Trwa ładowanie...
d12nb9g
d12nb9g
Aktualności

Zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz i uroczy Damięcki

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
d12nb9g

Na początku był elektromagnes, a potem to się dopiero porobiło. Było przenoszenie w czasie, była historia miłosna, była parapetówka razy trzy i parę jeszcze innych rzeczy było. No, ale wróćmy do początku. A na początku, jak wspominałam, był elektromagnes. Tu sprawa jest dla mnie, laika kompletnego w dziedzinie fizyki, mocno skomplikowana, dlatego może pominę póki co kwestie naukowe i przejdę do miłości. Bo miłość tak naprawdę jest tu motorem napędowym do działania, to ona, nawet wcześniej wspomniany, elektromagnes „uwalnia”.

A więc mamy studenta piątego roku fizyki –Tomka (Mateusz Damięcki). Zakochuje się on nieprzytomnie i „na zawsze” w Julii- dziewczynie kolegi. No i nadarza się Tomkowi niepowtarzalna - jak na niesprzyjające okoliczności, bo Julia zdaje się być stała w uczuciach- okazja by, chociaż popatrzeć, chociaż przez chwilę, chociaż na kawałeczek Julii.

Kolega proponuję podwójną randkę. Nawet fakt, że aktualnie bohater nie ma Tej Drugiej Połowy (no, bo Julia nią przecież jest) nie przeszkadza mu w zgodzeniu się na propozycję przyjaciela. Zwłaszcza, że na horyzoncie pojawia się niedoskonały wprawdzie i nieudany substytut Julii- Marta. Jakaś w ogóle dziwna, fanatycznie kochająca fizykę, pozbawiona w każdym razie Tego Czegoś, co posiada Julia. No, ale wybrzydzać Tomek nie będzie, bo przecież nie w głowie mu Marta, a Jego Jedyna.. No i wizja spędzenia nocy z nią… A konkretnie kolacji i konkretnie to jeszcze z jej chłopakiem…

d12nb9g

A więc z braku laku zabiera ze sobą Martę. No i tu zaczyna się prawdziwa historia. Tu na scenę wchodzi elektromagnes. To on miesza, powoduje przeniesienie się bohatera w czasie, potem powrót, a potem jeszcze przyczynia się do paru innych wydarzeń.

I chociaż nie jestem zwolenniczką historii, choćby o lekkim zabarwieniu science- fiction, chociaż przenoszenie się w czasie to nie jest mój żywioł (w sensie filmowym, bo w dosłownym nie próbowałam), to „Krótka histeria czasu” naprawdę podobała mi się.

Jest to lekka komedia, która jak na moralno-dołującą (vide: Wszyscy jesteśmy Chrystusami) czy debilno- infantylną (vide: prawie każda komedia, której w nawiasie poprzednim nie da się umieścić) polską filmową rzeczywistość przystało jest naprawdę zabawna i naprawdę ciekawa. Całkiem zgrabnie wyszła też twórcom obsada. Bo ten film dopiero przekonał mnie do aktorstwa Mateusza Damięckiego. Niezła rola, u boku dobrze zapowiadających się aktorów.

Dominik Matwiejcczyk stworzył naprawdę ciekawy film, który uwodzi innością, subtelnością, delikatnością. Szczęśliwie nikt tu nikogo nie poucza, nikt nikogo moralnie nie zarzyna a i fizycznego zarzynania brak. No i scenariusza nie pisała Ilona Łepkowska, a to już jest duży plus.

d12nb9g

Podziel się opinią

Share
d12nb9g
d12nb9g