Trwa ładowanie...
d1rmb7e
19-07-2010 11:33

Jedyny dobry polski serial

Share
d1rmb7e

Drogie dzieci, był kiedyś taki moment w polskiej kulturze, że w serialach występowali aktorzy w starym sensie tego słowa. Kiedyś tym mianem nazywano profesjonalistów, po odpowiednich szkołach, z talentem, którzy potrafili „grać” jakąś postać. Czasami nawet takie osoby potrafiły dołożyć do ogrywanego bohatera jakiś indywidualny rys, głębię, ciekawy element. Uwierzycie? Teraz, jedyne co taki „aktor” wnosi do serialu, to brat bliźniak w zestawie.

A same seriale miały naprawdę dobre scenariusze, nie były kopiami produkcji z Zachodu (wtedy jeszcze zgniłego), nie siliły się na rynsztokowy humor. Mówiły o czymś. Czasami nawet były ekranizacją polskich książek, nie tych szmatławców o wampirach. W to też nie wierzycie? Wcale się nie dziwię, wszak zobaczyć to uwierzyć. A zobaczyć Romana Wilhelmiego w roli Nikodema Dyzmy, to uwierzyć i zapłakać nad kondycją polskiego serialu.

Gwoli jasności, nie jestem starszą osoba, która z rozrzewnieniem wspomina dawne czasy. Wręcz przeciwnie. Polskie produkcje telewizyjne minionej epoki odstraszają mnie głównie z powodu aury nietykalności i kultowości, która wykształciła się wokół jedynych dostępnych wtedy seriali. „Kariera Nikodema Dyzmy” w pełni na ten status zasługuje. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że opowieść spisana w latach trzydziestych poprzedniego wieku biła po oczach aktualnością 30 lat temu i jest aktualna teraz?

Dodajmy do tego fakt, że same kulisy powstania książki, na której bazuje serial, są dość... ciekawe. Autor, Tadeusz Dołęga-Mostowicz, niezbyt pochlebnie wyrażał się o rządach kochanego marszałka Piłsudskiego. Ten postanowił go ukarać i zafundował dziennikarzowi porwanie, pobicie i wyrzucenie z samochodu za miastem. Zapewne w trakcie powrotu z upokarzającej przejażdżki Dołęga-Mostowicz postanowił się zemścić. Napisał książkę. I chyba zemsta się udała.

d1rmb7e

A o czym jest sam serial? Lata dwudzieste poprzedniego wieku. Nikodem Dyzma, trochę cham, trochę prostak, ale cwaniak pełną gębą, przybywa z prowincji do Warszawy w poszukiwaniu pracy. Przypadek sprawia, że znajduje zaproszenie na imprezę bardzo ważnych ludzi. Dyzma udaje się tam, robi karczemną awanturę bardzo ważnemu politykowi, co przykuwa uwagę bardzo ważnych wrogów tego polityka. Węsząc okazję dokopania przeciwnikowi biorą Dyzmę pod swoje skrzydła, nie przeczuwając nawet, że ten powędruje na sam szczyt. I wcale nie dzięki urokowi osobistemu i wrodzonej inteligencji.

Nie tylko ze względu na przewrotną historię (jakże aktualną?) ten serial po prostu trzeba obejrzeć. Roman Wilhelmi jest postacią potężną, znakomitym aktorem, piętnującym swoje postaci indywidualnym rysem jakiejś bezwzględnej mocy. Zazwyczaj to właśnie jego się pamięta najwyraźniej z całej obsady, czy gra gospodarza domu Anioła w „Alternatywy 4”, czy właśnie Dyzmę.

To wszystko sprawia, że „Karierze” udaje się coś, co rzadko się w dzisiejszych czasach pędzących motywów popkulturowych zdarza. Człowiek młody może usiąść do oglądania wraz z osobą starszą i każdy wyciągnie z tej opowieści coś dla siebie, czy jest to ironiczny komentarz do polskiej rzeczywistości politycznej, czy powiew dawnych czasów, zachwyt nad aktorem, który dawno nas już opuścił. Co ważne, „Kariera” nie wpędza miłośników nowoczesnych seriali w zażenowanie swoim poziomem realizacji. To jest po prostu dobra, trochę staromodna produkcja, która wpędza człowieka w poczucie winy, że może nam się podobać to, co aktualnie w polskiej telewizji leci.

d1rmb7e
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1rmb7e
d1rmb7e