Film, któremu Roger Ebert dał 4 gwiazdki. Czy „Dziewczyna zawodowa” naprawdę przekazuje prawdę o ludzkiej naturze, o najprawdziwszych żądzach i potrzebach, tak jak sugerował najsłynniejszy krytyk świata? Cóż, eksperymentalny film Soderbergha, kosztujący trochę ponad 1 milion baksów, jest bardzo ambitny – oto dziewczyna, luksusowa call-girl, która, oprócz klasycznej działalności, dorzuca coś ekstra – rozmowę. Jest w tym na tyle dobra, na tyle jest bystra, że klienci nie mogą nie być z usługi zadowoleni. Dziewczyna prowadzi więc ustatkowane życie, do którego wkrada się... Ha, nic kryminalnego, nic zaskakującego, bowiem „Dziewczyna zawodowa” to klasyczny snuj obyczajowy, z miałkim tłem społecznym i niewyraźnym wglądem w uroki nietypowego zawodu. Aby stanąć jak najbliżej „biznesu” Soderbergh zatrudnił pokrewną gwiazdę – Sashę Grey. 20-letnia dziewczyna była już okrzyknięta boginią porno, a występ w projekcie Soderbergha nie był jej debiutem w, powiedzmy, normalnym kinie. Jednak to, co sprzedaje się świetnie w
konfiguracjach oralno-analnych niekoniecznie sprawdza się tam, gdzie grać trzeba. Sasha jest więc mierna w tej roli, co Soderbergh starał się ukryć pod rwanym montażem i ciekawymi zdjęciami. I cały film jest właśnie taki – piękny makijaż skrywa nieciekawe prawdziwe oblicze. Niby intrygujący, ale nie zaspokaja w odpowiedni sposób. Daje nadzieje na coś więcej, ale poszczególne elementy nie są w stanie ze sobą dobrze zagrać. Wyszedł klasyczny średniak z ambicjami, o którym już dziś niewiele osób pamięta. 5/10