Trwa ładowanie...
d4i2msl

Jiri Menzla patent na Hrabala

Share
d4i2msl

Niewielu wierzyło, że to się może udać, po 12 latach odpoczynku od kina, Jiri Menzel powraca w ekranizacji jednej z najlepszych książek Bohumila Hrabala. To już szóste spotkanie Menzla z prozą czeskiego mistrza, ale pierwsze bez jego współpracy. Wynik: arcydzieło.

„Obsługiwałem Angielskiego Króla” uchodzi za najbardziej osobistą książkę pisarza. Opowieść o życiu Jana Dite, kogoś w rodzaju czeskiego obywatela Piszczyka. Dite chciał od życia bardzo niewiele, ot zostać milionerem, mieć swój własny hotel, gdzie przyjmowałby gości z wyższych sfer. Taki w jakim sam pracował jako kelner w okresie międzywojennym, skąd przeniósł się do wielkiej Pragi, by dalej wdrażać się w fachu pod okiem najlepszych.

Wszystko idzie zgodnie z planem, pieniądze sukcesywnie odkładane, dają nadzieję na realizację marzeń. Życie jest piękne, pracodawcy chwalą, kobiety okazują czułe względy. Ale taka już karma tej części Europy, że jak jest dobrze, to zaraz będzie gorzej. Przychodzi wojna, Jan kolaboruje z niemieckim okupantem, nawet żeni się z nazistką. Po 1945 wreszcie udaje mu się dopiąć swego.

Na sprzedaży zagrabionych podczas wojny znaczków, dorabia się fortuny i kupuje upragniony hotel. Tylko, że nie ma już milionerów, którzy mogliby go zapełnić, jest za to władza ludowa, która pewnego dnia zjawia się u Jana, informując, że cały jego majątek to od tej chwili własność państwa. Dite ląduje w więzieniu, po wyjściu zamieszkuje w górach, gdzie w starej chacie, pełnej poniemieckich luster wspomina swoje życie.

d4i2msl

Menzel okroił oryginalna opowieść, usunął parę wątków inne dodał (postać właściciela hotelu pana Waldena, czy ochmistrza Skowronka), skupił się na tym co najistotniejsze, a co mogłoby… umknąć przy próbie drobiazgowej rekonstrukcji hrabalowskiego świata. Mianowicie opowieść o człowieku, jego małych radościach i oczekiwaniach, które bezwzględnie krzyżują niesprzyjające wiatry historii. Choć może słowo „niesprzyjające” nie jest tu najwłaściwsze.

Jan Dite bowiem, mimo trudnych doświadczeń, wydaje się na tę historię całkowicie odporny. Przyzwyczajeni do polskiej martyrologii i kultu cierpiętnictwa, spodziewalibyśmy się zapewne opowieści o bohaterze lub zdrajcy, człowieku wielkim lub wstydliwie małym i żałosnym. Menzel na szczęście nie bawi się w podobne rozgraniczenia, próbując pokazać bohatera jako kogoś w pełni niezależnego.

Kogoś kto nie jest bohaterem, ale i nie jest gnidą. Kogoś kto nie chce ginąć za ojczyznę („Czesi nie walczą” – mówi w pewnym momencie Dite), jest tchórzem, ale się tego nie wstydzi. Człowiekiem, który wie, że podsumowując swoje życie, nie będzie wspominał „wielkich ideowych wyborów”, a raczej te krótkie ulotne chwile – piwo wypite w małej knajpce w słoneczne przedpołudnie, piękne kobiety z jakimi zdarzyło mu się być, czy nawet marzenia, których nigdy nie udało mu się spełnić, ale które zawsze go napędzały.

Świat Menzla- Hrabala to sen o życiu i marzeniach, które rozgrzeszają nawet najbardziej okrutną epokę. Nieważne jak Ciebie zapamiętają, ważne byś ty miał co pamiętać – zdaje się mówić reżyser. Piękny, dowcipny, ale i niezwykle melancholijny film Jirego Menzla trafia na nasze ekrany w dokładnie dziesiątą rocznicę śmierci Bohumila Hrabala. Trudno wyobrazić sobie lepszy prezent dla czeskiego mistrza.

Oceń jakość artykułu:
Zależy nam na podnoszeniu jakości naszego dziennikarstwa. Twoja opinia jest dla nas ważna!
d4i2msl

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4i2msl
d4i2msl