Trwa ładowanie...
d2ajcgc
01-07-2011 14:24

Przygody Szarego Kapturka

d2ajcgc
d2ajcgc

Nie jest to film w stu procentach spełniony, ale warto się przy „Hannie” na chwilę zatrzymać - jako kino akcji oferuje bowiem pewien interesujący wyłom w zalewie bliźniaczych superprodukcji. Joe Wright, autor „Dumy i uprzedzenia” oraz „Pokuty”, podszedł do sensacyjno-przygodowej formuły swojego filmu w sposób dość nowatorski. Nie tylko dlatego, że jego bohaterka – niebezpieczna, doskonale wyszkolona zabójczymi - ma 13 lat, a jej przygoda okazuje się trawestacją motywów znanych z baśni braci Grimm.

Pewnej ekstrawagancji nadaje „Hannie” także sposób montażu i kadrowania, doskonale zsynchronizowanych z postindustrialną, quasi-baśniową ścieżką dźwiękową The Chemical Brothers. Akcja czasem rozgrywa się poza kadrem, innym razem na przesadnym zbliżeniu. Kadr potrafi przeskoczyć między dwoma odległymi sobie czasoprzestrzeniami, spiętymi jednym tylko wspólnym motywem. Muzyka zaś… Cóż, muzyka stanowi clou. Wybija nerwowy, oscylujący gdzieś pomiędzy upiorną baśnią a niegroźną inicjacją, rytm całej opowieści.

„Hanna” to – zupełnie, jak tytułowa bohaterka - wspaniałe dziwadło, nieprzystosowane do obowiązujących we współczesnej kinematografii reguł, ale z czasem narzucające jej swoje własne. O ile bowiem film Wrighta dość niezręcznie wyłamuje się ze schematu popcornowej sensacji, bezpowrotnie tracąc odbiorcę nastawionego na hollywoodzki szablon, potrafi też ów szablon wykorzystać, by pobudzić widza na podobne wyzwania otwartego.

Joe Wright nie jest twórcą wulgarnym, nie używa przemocy dla samej tylko zasady. „Hanna” nie jest więc bynajmniej jego odpowiedzią na bezkompromisowe, mocno postmodernistyczne produkcje spod znaku „Kick-Ass”. Wright sięga gdzieś dalej, szukając pierwotnej, częściowo już utraconej przez współczesne kino magii opowiadania. Baśnie braci Grimm są dlań znakomitym wyznacznikiem, ale – i tu objawia się największa słabość filmu – ujętym zbyt dosłownie.

Gdy w jednej z końcowych scen odgrywająca (umowną) rolę złej wiedźmy Cate Blanchett wychodzi z olbrzymiej paszczy wilka w zrujnowanym lunaparku, łatwo o wewnętrzny konflikt. Czy oto objawia się nam geniusz inscenizacyjny reżysera, czy może jest to dowód, że wizja jego stoi ubogim banałem? Ja, szczerze mówiąc, jeszcze nie postanowiłem.

d2ajcgc
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2ajcgc