuje się, że wybitnie. Szczególnie dla widzów.

G- Girl (Uma Thurman)
, która dba o porządek i ład na ulicach Nowego Yorku, w normalnym życiu przybiera postać Jenny Johnson, skromnej kuratorki muzeum. Pewnego dnia w metrze próbuje poderwać ją nieśmiały Matt Saunders (Luke Wilson).

Tak zaczyna się ich gorący romans. Szybko jednak okazuje się, że powinności wobec świata czynią G-Girl znerwicowaną i wymagającą, co źle wpływa na jej relacje z ukochanym. Kiedy Matt postanawia się z nią rozstać superbohaterka poprzysięga zemstę. I rzeczywiście zrobi wszystko, żeby zniszczyć mu życie.

Według reżysera Ivana Retmana, który na swoim koncie ma takie kultowe komedie jak "Pogromcy duchów" czy "Bliźniacy", taka odwrócona historia - kiedy to kobieta jest superbohaterem, a mężczyzna przeciętniakiem jest urocza i zabawna. A konsekwencje niespełnionej miłości, mimo niezwykłości sytuacji, bardzo życiowe.

Teoria bardzo... mylna. Luke Wilson gra poczciwego i nudnego architekta, a neurotyczna superbohaterka w wykonaniu Umy Thurman jest irytująca do granic możliwości.

Całą historię można spokojnie określić jako wyjątkowo bzdurną, co gorsza, nie mającą ani trochę uroku. Dodatkowo dowcipy latają na wysokości pasa.

Dla osłody na ekranie pojawia się Rain Wilson, świetny aktor komediowy, który zasłynął rolami w serialach "Sześć stóp pod ziemią" i "The Office". To jednak zdecydowanie za mało, żeby pozbyć się skrajnej irytacji, jaką ten film wywołuje.

dyqgmcw
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dyqgmcw
dyqgmcw