Trwa ładowanie...
d2sjljj

Przemysł filmowy jedną z pierwszych ofiar koronawirusa

Nie ulega już wątpliwości, że przemysł filmowy w wyniku ataku wirusa COVID-19 poniesie ogromne straty. Pierwsze wyliczenia podają kwotę 5 miliardów dolarów. Jest to ta optymistyczna wersja rozwoju wydarzeń, która zakłada, że epidemia zacznie wkrótce wygasać.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kadr z filmu "Mulan"
Kadr z filmu "Mulan" (Materiały prasowe)
d2sjljj

W minionym roku wpływy ze sprzedaży biletów do kin na całym świecie sięgnęły 42,5 mld dolarów. Był to rekordowy wynik. W dużej części osiągnięty dzięki bardzo dynamicznie rozwijającemu się sektorowi filmowemu w Chinach, który od kilkunastu lat nieprzerwanie notował bardzo duże wzrosty frekwencji w kinach. Na przestrzeni niespełna dekady Chiny z mało poważanego w Hollywood kraju stały się drugim największym rynkiem kinowym na świecie, który lada moment miał zdetronizować amerykańskie kina.

W tym roku tak się jednak nie stanie, gdyż od kilku tygodni przeważająca większość chińskich kin nie wyświetla filmów. Za Wielkim Murem zamkniętych jest obecnie około 5 tys. multipleksów, co oznacza, że nieczynnych jest blisko 70 tys. sal kinowych! W rezultacie w najbardziej dochodowym dla kin okresie związanych z Chińskim Nowym Rokiem, w ciągu miesiąca wpływy ze sprzedaży biletów wyniosłe zaledwie 4,2 mln dol. O tym, jak śmieszna, wręcz kuriozalna jest to kwota świadczy fakt, że w ubiegłym roku w analogicznym czasie utarg z dystrybucji filmów w kinach sięgnął… 1,76 mld dol.

"Parasite" przegrywa z wirusem

W innych azjatyckich krajach kina nie są jeszcze zamknięte (przynajmniej nie na taką skalę – na razie zawieszono tylko działalność kin w koreańskim mieście Daegu), ale frekwencja na seansach i tak jest już tam symboliczna. W Korei, która jest piątym największym rynkiem kinowym na świecie widownia w stosunku do ubiegłego roku zmniejszyła się aż o 80 proc. Koreańscy dystrybutorzy decydują się jeszcze wprowadzać na duże ekrany hollywoodzkie produkcje, ale premiery rodzimych filmów są już odwoływane. Jedną z nich miała być czarno-biała wersja nagrodzonego Oscarem "Parasite".

d2sjljj

Zobacz także: Oscary 2020: Jan Komasa o wrażeniach po Oscarach. Nie jest zawiedziony

W Europie kryzys w branży filmowej spowodowany koronawirusem dotknął, jak na razie, tylko Włochy. Około połowa kin w tym kraju już została zamknięta. Większość w tej bogatszej, południowej części Italii. W pierwszym tygodniu po wprowadzeniu przez rząd surowych zasad mających na celu ograniczenie rozpowszechniania się wirusa przychody ze sprzedaży biletów spadły o 44 proc. (w porównaniu z ubiegłym rokiem), w drugim już o ponad 75 proc.

Hollywood poniesie straty

W trudnej sytuacji znalazły się też hollywoodzkie wytwórnie. Zamknięty cały rynek chiński, zredukowana niemal do zera widownia w pozostałych azjatyckich krajach, fatalna sytuacja we Włoszech oraz widmo dalszego rozpowszechniania się koronawirusa to wszystko sprawia, że dystrybuowanie filmu w kinach poza granicami Stanów Zjednoczonych traci obecnie sens. A przecież już wkrótce (w wiosennym i letnim sezonie) na ekranach mają się pojawić te najgłośniejsze, najdroższe hollywoodzkie produkcje, które bez wsparcia rynku zewnętrznego mają niewielkie szanse na odniesienie finansowego sukcesu.

Materiały prasowe

Pierwszymi dużymi filmami, które zmierzą się z nową rzeczywistością będą dwie produkcje Disneya – "Naprzód" (światowa premiera już w najbliższy piątek) oraz "Mulan" (25 marca). W przypadku komputerowej animacji Pixara straty związane z atakiem koronawirusa nie powinny być jeszcze mocno odczuwalne. Wcześniejsze produkcje tego studia nie cieszyły się w azjatyckich krajach zbyt dużą popularnością. Co innego "Mulan". Aktorska wersja słynnej kreskówki z lat dziewięćdziesiątych jest przecież ekranizacją starej chińskiej legendy. Tytuł ten na pewno cieszyłby się ogromną popularnością za Wielkim Murem. Wytwórnia Disneya liczyła nawet, że "Mulan" stanie się w Chinach największym przebojem w historii pośród hollywoodzkich produkcji, że pokona "Avengers: Koniec gry", który zarobił tam aż 615 mln dol.

d2sjljj

Bond wystraszył się koronawirusa

Przesunięta została zaplanowana na początek kwietnia premiera najnowszego Bonda o dość wymownym tytule "Nie czas umierać". Do przełożenia daty pojawienia się filmu w kinach wezwali producentów i dystrybutora nawet fani słynnej serii. Wiadomo, że każdy film o agencie Jej Królewskiej Mości był wydarzeniem na międzynarodową skalę, a uroczyste premiery z udziałem twórców odbywały się na ogół na kilku kontynentach. Chińska przed kilkoma tygodniami została już odwołana. 4 marca dystrybutor podał informację o przesunięciu premiery na 25 listopada.

d2sjljj

Podziel się opinią

Share

d2sjljj

d2sjljj