Trwa ładowanie...
d21h2rb
27-04-2007 07:01

Krwawy diament (Blood Diamond)

d21h2rb
d21h2rb

Całe zło tego świata bierze się stąd, że amerykańskie dziewczyny chcą od swoich narzeczonych dostawać pierścionki z diamentem. Tak przynajmniej wynika z filmu "Krwawy diament".

Akcja rozgrywa się pod koniec lat 90. w Sierra Leone. Solomon Vandy (Djimon Hounsou)
zostaje porwany przez partyzantów i dociera do położnej na odludziu kopalni diamentów. Gdy mężczyzna trafia na wielki kamień ukrywa go, licząc, że z pomocą diamentu uda mu się uratować rodzinę. Swoje plany wobec skabru ma jednak także przemytnik Danny Archer (Leonardo DiCaprio). Za sprawą tych dwóch mężczyzn dziennikarka Maddy Bowen (Jennifer Connelly)
będzie mogła napisać materiał życia.

"Krwawy diament" miał szansę być całkiem niezłym obrazem, gdyby zamiast Amerykanina zrobił go np. Chińczyk i gdyby zamiast Leonardo DiCaprio zagrał w nim chociażby Clive Owen. Gdyby reżyserował Chińczyk, otrzymalibyśmy niezły obraz przygodowy rozgrywający się w brutalnych realiach Afryki. Zapewne Chińczyk nie wpadłby na pomysł, by w środku afrykańskiej dżungli pojawiali się ludzie mówiący znakomicie po angielsku. Trudno też przypuszczać, by chiński twórca zechciał w usta swoich bohaterów wsadzić tyle patetycznych zdań.

Gdyby natomiast w produkcji pojawił się Clive Owen, nieco łatwiej byłoby uwierzyć w jego umiejętności na polu walki. Zapewne brytyjski aktor z większą gracją zagrałby również zimnego drania o gołębim sercu.

d21h2rb

Leonardo DiCaprio to osoba pełna uroku i nienajgorszy aktor, lecz nie wiedzieć czemu od dłuższego czasu jest tragicznie obsadzany. Zarówno rola w filmie "Infiltracja", jak i teraz w "Krwawym diamencie" powinna trafić do kogoś innego. DiCaprio zarówno jako krwawy mafioso, jak i cyniczny przemytnik wypada blado. Być może kiedyś dorośnie do tego typu postaci, na razie jednak ciągle jest zbyt... niewinny. I to, że ma łatwość uczenia się obcych akcentów, nic w tej sprawie nie zmieni.

W ostatnim czasie powstało kilka interesujących obrazów o Afryce, by wymienić choćby "Tsotsi" czy "Hotel Rwanda". Tyle tylko, że były to filmy zrealizowane przez twórców spoza Hollywood i bez gwiazdorskiej obsady.

d21h2rb
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d21h2rb