Trwa ładowanie...
d3c61oa

Polska reżyserka pokazuje historie ludzi, którzy uważają się za Jezusa. Wyjątkowy film

Co roku notuje się około 50 przypadków syndromu jerozolimskiego. Dotknięci tym zaburzeniem ludzie uważają się za Mesjaszy. Film Katarzyny Kozyry jest pierwszym, który o tym opowiada.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
W "Szukając Jezusa" jest wielu Mesjaszy. Większość łączy to, że skończyli z dawnym życiem i zostali bezdomnymi.
W "Szukając Jezusa" jest wielu Mesjaszy. Większość łączy to, że skończyli z dawnym życiem i zostali bezdomnymi. (Materiały prasowe)
d3c61oa

- Jesteś Jezusem czy wydaje ci się, że nim jesteś? – pyta Katarzyna Kozyra jednego z mężczyzn w Jerozolimie.
– Tak, jestem Jezusem – odpowiada jej.
- To musimy iść za tobą – mówi Kozyra.

Tak zaczyna się jej film dokumentalny "Szukając Jezusa". Kozyra jako jedyna odnalazła mieszkańców Jerozolimy, którzy uważają się za nowych proroków. Opowiedzieli jej, dlaczego to oni są nowymi Jezusami, Mesjaszami. Brzmi jak szaleństwo i jest w tym wiele prawdy. Podobne obrazki widzieliśmy przecież w amerykańskich filmach, gdy gdzieś przy drodze stoją bezdomni z napisanymi na kawałku kartonu hasłami w stylu: "Jestem Bogiem".

Kozyra idzie znacznie dalej. Nie tylko opowiada o zjawisku zwanym syndromem jerozolimskim. Ona aktywnie w nim uczestniczy. Śpi na ulicy, je to, co znajdzie w kartonach, myje się w oczkach wodnych – jest wszędzie tam, gdzie żyją samozwańczy Mesjasze. Za swoją pracę została wyróżniona przed zagranicznych dziennikarzy i filmowców. O "Szukając Jezusa" pisał "New York Times", "Wall Street Journal", magazyn "Vice".

   Materiały prasowe

Jak znaleźć Jezusa

Punktem wyjścia dla Kozyry była informacja o tzw. syndromie jerozolimskim — ostrym zaburzeniu urojeniowym opisanym w medycynie dopiero w drugiej połowie XX wieku. Cierpiący nań chorzy to odwiedzający Ziemię Świętą, którzy utożsamiają się z postaciami biblijnymi, najczęściej z Mesjaszem.

Artystka odbyła kilka podróży do Jerozolimy, by odnaleźć tych ludzi. Dociera do niesamowitych osobowości. – Pochodzę z rodu Dawida, z królewskiej rodziny. Jestem jedynym potomkiem, który ma prawo przejechać przez Bramę Lewa na ośle. Odrodziłem się. Jest proroctwo, które mówi, że jestem Mesjaszem. Mam też bliznę, która nazywa się Pieczęcią Proroka. Nie wszyscy mogą ją dostrzec – opowiada Kozyrze mężczyzna o rosyjskim akcencie. Próbuje przekonać Polkę, że nazwa ulicy Gagarina, przy której się wychował w Rosji, czytana na wspak, oznacza po hebrajsku „widzę Boga”.
- Rzeczywiście tak jest? – pyta Kozyra towarzyszącego im tłumacza. – Nie – odpowiada od razu.

Reżyserka nie próbuje przekonać nas, że ci ludzie rzeczywiście są Mesjaszami. Pokazuje za to perfekcyjnie zjawisko, które do tej pory opisywane było w kategoriach ciekawostki. – Nie powiedziałabym, że to są szaleńcy. Dla mnie to są fascynujące postaci. Z często tragicznymi historiami – mówi.

   Materiały prasowe

Jest w filmie Amerykanka, która rzuciła wszystko, by przyjechać do Jerozolimy. Stylizuje się na Maryję. Przynajmniej takie jest pierwsze skojarzenie. Nie mówi, że jest Jezusem. Ten jej zdaniem był tylko jeden. Ale ona jest prorokiem, który ma ludziom pokazać prawdę o wierze w Boga. Amerykanka obmywa wszystkim stopy, bo tak Jezus kazał. Żyje na ulicy, bo Jezus nic nie miał. I kiedy większość widzi w niej wariatkę, Kozyra podchodzi do niej z szacunkiem, z ciekawością.

d3c61oa

Tak jak do kobiety z Bułgarii, która żyje na ulicy. Powtarza, że słyszy głos Boga. Czasem przez tydzień, czasem miesiącami. Kilka lat temu Bułgarka miała męża i dzieci. Zostawiła ich, przyjechała sama do Izraela.

W "Szukając Jezusa" jest wielu Mesjaszy. Większość łączy to, że skończyli z dawnym życiem i zostali bezdomnymi. Mają misję. Są Amerykanie, Rosjanie, Brytyjczycy… Jezus w filmie Kozyry to prawdziwe multi-kulti. Polaków nie ma. Ci, jak zaznacza Kozyra, pojawiają się w Jerozolimie tylko z zorganizowanymi wycieczkami.

Za każdym Mesjaszem kryje się inna historia. Część tych niezawartych w filmie Kozyra zdradziła podczas trwającego festiwalu Millenium Docs Against Gravity w Gdyni. Na spotkaniu z widzami przyznała, że jeden z bohaterów projektu był kiedyś żołnierzem, który brał udział w nalotach na domy muzułmanów. Zabijanie było wbrew jego religii. Któregoś dnia coś w nim pękło. Zamieszkał na ulicy, zaczął nazywać się Jezusem.

Wspomina też historię Brytyjki. Miała poukładane życie, ale poznała mężczyznę, który miał się za Mesjasza. Przyjechała z nim do Jerozolimy, do Starego Miasta. Mieli dwie córki. Mąż zmarł, kobieta została sama z dziećmi. Były bezdomne, a Brytyjka kontynuowała „misję” męża. Też w końcu uwierzyła, że jest Jezusem. – Poznała Izraelczyka. Dokarmiał ją, miał chyba jakąś knajpę, którą w końcu zamknął. Dołączył do niej, przeszedł na judaizm, bardzo się w to wszystko wciągnął. Gdy kobieta zaszła w ciążę, zamieszkała razem z partnerem w domu. Ale tylko na jakiś czas. Odchowała dziecko i uciekła na ulicę. Czasem wracała. Była bardzo dobrze wykształcona, sama uczyła dzieci. Jak podrosły, wysyłała je do biblioteki. Ta Brytyjka w końcu wróciła do Izraelczyka, ale miała już zaawansowanego raka. Zmarła niedługo później. Tuż przed tym, jak przyjechaliśmy z kamerą do Jerozolimy, zmarł też i mężczyzna. Córki poszły na studia. Tylko jedna dziś żyje. Druga, jak się ostatnio dowiedzieliśmy, popełniła samobójstwo – opowiadała Kozyra.

   Materiały prasowe

Ostre zaburzenie urojeniowe

Syndrom jerozolimski jako pierwszy opisał Yaira Bar-Eli z jerozolimskiej kliniki Kfar Shaul Mental Health Center. Psychiatra zajął się przypadkami pojawienia się urojeń religijnych u osób podróżujących do tego miasta. Są więc ludzie, którzy w tym świętym miejscu odkrywają w sobie "boski pierwiastek". Według badaczy Jerozolima to niejedyne miejsce, które wpływa tak na podróżujących. Podobne przypadki notowano także na przestrzeni lat w Rzymie.

Bar-Eli zauważył, że po 2000 roku pojawiło się więcej samozwańczych Mesjaszy w Jerozolimie. Dlaczego? Jego zdaniem wpłynęło na to połączenie większej dostępności miasta dla turystów i przełom wieków. W latach 1980-1993 było tylko 42 pacjentów, u których zdiagnozowano syndrom jerozolimski. Nie mieli wcześniej stwierdzonych problemów ze zdrowiem psychicznym, za to mieli jedną wspólną cechę: pochodzili z ultrareligijnych rodzin.

d3c61oa

Badacz podkreśla, że po 2000 roku wśród hospitalizowanych podróżników z syndromem jerozolimskim były najczęściej osoby, u których wcześniej wykryto schizofrenię i inne zaburzenia osobowości. Władze miasta szacują, że teraz co roku w mieście pojawia się 50 "proroków".

   Materiały prasowe

Zaburzenie zaczyna się dość niewinnie – pobudzeniem, nerwowością podczas zwiedzania ulic i zabytków. - Później dochodzi do tego potrzeba samotności, odłączenia się od swojej grupy oraz poczucie własnej nieczystości. Ludzie doświadczają wówczas silnego przymusu mycia się i czyszczenia swojego najbliższego otoczenia. Może się to wiązać również z myślami o własnej grzeszności, ale też wewnętrznym przekonaniem o misji powierzonej przez Boga. Dotknięci tym zaburzeniem mogą chodzić po ulicach w ubraniach stylizowanych na te z czasów biblijnych, śpiewać religijne pieśni czy nawet nagabywać obcych o konieczność nawrócenia i pokuty za swoje grzechy – pisała psycholog Anna Góra w tekście dla psychiatria.pl.

Czasem jednak te historie kończą się tragicznie. Znany jest przypadek z 1969 roku, gdy turysta z Australii – Denis Michael Rohan – podpalił meczet Al Aksa. Wierzył, że dostał misję od Boga. Jego działania doprowadziły do masowych zamieszek.

d3c61oa

Psychiatra Mosze Kalian opowiadał z kolei dziennikarzom przypadek z 2011 roku. Pewien Brytyjczyk odwiedzający Jerozolimę wierzył, że chmura popiołu, która pojawiła się nad miastem (pył pojawił się po wybuchu wulkanu na Islandii), to znak od Boga o końcu świata. Pobiegł do Bazyliki Grobu Pańskiego, bo tam miał zacząć się Armagedon. Tyle że był wieczór i drzwi Bazyliki były dawno zamknięte. W szale zaatakował nożem policjanta. Ten postrzelił go i zawiadomił szpital psychiatryczny.

W styczniu 2018 roku media donosiły o zaginięciu 29-latka w Izraelu. Brytyjczyk wybrał się na wycieczkę do Izraela pod koniec listopada, a niedługo później rodzina straciła z nim kontakt. Policja natrafiła na powyrywane kartki z Biblii z jego odręcznymi notatkami. Oliver McAfee został określony w brytyjskich mediach jako "pobożny chrześcijanin". Do tej pory nie wiadomo, co stało się z mężczyzną. BBC jeszcze w styczniu publikowało apel rodziny o pomoc. W kwietniu tego roku w jednym z artykułów dziennikarze wspominali, że dalej jest poszukiwany.

d3c61oa

Podziel się opinią

Share

d3c61oa

d3c61oa