Trwa ładowanie...
d2366m7
14-04-2010 17:22

Czas reinterpretatorem sztuki

d2366m7

Czterdzieści lat po premierze, gdy amerykańska kontrkultura lat 60. jest już tylko wstydliwą wysypką niezrealizowanych ambicji generacji buntu, niepodległościowy manifest Antonioniego zyskuje charakter symboliczny. Mijający czas zakpił sobie okrutnie, diametralnie reinterpretując oczywistą, jak się wydawało, wymowę filmu. Tytułowy punkt Zabriskiego, gdzie w kluczowej scenie filmu dwójka obcych sobie ludzi (zwielokrotniona do kilkudziesięciu podobnych par) oddaje się miłosnemu uniesieniu, to najniżej położony obszar na terenie Stanów Zjednoczonych. Czyż metafora nie ciśnie się sama na usta? Z dzisiejszej perspektywy "Zabriskie Point" nie jest już nieskładnym, artystowskim triumfem anarchii czy wręcz pokarmem dla hipisowskiej rebelii, jak odczytywano go w roku 1970, a zaskakująco oczywistym świadectwem światopoglądowego infantylizmu. Ona i on, pozornie zwróceni przeciwko ograniczeniom kulturowej przynależności, w nagłym triumfie cielesnego egoizmu stają się nośnikiem depresji buntu.

Założenie było jednak zgoła inne. Odrzucić objawy konsumpcjonizmu, zostawić slogany w miejscu ich korupcji, oddać pokłon wolnej, nieskażonej pretensją miłości. Nie udało się. Alegoryczny seks pośród piasków Doliny Śmierci miast triumfem swobody, okazał się sloganem samym w sobie, kuriozalnym odbiciem generacji, która więdła z dnia na dzień. Antonioni dość przypadkowo zdiagnozował przyczynę. Widzimy to na początku, gdy Mark odrzuca studencką burzę mózgów na rzecz radykalizmu, do którego nie jest w najmniejszym stopniu przekonany. Widzimy to na końcu, gdy Daria wyobraża sobie eksplozję wstrząsającą posiadłością swojego pracodawcy. Bunt tej dwójki jest płytki, pozorowany; za wyniosłą postawą nie kryje się żadna godna jej ideologia. "Chciałbym umrzeć, ale nie z nudów" mówi w pewnym momencie Mark, kreśląc parabolę do stanu umysłu całego pokolenia.

Antyamerykańskie zapędy Antonioniego zaskakują. Reżyser, który nigdy nie był orędownikiem ostentacyjności, dał się ponieść ideowej impresji. Dlatego też warto wznieść się ponad polityczność filmu i dostrzec w nim wybitną konstrukcję kadru czy propagację autorskiego ekspresjonizmu. Bo właśnie w składni kryje się jedyny niepodlegający najmniejszym spekulacjom aspekt "Zabriskie Point", tak skutecznie przygnieciony odręczną krytyką sprzed lat. Wspaniale wykadrowana Dolina Śmierci, pociągająco nieprzystępna w swym awangardowym zacięciu ścieżka dźwiękowa, a wreszcie porywająca szczegółowością kilkunastominutowa celebracja siły destrukcji - wszystko to składa się na bezprecedensowy triumf formy, zaprzeczający trawiącej amerykańską kinematografię unifikacji stylu.

Dodatkowo, "Zabriskie Point" to spojrzenie na Amerykę ciekawe o tyle, że oddające punkt widzenia obcokrajowca, który w Stanach nigdy wcześniej nie tworzył. Co Antonioni widzi okiem swej kamery? Natłok reklamowych neonów, zmęczenie, niedookreśloną ideologię. Odrzuca i wyśmiewa Amerykę: mnoży ujęcia spektakularnego wybuchu imitując tani serial telewizyjny, żongluje przestrzeniami (od ciasnych biur i akademików, po bezkresny krajobraz pustyni) na potrzeby przejrzystej alegorii. Jak traktować w tym kontekście samą treść? Jako zawód, porażkę Antonioniego? Triumf pretensji, zgon myśli? Przerost formy nad treścią? A może pokusić się o docenienie w kontekście czasowej reinterpretacji?

d2366m7

"Zabriskie Point" jest dziś filmem innym niż przed laty; z zaskakującą śmiałością prowokuje do przewartościowania swej pierwotnej wymowy, rzuca wyzwanie politycznym uprzedzeniom, a w końcu pozwala dojrzeć ironię drzemiącą pod stertą pozorów. Cóż bowiem widzimy na ekranie? Radykalne odrzucenie przynależności i wyparcie amerykańskiego stylu życia, przekładające się bezpośrednio na bunt będący nim tylko z definicji, bo ze społecznością i jego kulturą dominującą nieuznający dialogu, a odrzucający go w pełni. Wydaje się, że banalne w swym ulotnym pięknie celebrowanie wolnej miłości i odrzucanie materialistycznych zakusów tożsame sa z potrzebami dwójki ogarniętych przedziwną anomią bohaterów. Mark i Daria nie są zainteresowani rebelią, a utopią. Czy to dowód, że Antonioni już wtedy dostrzegł zagładę całej generacji? A może jest to tylko dzisiejszy punkt widzenia, tak samo złudny jak ten sprzed lat?

d2366m7
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2366m7