WP
Aktualności

“Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie”: bohaterowie tacy sami, jak my [RECENZJA]

Po odświeżającym serię “Przebudzeniu mocy”, do kin trafia “Łotr 1”. Nierówny, ale momentami olśniewający spin-off “Gwiezdnych wojen” w ciekawy sposób łączy stare z nowym, ale raczej nie przyniesie sadze nowych wyznawców. Ale na pewno zaskoczy wszystkich jako najbardziej mroczne i spektakularne widowisko w historii gwiezdnej sagi.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
“Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie”: bohaterowie tacy sami, jak my [RECENZJA]
(Materiały prasowe, Fot: Disney)
WP

- Panie, to już wszystko było - machnął ręką taksówkarz, gdy staliśmy w korku w drodze na pokaz nowych “Gwiezdnych wojen”. Zapowiedział, że nie pójdzie do kina na “Łotra 1”, chyba że będzie naprawdę super. Dla fanów sagi - i dla pana taksówkarza, który obiecał zajrzeć dziś na Wirtualną Polskę - mam dwie wiadomości. Jedną dobrą, drugą złą.

Zacznę od złej. “Łotr 1” jako pierwszy w historii gwiezdnej sagi spin-off, opowiada wydarzenia dziejące się obok kanonicznej historii. Jeśli poprzednie części sagi są ewangelią George'a Lucasa, ten film jest apokryfem - rozgrywającym się czasowo między “Zemstą Sithów” i “Nową nadzieją” - związanym tematycznie z oryginalną opowieścią, ale dalekim od kanonu. Nie ma Obi-Wana Kenobiego, Luke’a Skywalkera, Jabby, Hana Solo czy droidów. Są postacie nowe, ale uwaga - poza Lordem Vaderem - nie są obdarzone magiczną mocą. O pokój w galaktyce walczą zwykli bohaterowie, a wśród nich prym wiedzie dziarska Jyn Erso (Felicity Jones), która staje na czele misji grupy rebeliantów, mającej na celu kradzież planów niszczycielskiej Gwiazdy Śmierci. To postać podobna do innych damskich bohaterek sagi, ale brakuje jej charyzmy Lei czy Rey z “Przebudzenia mocy”, granej przez Daisy Ridley.

WP

Reżyser Gareth Edwards, który ma na koncie “Strefę X” i “Godzillę”, nie ma reżyserskiego talentu J. J. Abramsa, twórcy “Przebudzenia mocy”, gdzie czynnik “ludzki” był ważną innowacją - między bohaterami nie ma chemii, brakuje też humoru, pojawiającego się sporadycznie za sprawą droida K-2SO. Pierwsza połowa filmu jest pełna dłużyzn i mrugnięć do widzów, aby nie zapomnieli, że oglądają “Gwiezdne Wojny”. Można odnieść wrażenie, że twórcy nie byli pewni, jak zacząć opowieść, w związku z czym zaczynają ją kilka razy.

Ale druga połowa filmu - to dobra wiadomość - jest zupełnie inną bajką. Akcja przenosi się do świata wyglądającego jak Zjednoczone Emiraty Arabskie. “Gwiezdne wojny” w Dubaju? Czemu nie. Sceny walk partyzantów ze szturmowcami Imperium na tropikalnej plaży są olśniewające wizualnie, idealnie łączą stare (skalę, walki na ziemi i w niebie) z zupełnie nową scenografią, bohaterami i efektami wizualnymi (rewelacyjne sceny wybuchów nuklearnych). Warto było nakręcić “Łotra 1” choćby dla tych odświeżających serię obrazów.

Jeśli czegoś w “Łotrze 1” zdecydowanie brakuje, to bardziej wyrazistych bohaterów. Pałeczki Luke’a Skywalkera, Lei czy Rey nie przejmuje ani Jyn, ani nikt z kolorowej (dosłownie) grupy rebeliantów. Być może w niespokojnych czasach, musimy pogodzić się, że świata nie naprawią w pojedynkę herosi-zbawiciele. Może także w “Gwiezdnych wojnach” przyszedł czas na nowych bohaterów, którzy zamiast ślepo wierzyć w Moc, będą musieli po prostu zakasać rękawy i przyjąć do wiadomości, że za wielkie marzenia trzeba zapłacić wielkim poświęceniem?

“Łotr 1” jest udanym, zaskakującym, ale bardzo nierównym powrotem do gwiezdnego uniwersum. Edwards odszedł mocno od kanonu i zdobył się na odwagę, żeby powołać do życia nowych bohaterów. Mało tu bicia mieczami świetlnymi po oczach, więcej wojennej sieczki i scen przynoszących wyjątkowo ponurą wizję świata, z tego powodu nie jest to może film godny polecenia najmłodszej widowni. Poza tym to jednak dobry, pełen wigoru wstęp do zupełnie nowych “Gwiezdnych wojen”.

WP

Ocena 7/10

Łukasz Knap

Polub WP Film
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP