Trwa ładowanie...
d26owv2

Monsieur Fasola

Share
d26owv2

Drugi pełnometrażowy film o przygodach niesfornego Jasia Fasoli, ma być ponoć pożegnaniem Rowana Atkinsona z postacią, która przyniosła mu sławę, rozgłos i pieniądze. Trudno jednak uwierzyć w takie deklaracje, zwłaszcza, że Mr Bean się nie starzeje a fani wciąż spragnieni są nowych grymasów.

Właśnie na „gumowej” mimice opiera głównie komizm historii o najbardziej nieprzystosowanym człowieczku świata. Jaś Fasola został powołany do życia 17 lat temu, Atkinson,uznany już wtedy komik (m.in. za sprawą kultowego serialu „Czarna Żmija”) wymyślił człowieczka o wyglądzie urzędnika, w nieodłącznej przyciasnej brązowej marynarce i za krótkim krawacie poruszający się po Londynie w zabawnym zielonym samochodzie.

Jaś to typ życiowego fajtłapy, najprostsze czynności – od przejścia przez ulicę, po wieczorną toaletę, nastręczają mu niewysłowionych problemów, które stara się rozwiązywać w bardzo, hmm…niekonwencjonalny sposób. Popularność przyniosła Jasiowi Fasoli seria krótkich skeczy emitowanych w latach 90ch przez telewizję BBC.

W 1997 roku Mr Bean postanowił zaistnieć na dużym ekranie w filmie „Jaś Fasola: nadciąga totalny kataklizm”, sukces był tak duży, że dziwi, iż na kolejną kinową część przygód Brytyjczyka trzeba było czekać aż dekadę. Ale stało się, ku uciesze jednych i zgrozie innych.

d26owv2

Tytułowe wakacje to wycieczka do Cannes jaką, Mr. Bean wygrywa w kościelnej loterii. Zaopatrzony w torbę podróżną, swój słynny wielofunkcyjny portfel oraz cyfrową kamerę (ten nieodłączny atrybut każdego prawdziwego turysty) rusza na urlop życia i oczywiście od razu… pakuje się w kłopoty (to, poza strojeniem min, jego podstawowa umiejętność). Przez pomyłkę zostaję wzięty za porywacza syna znanego rosyjskiego reżysera, traci pieniądze i bagaż, a jedyną rzeczą jakiej zgubić nie jest w stanie jest, z przyczyn obiektywnych, rozum.

Przez półtorej godziny oglądamy serię gagów z Jasiem w roli głównej – a to jako ulicznym imitatorem, gościem restauracji serwującej owoce morze, aż po finał, który ma miejsce podczas trwającego właśnie festiwalu w Cannes.

Fabuła jest zresztą czysto pretekstowa, cały film trzyma się tylko na Rowanie Atkinsonie, który nie znika z ekranu ani na chwilę. Co chwilami, co tu kryć, trochę męczy, zwłaszcza, że gagi są raczej w stylu „u cioci na imieninach” i wywołują rechot podobny temu jaki towarzyszy radosnemu puszczaniu bąków w męskim towarzystwie. Choć, zastrzegam od razu, że słowa te pisze człowiek, który nigdy za „strączkowym” wcieleniem brytyjskiego komika nie przepadał i żal mu po prostu zmarnowanego potencjału tego naprawdę inteligentnego aktora i showmana. Jednak wierni fani (a tych nie brakuje) wygłupów głupiego Jasia będą z pewnością zachwyceni.

Dla innych zostają smakowite epizody Jeana Rocheforta jako kierownika wykwintnej restauracji, który „po godzinach” zajada się Fast foodami, oraz genialna, autoironiczna rólka Willema Dafoe wcielającego się w tyleż ambitnego co niezdolnego i megalomańskiego reżysera z kręgu amerykańskiego offu.

Obaj na ekran wnoszą trochę luzu i, wybaczcie pretensjonalność, elegancji. Dorzućcie do tego całkiem trafioną kpinę z filmowo – artystowskiego środowiska i możecie być pewni, że przetrwacie seans bezboleśnie, a momentami nawet przyjemnie.

d26owv2

Podziel się opinią

Share
d26owv2
d26owv2