Latami ukrywał to przed światem. Val Kilmer kilka lat przed śmiercią pokazał nagrania
2 kwietnia media obiegła informacja o śmierci Vala Kilmera. Aktor "Top Gun" od lat chorował na nowotwór krtani. Za oficjalną przyczynę śmierci podano zapalenie płuc. Kilmer miał 65 lat. Kilka lat temu światło dziennie ujrzał dokument o gwiazdorze. W magazynie na przedmieściach Los Angeles Val Kilmer trzymał prawdziwy skarb. W piętrzących się kartonach znajdowały się nośniki z tysiącami nagranych godzin z życia aktora, który od 40 lat rejestrował wszystko za pomocą kamery.
Jest 1983 r. Kamera najeżdża na drzwi garderoby z tabliczką "Kevin Bacon. Sean Penn". W kadrze pojawiają się dwudziestokilkuletni aktorzy. Wygłupiają się, śmieją, w końcu ściągają spodnie i pokazują pośladki. To zaledwie mała próbka zaskakujących ujęć, jakie znajdują się w przepastnym archiwum Vala Kilmera.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Legendy Hollywood
Narracja dokumentu "Val" została w dużej mierze ulepiona właśnie z materiałów, jakie aktor zaczął nagrywać, od kiedy jako dziecko dostał w prezencie kamerę. Dzięki temu na wstępie poznajemy jego niezwykłe dzieciństwo, kiedy razem z braćmi niczym bohaterowie "Super 8" J.J. Abrams kręcił amatorskie filmy na rodzinnym rancho. Jesteśmy też świadkami jego szkolnych występów, gdy już wiedział, że chce zostać aktorem, oraz pierwszych kroków na profesjonalnej scenie.
Narratorem "Vala" jest jego syn Jack Kilmer. To z jego ust pada pierwsze zdanie, a zarazem ważna deklaracja: "Nazywam się Val Kilmer i jestem aktorem". Twórcy zdecydowali się na ten zabieg nie tylko ze względów czysto formalnych. Był on po prostu konieczny, bo jego ojciec praktycznie nie mógł mówić. Kilka lat wcześniej zdiagnozowano u niego raka krtani.
W filmie dobiegający sześćdziesiątki aktor zapewniał, że jest już zdrowy, ale terapia onkologiczna zrobiła swoje. Kilmer mógł mówić jedynie dzięki wszczepionemu w krtań aparatowi, jadł przez rurkę, miał problemy z poruszaniem się, szybko się męczył.
Kamera pokazuje to bez skrupułów, choćby w scenie, kiedy wyczerpany dawaniem autografów na konwencie zaczyna przy wszystkich wymiotować do kosza na śmieci i zostaje błyskawicznie wywieziony na wózku inwalidzkim.
To najbardziej dojmująca scena "Vala", idealnie podsumowująca drogę, jaką przeszedł jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów lat 80. i 90. Od gwiazdy wielkich hollywoodzkich hitów typu "Batman Forever" do schorowanego ekscentryka i bankruta łapiącego każdą okazję zarobku.
VAL | Official Trailer | Prime Video
Co znamienne, Kilmer nie postrzega tego w kategoriach upadku.
- Czasami popadam w przygnębienie, kiedy jeżdżę po kraju na występy gościnne. To właściwie już tylko odcinanie kuponów. [...] Koniec końców nie czuję się jednak upokorzony, ale wdzięczny fanom, którzy tak licznie przybywają na te spotkania - mówi na nagraniu powoli skrzeczącym, zniekształconym głosem, patrząc, jak publiczność żywiołowo reaguje na wyświetlany właśnie "Tombstone".
"Val" to z jednej strony mocno nostalgiczne, przepełnione humanizmem rozliczenie z życiem osobistym, z drugiej kilkudziesięcioletnią karierą i narosłymi wokół niej mitami.
Dzięki nagraniom Kilmera widzimy na ekranie nigdy wcześniej niepublikowane ujęcia zza kulis "Top Guna", wspomnianego westernu George'a P. Cosmatosa czy niesławnej "Wyspy doktora Moreau", nieformalne nagrania z garderoby i czerwonego dywanu, a nawet taśmy demo rozsyłane przez niego do Kubricka czy Scorsese.
Z punktu widzenia kinomana są to rzeczy absolutnie niezwykłe i nie do przecenienia, pokazujące nie tylko filmową kuchnię, ale i nieznane twarze słynnych ludzi kina, takich jak Marlon Brando, Tony Scott czy wygłupiający się w najlepsze Kurt Russell.
W dokumencie w reżyserii Ting Poo i Leo Scotta jego bohater ustosunkowuje się też do reputacji, jaka ciągnie się za nim właściwie od początku zaistnienia w Hollywood. W opinii producentów i reżyserów miał on być chimeryczną primadonną, aktorem trudnym we współpracy, którego ciężki charakter położył się cieniem na całej karierze.
Z "Vala" wyłania się bowiem obraz artysty totalnego. Aktora grającego na 100 proc., stającego się de facto graną przez siebie postacią, i wyznawcy metody Stanisławskiego. Perfekcjonisty, który z najgorszej roli chciał wycisnąć maksimum i nadać jej głębi.
- Taki aktor to zawsze ten "trudny" przypadek. To bzdura - mówi Robert Downey Jr.
Tak było choćby w przypadku Toma "Icemana" Kazansky'ego w "Top Gun", którego po prostu napisał od nowa, czy Jima Morrisona w filmie Olivera Stone'a. Proces przeistaczania się w wokalistę The Doors aktor przypłacił niemal rozpadem małżeństwa z poznaną na planie "Willow" brytyjską aktorką Joanne Whalley.
- Prawda jest taka, że każdej postaci musiałem przekazać cząstkę siebie, a także odnaleźć w sobie cząstkę niej. Rzeczywistość i złudzenie stanowiły niemal równe części mojego życia. Bywałem przykry. Bywałem odważny. Dla niektórych dziwaczny. Niczego nie ukrywam i nie żałuję, bo dzięki temu poznałem się od nowych stron. Moje życie jest wspaniałe - stawia kropkę nad "i" Val Kilmer.
"Val" jest dostępny w bibliotece platformy HBO Max.
"Polskie Emmy" rozdane. Kto wygrał w plebiscycie Top Seriale 2025? Nowe "Studio", które trochę dzieli, trochę bawi, a na pewno przyprawia o ciarki żenady. Fenomenalne "Dojrzewanie", o którym nie da się zapomnieć i grube miliony na "The Electric State". O tym w nowym Clickbaicie. Znajdź nas na Spotify, Apple Podcasts, YouTube, w Audiotece czy Open FM. Możesz też posłuchać poniżej: