Trwa ładowanie...
Aktualności

Bartosz Żurawiecki: Gdzie te wyspy szczęśliwe?

Share
Okładka książki "Zatoka ostów"
Okładka książki "Zatoka ostów"Źródło: Instytut Wydawniczy Latarnik
df27pvv

Z przyjemnością przeczytałem ostatnio powieść Tadeusza OlszewskiegoZatoka Ostów”. Napisana pod koniec lat 80. XX wieku, dopiero teraz została opublikowana przez Instytut Wydawniczy Latarnik. Dlaczego dopiero teraz?

Ano, częściowo z powodów obyczajowych (bohaterem jest żonaty Polak, który na jednej z greckich wysp zakochuje się w mężczyźnie), ale głównie... ustrojowych. „Zatoka Ostów” wpisana została w roku 1990 do zapowiedzi Młodzieżowej Agencji Wydawniczej, która jednak niedługo potem padła, bo nie wytrzymała presji transformacji.

A że przyszły wtedy czasy gwałtownego wzrostu dumy narodowej i umacniania się tożsamości szowinistyczno-katolickiej, toteż brewerie erotyczne i obnażanie polskiej obłudy nie były mile widziane. Opowieść Olszewskiego popadła w zapomnienie.

df27pvv

Te brewerie i obnażania wciąż zresztą nie są mile widziane, o czym świadczy fakt, że odkryta po latach „Zatoka Ostów” nie doczekała się żadnych recenzji w tzw. mediach mainstreamowych. Lekceważąca cisza. Na szczęście, 20 lat po upadku komuny, więcej już można prywatnie (także pod względem ekonomicznym i technologicznym), więc powoli tworzą się nisze i nabierają rozpędu obiegi alternatywne wobec nudnej, przewidywalnej i nieznośnej narracji dominującej.

W latach 90. był podobno pomysł, by przerobić „Zatokę Ostów” na film. Z tego też nic nie wyszło, ale sądzę, że i dzisiaj powieść Olszewskiego stanowi dobry materiał na ekranową adaptację. Ba! Powinna wręcz stać się... wzorem dla kinowych twórców. I to wcale nie z TYCH powodów. Akurat warstwa obyczajowa książki, jej homoseksualne wątki nie są obecnie, nawet w Polsce jakąś ogromną sensacją czy skandalem.

Twórcy "Lejdis" oburzyli paulinów z Jasnej Góry

No, nie są w polskiej literaturze, bo w kinie wciąż pozostają tematem tabu. Mam jednak wrażenie, że akurat to tabu jest już łatwiejsze do przekroczenia niż inne tabu – historyczne. Akcja „Zatoki Ostów” rozgrywa się na przełomie lat 1980/81. Bohater, dziennikarz Piotr ucieka przed politycznym zamętem tamtej epoki najpierw na greckie wyspy, potem w miłość do Anglika, Jeffa. Nie bierze udziału w „karnawale Solidarności”, nie podziela zbiorowych uniesień i emocji.

df27pvv

Patrzy na polskie pospolite ruszenie nie tylko z dystansem, ale i niechęcią. Zdaje sobie bowiem sprawę, że w wielkiej, patriotycznej narracji nie ma miejsca dla odmieńców takich jak on. Nie ma miejsca na jego historię, na jego miłość i jego dylematy. Nikomu o nich nie mówi, nikomu się z nich nie zwierza. Jedynym wyjściem jest emigracja, wyjazd z kraju, gdzie jednostka – zwłaszcza jednostka inna – jest niczym. Wbrew pozorom, aż tak wiele się od tamtego czasu w Polsce nie zmieniło, o czym świadczą chociażby motywacje części osób, które opuściły ojczyznę i ulokowały się na Wyspach Brytyjskich. Nie tak dawne rządy PIS-u z przystawkami przywołały klimaty opresji, zastraszenia, wykluczenia i obowiązkowej bogoojczyźnianej napuszoności. Teraz jest może trochę łagodniej, ale ciągle duszno.

Czeka nas wkrótce zalew filmów o polskiej historii. PISF, TVP i inne państwowe instytucje szczodrą ręką dają kasę na dzieła o kolejnych powstaniach, zrywach, narodowych tragediach... Przedefilują nam przed oczami ludzie z marmuru i żelaza, herosi wykastrowani ze słabostek, pragnień, cielesności, prywatności... Jakoś nie mam siły ani ochoty oglądać tych wszystkich bohaterskich fabuł, po których dostaniemy jeszcze jednej patriotycznej czkawki.

Twórcy "Lejdis" oburzyli paulinów z Jasnej Góry

Wolałbym zobaczyć na ekranie ludzi, których nie porywa „patos naszych czasów”, którzy nie nadymają się, powtarzając bez końca „Bóg, Honor, Ojczyzna”, którzy nie używają ciągle wielkich liter. Za to tkają na boku, z dala od tłumu swoją historię intymną, próbując – skutecznie lub nieskutecznie – dać odpór historii narodowej. Wolałbym ujrzeć w polskim kinie odszczepieńców, szyderców, outsiderów i zdrajców.

Wolałbym... A na razie mogę jedynie wyjechać na wyspę. Grecką, brytyjską lub najlepiej bezludną. Przynajmniej taką, na której nie będzie zbyt wielu rodaków.

df27pvv

Podziel się opinią

Share
df27pvv
df27pvv