Dwie twarze Małgorzaty Szumowskiej. Festiwal pogardy kontra szczerość intencji

Dla jednych "Twarz" to celna krytyka polskiego społeczeństwa i wyśmianie "dobrej zmiany". Dla innych filmowy paszkwil, pokazujący Polaków w najgorszym świetle. Reżyserka mówi o szczerych intencjach, krytycy punktują jej hipokryzję.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Małgorzata Szumowska otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia za "Twarz" 24 lutego
Małgorzata Szumowska otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia za "Twarz" 24 lutego (Getty Images)

Już dziś do polskich kin wchodzi "Twarz" Małgorzaty Szumowskiej. Obraz nagrodzony na tegorocznym Berlinale Srebrnym Niedźwiedziem został doceniony przez krytykę, a zarazem wywołał spodziewaną burzę. "Szumowska wbiła kij w mrowisko"pisał nasz recenzent po festiwalowym pokazie, doceniając "pełny ironii, ale zarazem celny i bolesny" obraz polskiej prowincji.

Będzie dym

Nagrodzenie takiego filmu na zagranicznym festiwalu było wodą na młyn dla ludzi, którzy krytykowali wcześniej "antypolską" "Idę" czy "Pokłosie". Polska prowincja Szumowskiej jest zaściankowa, gnuśna, nietolerancyjna, bezrefleksyjnie religijna, nienawistna. Jedni powiedzą – szkodliwie stereotypowa. Inni – boleśnie prawdziwa.

Sama reżyserka wielokrotnie podkreślała, że polska prowincja nie jest jej obca i dała do zrozumienia, że nie stworzyła filmowej scenerii na bazie stereotypów czy uprzedzeń. - Znam bardzo dobrze podobne środowisko i podobną rzeczywistość, bo od dziecka jeżdżę na Mazury – mówiła w wywiadzie z SFP, dodając: - To oczywiste, że artysta zawsze chce pokazać problem, a nie jakąś zagłaskaną wersję rzeczywistości.

Obejrzyj zwiastun filmu "Twarz":

Tych problemów w filmie Szumowskiej jest wiele: od obsesji na punkcie konsumpcjonizmu, przez bezrefleksyjną religijność i zachowanie przywodzącą na myśl pogańskie rytuały, po nietolerancję i zamknięcie się na drugiego człowieka, gdy ten nie pasuje do schematu.

- Ludzie z zagranicy, dziennikarze mówili mi, że sportretowałam tę naszą Polskę z czułością – głosiła Szumowska na łamach "Gazety Wyborczej". Na konferencji prasowej po festiwalowym pokazie podkreślała, że sytuacja przedstawiona w filmie nie musi się odnosić wyłącznie do naszego podwórka i jest przekonana, że podobne problemy dotykają inne społeczności. Niemniej to właśnie polską prowincję, przepuszczoną przez filtr doświadczeń i obserwacji Szumowskiej, obserwują widzowie w "Twarzy". Znanej za granicą pod wymownym tytułem "Mug" (ang. gęba, pysk, morda) zamiast "Face" (twarz).

Krytyk brytyjskiego "Screen Daily" napisał, że "reżyserka oferuje ostry raport o stanie współczesnej Polski". Recenzent "Guardiana" nazwał pomnik Chrystusa w Świebodzinie, który był ważną inspiracją dla Szumowskiej, "ostrym symbolem religijnym i nacjonalistycznym". Ale nie wszyscy zagraniczni krytycy filmowi przyjęli narrację Szumowskiej. - "Twarz" bardzo się stara, by być baśnią o wewnętrznej sile i pięknie. Ale czy wszyscy inni musieli się okazać tacy głupi i brzydcy? – pyta recenzentka prestiżowego "Variety".

Nie oceniam. Tak jest

Z deklaracji Szumowskiej wynika, że dla niej bohaterowie filmu nie są ani głupi, ani brzydcy. – Nie wyśmiewam, nie oceniam – pokazuję, jak jest – mówiła w wywiadzie, podkreślając, że "Twarz" to fikcja, choć inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Brakuje jej jednak konsekwencji - niektórzy zarzucają jej wręcz hipokryzję.

- Chciałam zrobić film, który podnosi cię, a nie przygniata i wpędza w rozpacz – mówiła w "Gazecie Wyborczej" nieoceniająca Szumowska, po chwili dodając: - Bardzo liczę na to, że nasza rzeczywistość w końcu się zmieni. I że ten ryj nam odpadnie.

Mateusz Kościukiewicz zagrał główną rolę w "Twarzy" Materiały prasowe
Podziel się

- Stawiając tezę, że hipokryzja zależy od miejsca życia i wykształcenia, reżyserka daje dowód, że życie ogląda raczej z poziomu poczucia wyższości, a to na ogół przynosi kiepskie skutki, nawet jeśli są oddalone w czasie... – pisały w "Rzeczpospolitej" Barbara Hollender i Małgorzata Piwowar. - Karykatura jest dla niej sposobem na pokazanie rzeczywistości, którą lepiej chyba zna z mediów niż osobistego doświadczenia, nawet jeśli w wywiadach mówi, że od dziecka bywa na polskiej prowincji. Cóż, nie wystarczy patrzeć, by widzieć, tak jak nie wystarczy obserwować, by rozumieć – podsumowały cenione krytyczki.

Niezależnie od intencji, z wypowiedzi Szumowskiej rzeczywiście przebija hipokryzja i budowanie narracji na wcześniej postawionej tezie. Oczywiście jest to święte prawo artysty, który sygnuje dzieło swoim nazwiskiem. W "Twarzy" ten artysta jest nie tylko obserwatorem obsesji posiadania (scena w supermarkecie) czy bezrefleksyjnej religijności (spowiedź, pierwsza Komunia, egzorcyzmowanie), ale także otwartym krytykiem danego zjawiska. Mimo że w jednym wywiadzie Szumowska nie stawia się w roli sędziego, na konferencji w Berlinie załamywała ręce nad polską religijnością. Mówiąc o rosnącej liczbie egzorcystów w polskim Kościele, podkreśliła: "Ludzie naprawdę w to wierzą". Siedzący obok odtwórca głównej roli, Mateusz Kościukiewicz (prywatnie mąż Szumowskiej), szydził, że egzorcyzmy robi się dzisiaj nawet, gdy kogoś boli głowa. Czy z taką ignorancją i pogardą można w ogóle wchodzić w polemikę?

Fakty i mity

Scenariusz "Twarzy" to fikcja inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Pomijając te ogólne i uniwersalne, jak walka o promocyjne towary w markecie, Małgorzata Szumowska i Michał Englert (współscenarzysta) wzięli na warsztat dwa istotne fakty z najnowszej historii Polski. Pierwszy: budowa największej figury Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Świebodzinie (2010). Drugi: pierwszy w Polsce przeszczep twarzy u mężczyzny po wypadku na budowie (2013).

Autorzy filmu połączyli te dwa zdarzenia do opowiedzenia własnej historii – główny bohater pracuje przy budowie figury Chrystusa i to tam ulega wypadkowi. Po przeszczepie twarzy wraca do rodzinnej wioski, gdzie jest odbierany jako obcy. Ludzie mu nie ufają, dostrzegają w nim demona i realne zagrożenie dla zaburzenia status quo.

Wkrótce po premierze filmu w mediach zaczęły się pojawiać zarzuty, że Szumowska nie tyle przedstawiła fikcję, co wykrzywiła i przekłamała rzeczywistość do zilustrowania własnej tezy.

- Fakt: Grzegorz Galasiński po przeszczepie twarzy mieszka w wiosce Niemil. Cała wioska mu pomaga, sołtys, proboszcz. Fikcja: Gośka Szumowska robi film o tym, że mała polska wioska wyżywa się na mężczyźnie po przeszczepie twarzy. Efekt: Srebrne Lwy w Berlinie – pisał na Twitterze Tomasz Sommer.

Pewnym jest, że Szumowska spotkała się z pierwowzorem filmowego bohatera. Pomoc dla Galasińskiego ze strony proboszcza, sołtysa i zupełnie obcych ludzi również jest łatwa do zweryfikowania. Na stronie siepomaga.pl cały czas wisi zbiórka z czerwca 2014 r., kiedy zebrano 50 110 zł. Kilka miesięcy temu odbył się charytatywny mecz Śląska Wrocław i Piasta Gliwice – beneficjentami zysku z biletów i towarzyszących aukcji (ponad 19 tys. zł) byli Grzegorz Galisiński i 5-letnia Natalia Zezula, chorująca na toksoplazmozę i epilepsję. Podobne mecze, koncerty i pikniki charytatywne odbywały się także w poprzednich latach. 1000 zł renty (w zeszłym roku dostał 40 zł "podwyżki") nie wystarczał na rehabilitację, która nie była refundowana przez NFZ. Z pomocą przyszła fundacja.

Dwie twarze

Filmowy Jacek przed wypadkiem był metalowcem żyjącym w "kulturze disco polo" i marzącym o wyrwaniu się z polskiej prowincji do Londynu. Grzegorz przed wypadkiem pracował na budowach w Irlandii. Do ojczyzny wrócił na prośbę matki po śmierci ojca. - Nie mogłem mamy opuścić – opowiadał 4 lata po wypadku "Dziennikowi Zachodniemu". W rodzinnej wiosce Niemil, kilkanaście km od Oławy, wybudował dom, samodzielnie prowadzi samochód. Znajomi mówią, żeby zajął się polityką. - Straciłem twarz, ale nie rozum – mówił dziennikowi.

Skoro Jacek nie jest Grzegorzem, to czy polska prowincja Szumowskiej jest polską prowincją? Reżyserka, której zarzuca się przeinaczanie faktów i karykaturalne ukazanie trudnych tematów, ma doskonałe narzędzie do obrony w postaci "baśni" i "alegorii". Te słowa-klucze otwierają pole do interpretacji i samodzielnego wyciągania wniosków. Dyskusja w polskich i zagranicznych mediach pokazuje, że są to interpretacje zero-jedynkowe. Symptomatyczne, że "lewicowi" dziennikarze piszą o "polskim piekiełku", "celnej krytyce" czy "wyśmianiu dobrej zmiany". Druga strona potępia Szumowską za "antypolską narrację" i pokazywanie zagranicznym widzom "karykatury polskiego społeczeństwa" jako rzeczywistego obrazu.

Małgorzata Szumowska nie chciała kręcić filmu dla wszystkich. Wiedziała, jak zostanie odebrany przez pewne środowiska. I choć deklaruje, że lubi swoich bohaterów i nie chce ich oceniać, to nie ma wątpliwości, że niektórych lubi "trochę" bardziej niż innych.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.